środa, 27 lutego 2013

Oczekiwanie

Chodzę do stajni kilka razy dziennie, dziś Mela zaczęła się już dziwnie zachowywać. Jest powolna, widać ledwie łazi i tak ostrożnie. Ogólnie po minie i zachowaniu widzę, że czas wykotu coraz bliżej,patrzy na mnie tymi ślepkami prosząco.Wymię się napełniło siarą a ja czekam. Najbardziej tego nie lubię, tego oczekiwania i chodzę często by nie przegapić momentu.Mela koci się zawsze do południa a ja po prostu lubię być przy narodzinach.Nie tylko ze względu że ma się kontrole nad wszystkim, można wiedzieć czy wydaliła łożysko czy jest wszystko w porządku ale też dlatego, że to wspaniałe uczucie odbierać poród. Być przy narodzinach i patrzeć jak te maluchy szybko staja się samodzielne.Meli wymię znów zachwyca okazałością.
Wymię jest luźne (nie do końca pełne) dlatego też ta moja ciekawość rośnie jak będzie w tym roku u niej z mlecznością.Od wczoraj mamy nowych mieszkańców Kurnikowa. Zamieniłam dwa swoje dorodne koguty na parkę japonek kurek ozdobnych. Tylko kogucik dość waleczny i zamiast starszyźnie zejść z drogi... wszczyna bójki  po czym ląduje w błocie.Jest za mały by podskoczyć do dzioba kury czy koguta i upada zawsze prosto w błoto.Jak tak dalej pójdzie długo to on nie pożyje z tym jego charakterkiem.Kurka za to grzecznie schodzi z drogi i już ładnie się oswaja w nowym stadzie.


Kaczor hmmmm jak to powiedzieć? :))) spełnia swoja rolę :))))
Niech tylko ziemia wyschnie bo w błocie to ja mogę maseczki sobie robić
Pozdrawiam i witam nowych obserwatorów.

wtorek, 26 lutego 2013

Przepisy na królika

Królika najczęściej pieczemy w piekarniku uprzednio nacierając go solą i czosnkiem. Ja najbardziej lubię królika w śmietanie i na ostro w ciemnym sosie. Jak uzyskać ciemny sos do białego mięsa??? Jest możliwe dzięki marynacie ale uprzedzam, że to potrawa ostra :) Świetnie nadaje się do Czosnkowego puree ziemniaczanego wg. Julii Child. A,,,,, że mam kompletnego świra na punkcie tej mistrzyni  korzystam z jej przepisów. Wpierw podam przepis na to peree.
czosnek - około 2 główek ( nie mniej nie ma wtedy smaku)
mąka pszenna- 1 łyżka
masło-5 łyżek ( jak to w kuchni francuskiej lubią maślano)
mleko-1 szklanka
sól i pieprz do smaku
Obierz czosnek, ząbki czosnku włóż do rondelka wraz masłem i duś pod przykryciem 20 min na małym ogniu. Kontroluj by się nie spalił do masła często dolewam kapkę oleju to masło się dzięki temu nie pali.Ugotuj ziemniaki w tym czasie. Z masła w garnuszku odlej łyżkę masła  i podsmaż na nim łyżkę maki,zalej mlekiem.Mieszaj aż powstanie gładki sos.Ziemniaki i przeciśnięty przez praskę czosnek (z masła) utłucz, wymieszaj z białym sosem.Przypraw do smaku.

Królik w śmietanie
- 1 królik
- 4 łyżki masła

-trochę oleju
- 1 łyżka mąki

- 150ml wody
- 1/2kostki bulionu warzywnego
- 200ml śmietany wiejskiej gęstej
- sól
- pieprz
-czosnek

Nacieramy królika czosnkiem i solą. Wkładamy królika do gęsiarki podlewamy olejem i dodajemy masła wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C. Pieczemy przez 15 min obracając w połowie pieczenia na druga stronę królika.Chodzi o to by królik się zarumienił a nie przypiekł.następnie zalewamy mięso bulionem przykrywamy i wstawiamy do piekarnika. Temperaturę zmniejszamy do 170 stopni C. Ma się dusić do miękkości. Gdy już będzie miękki wyciągamy mięso z gęsiarki a do wywaru wlewamy śmietanę i energicznie mieszamy doprawiamy do smaku ja często daję natkę pietruszki posiekaną lub suszoną.Znów wkładamy mięso do sosu oblewamy je sosikiem i przykrywamy Pieczmy jeszcze około 15-20 min aż sos zgęstnieje, co jakiś czas obracać mięso na drugą stronę.

Piekielny królik ( mój osobisty przepis :))))
Marynata:
2 łyżki ciemnego sosu sojowego
2 łyżki octu balsamicznego lub jabłkowego
mielony czarny pieprz ( około 1-2 płaskie  łyżki) 
łyżka miodu ew.cukru
3 łyżki oliwy
pół łyżki suszonego rozmarynu 

Kroimy królika na kilka części, osuszamy ręcznikiem od nadmiaru wody i nacieramy gotową marynatą.Wkładamy do lodówki na 4 godziny lub na noc jak ja czasem to robię. Obsmażam na gorącym oleju z każdej strony by zamknąć soki w mięsie.Pieczemy w naczyniu żaroodpornym w 180 stopniach C około 50 min. Mięso musi wystygnąć obieramy je od kości i wkładamy do garnka lub rondla zalewamy bulionem warzywnym.Dusimy pod przykryciem na małym ogniu.Zagęszczamy mąką (rozpuszczoną w wodzie, przez sito przelewamy). Chwilę dusimy i gotowe :)
 Pozdrawiam i smacznego :) 

poniedziałek, 25 lutego 2013

Nasze -prawdziwe.....

Sobota minęła pracowicie, trochę bardziej się chciało działać gdy za oknem wyszło słoneczko i powiewał ciepły wiaterek. Tomek cały dzień działał w pokoju, wiercił dziury na wentylację. Dobrze mu to szło a teraz jak się wejdzie do pokoju zamiast zaduchu jest ciepło i czuć normalne powietrze. Opału zabrakło więc zwoził powalone drzewa z lasku obok naszego pola. Piła chodziła pół dnia strasząc ptaki z karmnika. Przynajmniej na jakiś czas opał wystarczy. Dzieci znów pomaszerowały do przedszkola po feriach spędzonych w domu z kaszlem i katarem. Na szczęście lek na alergię działa to i wszystkie objawy zniknęły jak ręką odjął. Mogłam więc z rana podziałać na dworze, oporządziłam zwierzaki i pojechałam po zboże, w czasie ważenia worków rozmowa z gospodarzem szła tak dobrze, że postanowiłam zapytać się czy nie zna kogoś kto by zamienił kaczora mięsnego na piżmowego.I traf tak chciał, że właśnie on szukał :))) Po 30 min byłam już z powrotem u niego z naszym "bezpłodniakiem" a wróciłam z pięknym białym kaczorem. Kaczuszki do razu przystąpiły do witania się i było dość wesoło oglądać ich kiwające się szyjki :))) Znalazłam wczoraj kolejne gniazdo z kaczymi jajami więc jest szansa że jeszcze jedna się nosi i wyklują się zapłodnione.
Nasz chlebek wczoraj wypiekł się kolejny raz, przystanęłam na tym przepisie i nie wiem kto by mnie namawiał nie biorę się za inny. Został ogłoszony Jedynym chlebem Trębaczów :)))

Ukisiłam żurek, bo te sklepowe mi absolutnie nie smakują!! Tym bardziej, że są przechowywane w plastiku a to bardzo niezdrowe dlatego też robię do sama. Gotują się właśnie na kuchni na gęsich kościach i boczku wędzonym. Dla zainteresowanych jeśli upieczecie kaczkę czy gęś, kostki zostawcie sobie na żurek. Ja najczęściej mrożę. Na nich jest najsmaczniejszy żur na świecie :) Jak to u mnie, nic się nie marnuje :)))
Zmieniłam główne zdjęcie na blogu (u góry) mam nadzieje, że się podoba i doda trochę oczekiwania na ciepłe dni :) Pozdrawiam i witam nowych obserwatorów :)

sobota, 23 lutego 2013

Gwiżdżę na to wszystko

Za chciało mi się kombinowania, wiele przeszło mi przez głowę pomysłów. Przeczytałam dziesiątki stron na temat dotacji, dofinansowania i pomysłów na biznes. Nie w niosło mi to nic w życie. Przede wszystkim zapomniałam w tej gonitwie o swoich zasadach jakimi się kieruje. Czy muszę zarabiać duże pieniądze ?? Pewnie było by lżej ale czy lepiej? Z rana poleciałam do zwierząt nakarmiłam, napoiłam i zabrałam się za ubój królików. Ubiłam wszystkie cztery jakie mi zostały będzie co jeść do końca miesiąca, w trakcie obróbki mięsiwa spokojnie myślałam nad swoim życiem i stwierdziłam, że nie chce nic zmieniać, ani dodawać sobie upierdliwości dokumentów,opłat urzędowych i bieganiny po urzędach. Stwierdziłam że jeśli moje gospodarstwo daje mi co jeść niech tak zostanie. Przecież uciekałam od tych cywilizacyjnych problemów. Po co chcę znów w to wchodzić? Postanowiłam więc, że jeśli chce by gospodarstwo na siebie zarobiło, było co jeść i kilka gorszy wpadło do kieszeni zainwestuję w więcej zwierząt. Zakupię więcej gęsi, indyków, perlic. Nasadzę kaczki na jaja i kury nioski. Zakupie duże króliki do rozrodu a teraz gdy klatki są puste odnowie je. I kupie tą krowę, może rodzinka pomoże i dołoży, może uda mi się sprzedać Manię i Kubę i dołożę do całości. I nie zmienię swojego życia tylko dlatego, że życie jest szorstkie i twarde. Wiosną posieje więcej cebuli, buraków i marchwi, skupie się na konkretach by spiżarnia pękała w szwach. Na polu za rzeczką posieję pastewne warzywa.dla zwierząt. Kwestia strategii i organizacji i powinno być lepiej.Co do jałówki mam już pewien plan i pewne wsparcie u znajomego co hoduje krowy, może uda mi się od niego kupić za jakieś trzy miesiące jałóweczkę. Czas pokarze czy ma być u mnie krowa w gospodarstwie czy nie. Bo los nie idzie sobie gdzieś obok ale idzie na przodzie i kieruje nasze ścieżki a ja będę podążać zgodnie z jego rytmem. Nic na siłę nie da się zrobić ale można sobie pomóc otaczając się dobrymi i życzliwymi ludźmi. Od początku kierowałam się stylem życia jakie prowadziły nasze babcie, własny wyrób chleba , masła, śmietany, mleka i mięsa-przy tym zostanę, przy zdrowym spokojnym życiu.Muszę bronić się nad ogarniającą nas chęcią pogoni pieniądza.Tak!! jest ciężko ale nie fatalnie dajemy sobie radę i tak ma być. Nowe nie znaczy lepsze. Nie dam się zwariować nie na tym polega życie. Życie to rodzina, zdrowy tryb życia, smaczne jedzenie i miłość. Pieniądz to rzecz nabyta, raz jest raz go nie ma a w pogoni za nim można zbyt wiele po drodze strącić czy zagubić się nie mogąc odnaleźć drogi do domu. Patrząc na życie przodków zima zawsze była trudniejszym czasem do przetrwania, zapasy trzeba było ostrożnie dzielić i radzić sobie z trudnym żywiołem zimy. Nie znaczy to że żyli gorzej ?? Matki z dziećmi siedziały przy piecu czytały, haftowały i gotowały. Mężczyźni rąbali drewno i polowali. Zima była czasem przetrwania a lato pracy. Nie dajmy się zwariować. Życie jest jedno i warto żyć zgodnie samemu ze sobą. Koniec z szukaniem i planowaniem bo to nie jest moje życie, to nie jestem ja. Nadejdzie maj zacznie się mleko, zaczną się sery, wezmę się za pierwsze próby zrobienia mydła z koziego mleka dobierając do niego wartościowe zioła,cynamon czy nawet czarny bez i może mi się uda ten eksperyment. Pojadę do gminy zapytam o dzierżawienie lub użytkowanie lasu obok który do nich należy, zakupie dwie owce i puszcze je w lasek by jadły, rosły i się rozmnażały. Nauczę się ubijać jagnięta, nauczę się wszystkiego by żyć. Miedzy czasie ulepie pierogi i upiekę sernik z koziego sera i będę doglądać jałówkę i chuchać  i dmuchać na nią by za dwa lata obdarzyła nas swoim mlekiem i cielęciem. Zatrzymam się w pracy, rozejrzę i nie będę żałować swojej decyzji.... bo będę sobą.

piątek, 22 lutego 2013

Przerobiłam myśli

Czarne myśli jak chmury nad moją głową krążyły więc stwierdziłam, że trzeba skupić się na czymś innym co może pomoże je odgonić. Przeszukałam ulubione stronki z przepisami na chleb i znalazłam dwa przepisy które nie tylko potrzebują dużo czasu na wyrobienie chleba ale także dadzą mi nieźle popalić. Przepisy te niby nie są takie czasochłonne ale trzymając się przepisu zobaczymy, że na ich przygotowanie schodzi cały dzień (oczywiście z przerwami na wyrastanie). Zabrałam się więc dzień wcześniej wieczorem , wyrobiłam zaczyn i poszłam spać. Koło południa na drugi dzień  ruszyłam z działaniem. Zeszło mi do wieczora, o 22.20 wyciągnęłam ostatni chleb z pieca. Mimo, że pracochłonne ale wyborne i to są już MOJE przepisy!!! odnalazłam swój chleb :))))
Przepisy znajdziecie tutaj i tutaj.

 Piękne duże dziury i ten charakterystyczny smak chleba na zakwasie, idealnie z dobraną ilością soli by nie był taki nijaki. Tylko ciasto jest dość luźne i lekko się rozeszło w trakcie przekładania z koszyka na blachę. Myślę, że może następnym razem upiekę go w gęsiarce. Mam taką małą i chleb by ładny miał kształt . Co myślicie o takim pomyśle? Do wypieku chleba jest dobry garnek rzymski ale czemu nie iść tym co się ma?

Poprawiło  mi to humor , no nie powiem nawet bardzo :)) Ukroiłam sobie dwie ciepłe kromeczki, posmarowałam masłem kakaowym i zaczęłam przeglądać strony internetowe i natknęłam się na bardzo ciekawe rozwiązania.Kiedyś już o tym słyszałam ale jednym uchem wpadło i drugim wypadło a teraz gdy już mam więcej informacji na ten temat postaram się na tym skupić. Jak na razie szukam więcej informacji. Jaki to pomysł na życie ??? MOL czyli  Działalność Marginalna, Lokalna i Ograniczona czy coś z tego pomysłu urośnie?? tego nie wiem, ale może jest szansa ?? Trzymajcie się ciepło!!!

czwartek, 21 lutego 2013

Pomysł na życie

Ostatnio brakuje mi pomysłu na życie.Za dużo spadło mi na głowę i zaczynam tracić swój zapał i chęć do działania.W każdym pomyśle widzę czarne kolory i chyba dopada mnie ten wredny zły zimowy nastrój.Przeglądałam ostatnio ciekawy artykuł w gazecie o małżeństwie z miasta którzy zakupili stary drewniany  w Beskidach i zajęli się wypiekiem chleba.Oglądałam te zdjęcia zamieszczone w artykule i normalnie pewnie już bym widziała tam siebie a teraz myśli jak oni to zrobili ? Przecież to nie możliwe? Ludzie was też tak bierze ?? Bo zaczynam się na siebie wściekać!! Ja pesymistką ???? No nie mogę, a od kiedy???
Oko ładnie się goi już tak nie  boli i kolory się zmieniają na naturalne ehheh a tak to ogólnie przeglądam internet za nową inspiracją. Wcześniej poważnie myślałam nad założeniem gospodarstwa rolnego a teraz po woli zaczynam widzieć w tym mniejszy sens, dotacje ?? na co ? Jeśli ja nawet dobrze nie wiem co mogłabym robić i na co się starać. Myślę, że raczej swobodnie będę robić swoje a w większe działania nie będę się angażować. Pomysł z pieczeniem ciast dla gospodarstwa agroturystycznego nie wyszło klient się nie zgłosił Co bardzo mnie rozczarowało bo to był dobry pomysł na zarobienie grosza.Brak mi tego Czegoś do działania. Pozostanę przy kozach, drobiu, postaram się o uzbieranie pieniążków na krowę i może za rok kupię parkę owcy. Tak by gospodarstwo dawało nam mięso, mleko, jaja.Śmieję się, że stworzę Fundusz Wsparcia Zakupu Krowy hehehehhe ale na wszystko musi przyjść czas by odłożyć grosz do grosza i poszukać ładnej zdrowej jałóweczki. Tylko tak wewnątrz jest żal i przykro bo jak długo można czekać i marzyć... a ja tak nie lubię odkładać planów na bok.....
Ostatnio wspominałam sobie dzieciństwo tak jakoś mnie naszło i przypomniałam sobie takie małe kostki masła kakaowego jakie kupowała nam babcia w sklepie osiedlowym. Pomyślałam, że postaram się otworzyć ten smak. Dzisiejsze kremy orzechowe czy czekoladowe nie są już tak smaczne jak dawniejsze kakaowe masło. Pamiętacie je może ? Chyba, że były tylko w sprzedaży u nas ze spółdzielni mleczarskiej.
Kupiłam więc masło,pokroiłam w kostkę i  pozostawiłam w temperaturze pokojowej na kilka godzin by było miękkie. Dodałam kakao słodkie dla dzieci rozpuszczalne. Powinno być takie sypkie moje miało dość spore "grudeczki". I drewnianym tłuczkiem do ziemniaków wymieszałam w misce dobrze ugniatając.Smakuje wręcz identycznie jest smaczne i super pasuje do świeżego chlebka :) Dzieci są zachwycone :)

Może przy kawie najdzie mnie chwila gdy zacznę mieć pomysł na swoje życie i znajdę to COŚ co nie pozwoli mi się zatrzymać w działaniach ? Mam nadzieje, że tak bo bardzo siebie takiej nie lubię i nie pamiętam kiedy byłam tak pesymistycznie nastawiona.
P
Pozdrawiam

wtorek, 19 lutego 2013

Czara się przelała....

Nie ciekawie się zrobiło, chyba przyszedł moment na radykalne zmiany, coś w tym naszym życiu nie wychodzi może dlatego, że ten dom ciągnie z nas ostatnie soki. Mimo, że wkładamy w niego cały czas pieniądze co chwilę się coś psuje i niech mi nikt nie mówi że to normalne. Gdy rozpoczęliśmy remont w domu wszystko było robione od podstaw, nowe rury ( prócz odchodzących w kuchni przez fundament), nowa instalacja, nowe ogrzewanie, pompy,wylewki, ściany i sufity. No i ??? Wciąż to niby nowe się psuje,rury się zapychają choć dwa lata temu było stawiane nowe szambo i nowe rury wychodzące z domu bo te w domu były już nowe i na pech od dawna zapchana rura w kuchni która bardzo uniemożliwia mi działania i jest mało powiedziane że mnie to wkurza (bo brzydkich słów używać nie będę)!!!. No więc, od marca trzeba startować z remontem kuchni, przestawianiem rur odpływowych i wodnych w inne miejsce bo z tym starym odpływem nic nie zrobimy. Prawdopodobnie rura pękła w fundamencie Tomek próbował wszystkim i nic z tego, musimy i koniec. Dodatkowo nowo wyremontowany pokój gdzie były kładzione gipsówki, karton-gips na jednej ścianie na stelażu i oczywiście wylewki zaczyna być ruiną. Niestety na ścianie wykwita nam grzyb który wrócił po zeszłorocznych walkach środkami i innymi dziadostwami co śmierdziało przez tydzień. I jak nie tracić nerwów? Trzeba zerwać karton-gips i zerwać tynki, wprowadzić w ściany "zastrzyki" z środków chemicznych i pozostawić do wyschnięcia mur na około 2 miesiące. Rezultat- pokój mamy z głowy i przenosimy się do kuchni. Tyle pieniędzy musimy zbić, wyrwać i wyrzucić. Czara miała prawo się przelać, prawda ? A pieniążki nie rosną na drzewie, Tomek ma coraz większe problemy w pracy nie wspominając  wypłat  które może dla kawalera u boku mamusi by radowały ale nie rodzinę 4-osobową. Tak , jestem twarda, trzymam się i robię swoje, bo co mogę zrobić ? Usiąść płakać ? Nie... to nie byłabym Ja, ale mamy swoje marzenia, mamy swój cel i brniemy po tych wyboistych kamieniach wciąż się potykając. Czasem mam wrażenie, że w tym kraju robi się wszystko by zwykli ludzie strzelili sobie w łeb bo lepiej skierować uwagę na tych co mają pełne portfele i dają zyski państwu. Byle by nie było, że się użalam wielce ale na pewno staram się nie załamać. Tomek poważnie myśli o wyjeździe za granicę by ogarnąć ten kręcący się wóz niepowodzeń.Wspieram go bo tylko to mogę...Pech jeszcze taki że chciałam wyczesać Misie a to młoda skoczna sztuka trochę zwariowana, nachyliłam się nad nią by ją przytrzymać a ta wariatka podskoczyła i jej róg uderzył prosto w moją gałkę oczną.I na złość nie obok tylko prosto w nią, bo tak miałabym pewnie podbite oko a tak oko całe czerwone opuchnięta i bardzo bolesna gałka. Ja nie wiem co mnie podkusiło się tak schylić zawsze uważam chyba za dużo mam na głowie i sama sobie szkodzę. Na szczęście na oko widzę ale krwiak pod powieka jest i bardzo boli. Lekarka obejrzała zaleciła krople i czekanie jeśli obrzęk nie minie niestety muszę się zgłosić.
Co do działań domowych zmęczył mnie chleb na zakwasie chciałam lekkiej odmiany więc upiekłam dzieciakom bułki ślimaczki które może wyglądają słodko ale w smaku są jak dobre kajzerki.
Gorąco polecam skorzystanie z przepisu, dość pracochłonne ale warto!!!
I wspaniały chleb wiktoriański który zachwycił nas swoim smakiem, trochę przypominający pieczywo ciabatta trochę naszą bułkę wrocławską tylko bardzie zwarty i zbity "miąższ". I na prawdę smaczny i warty grzechu :))))Zapomniałam smarować go roztrzepanym jajem z mlekiem dlatego skórka nie lśni jak w głównym przepisie.



Znów napadało mnóstwo śniegu ale pocieszam się że w prognozy mówią: za dwa tygodnie ma być już wiosna +15 stopni!!! Litości ja chcę teraz ....
Pozdrawiam

poniedziałek, 18 lutego 2013

Najpiękniejszy prezent urodzinowy !!!

Trzydzieści lat minęło jak jeden dzień..... Dziś usłyszałam w słuchawce kilka życzeń urodzinowych każdy składał mi: zdrowia, szczęścia, pomyślności.Rano przeczytałam od męża życzenia które chyba były najważniejsze i trafione w dziesiątkę. Jednak można powiedzieć, że mąż zna mnie jak łysego konia :))) Życzenia brzmiały tak:
Sto lat! sto lat! niech żyje żyje nam jeszcze raz jeszcze raz niech żyje żyje nam!! Dużo zdrowia, pieniędzy i krówki !!! Wszystkiego najlepszego z okazji 18-tych urodzin :) 
Trafione ?? Jasne że tak!!! :))))) Prócz trafionych życzeń dziś spełniły się moje "czarowniczaskie wróżby". Otóż jakiś czas temu śniła mi się moja prababcia, która od lat śni mi się co jakiś czas i przekazuje mi informacje :) Czasem dobre, czasem złe a czasem mi coś nakazuje- jak to babcie mają swoje racje. A więc, śniła mi się mówiąc mi, że córka siostry będzie moim dzieckiem. Nie miałam pojęcia o co chodzi jak moim ?? Kurcze myślałam o tym z tydzień czasu znów nadszedł sen, że jestem w pokoju a przede mną łóżeczka szpitalne dla dzieci z noworodkami a pani pielęgniarka podchodzi i mówi: Proszę sobie wybrać które pani chce dziecko. -No już po tym śnie myślę: Oszalałam !!!!! Przemyślałam sprawę i mówię do Tomka zobaczysz urodzi się w moje urodziny. No co ty??. Justyna ma termin na 5 lutego!!!! Zobaczysz -odpowiedziałam. Dziś mój szanowny małżonek stwierdził, że jestem czarownicą :))) Moja siostra urodziła dziś przed południem córkę Weronikę, która waży 4270 kg !!! Piękna "Pucia" cioci :) 

Czuję, że jej urodzenie w moim dniu ma swoje znaczenie nie wiem jeszcze jakie ale myślę że po tamtej stronie gdy już przejdę będę jej Aniołem Stróżem jak moja prababcia jest moim. Gdy miałam wybrać imię na bierzmowanie moja prababcia przyśniła mi się i nakazała bym wzięła jej imię Katarzyna na bierzmowaniu . Powiem szczerze że ze strachu zgodziłam się i takie imię nosze do dziś.Po paru latach przyśniła mi się i powiedziała że tylko dzięki temu mogła nade mną czuwać. I niech mi ktoś powie że to nie prawda !! :))) Rok temu dzwoni do mnie babcia- "Monika śniła mi się moja matka że pilnowała twoich dzieci byś mogła pracować i by były bezpieczne". Człowiek nie raz ciężko pracuje dzieci biegają po podwórku i mimo że są tak szalone i pełne energii zawsze się pilnują i bezpieczne. Pilnują ?? Czy ktoś je pilnuje ?? Niech każdy domyśli się sam ja wiem :)))) W te 30-ste urodziny składam ja wam kochani życzenia byście szli do przodu i żyli tak jak chcecie. 
Pozdrawiam 

niedziela, 17 lutego 2013

Wciąż szukam tego JEDYNEGO!!!

Nie oswoiłam się z myślą o sprzedażny Mani nadal ciąży mi to na barkach. Ciężko pożegnać się z przyjaciółką ale taki los hodowcy (małego), że wiąże się ze swoimi kózkami emocjonalnie. Nawet maleństwa które sprzedam ciągle krążą mi w głowie: Czy jest im tam dobrze ? Czy dobrze są karmione? Tak dziwny ze mnie "hodowca" może zbyt sentymentalny?
Wracając do tematu, wciąż go szukam... jedynego pachnącego o chrupkiej skórce i zwartym miąższu. Przepisów ponad trzydzieści i wciąż nie mogę natrafić. Ten już miał być tym ulubionym ale na drugi dzień jego środek zaczął się zbytnio kruszyć w trakcie krojenia i znów trzeba szukać dalej.Pięknie pachnie ma wspaniała chrupką skórkę ale jednak to nie to. W przepisie podano 2 łyżeczki kminku ja dałam tylko jedną. Nie przepadam za zapachem tej przyprawy.
Przepis znajdziecie tutaj.
Na koniec proszę o trzymanie kciuków za moją siostrę która od wczoraj leży na porodówce a ja z niecierpliwością czekam na słodziutką siostrzenicę która ma przyjść na świat :)

piątek, 15 lutego 2013

Podjęta decyzja

Trudno mi było ale po tylu miesiącach ciągłych działań by się choć trochę zmieniła nie przyniosło skutku. Stajnia przerabiana była kilka razy. Nowe miejsce, nowy boks, naprawa desek. Odkażanie ran u innych kóz aż do dziś kiedy już podjęłam tą decyzję. Sprzedaję Manię .....Moja pierwsza urodzona u mnie koza, pieszczoch niesamowity ale niestety do innych kóz słabszych (bezrogich) jest nieobliczalna. Bije rogami i ciosy zadaje do zabicia czyli rogami od dołu pod brzuch. W konsekwencji umieszczam ją w boksie "karnym" ale i dziś uporała się z nim .... Rozbiła deski rogami i rogiem skaleczyła Myszkę koło oka. Znów odkażanie , zbijanie desek.... Przecież  nie będę ją uwiązywała!!! U mnie kozy biegają luzem, jest hierarchia i konkretne zasady w stadzie...Mania widać od małego nie umie się podporządkować Szefowej ( własnej matce) i wciąż szuka zwady. Dotychczasowo jeszcze na wybiegu był spokój od wczoraj na wybiegu musi być w osobnym okólniku bo i tam nie daje innym kozom spokoju. Tak musi być, decyzja podjęta. Jest mi tylko bardzo ciężko bo ta koza jest dla mnie ważna, w sumie każda moja koza jest dla mnie wyjątkowa ale tak dalej się nie da. Boje się o kozy kotne, o ich koźlęta nie potrafię przewidzieć wszystkiego. A ich dobrostan jest dla mnie zbyt ważny by trzymać jedną kosztem wszystkich.Jedyne co teraz dla mnie ważne to to by znaleźć jej dobry dom.Świetnie nadaje się do stada tylko z rogatymi bo ma przed nimi respekt i jest wspaniale obiecującą się kozą dojną. Szkoda tylko że ma taki charakterek.....

czwartek, 14 lutego 2013

Wspomnienie z dzieciństwa

Długo szukałam przepisu na idealny jabłecznik, taki który przypomniał by mi smak z dzieciństwa. Wiele przepisów przerobiłam ale zawsze czegoś mi brakowało. Nie dawno natknęłam się na przepis który idealnie mi podchodzi. Jabłecznik jest pyszny ale kilka reform przepis musiał przejść. Oczywiście czas pieczenia tutaj to sprawa bardzo ważna, wg przepisu to 30-40 min u mnie w piekarniku to nie możliwe gdyż spód był dosłownie czarny. Dlatego też doradzam by pierwsze ciasto opiekać od góry maksymalnie 10 min a całe ciasto piec od dołu 20 min a następnie od góry 10 min. Ja widać na zdjęciu lekko spód się przypalił ponieważ  piekłam 10 min od dołu pierwsze ciasto a resztę piekłam 20 min od dołu i 10 min od góry. Widać co piekarnik to inne ciasto...Do ciasta użyłam swojego przecieru z antonówek, dzięki temu jest lekko kwaśny, słodki i aromatyczny. Zawsze gdy smażę jabłka na przecier dodaję kilka gwoździków, cynamon i cukier tak by od razu był gotowy do ciasta.

Dziś Walentynki więc wszystkim zakochanym życzę mile spędzonych chwil razem. W tym roku nie możemy niestety spędzić tego dnia jak chcemy, luty jest "cieniutki" w finansach oraz znów niestety jesteśmy chorzy.... Choć czy jest ważne to gdzie spędzamy ten dzień ? Ważniejsze jest to, że RAZEM w gronie rodzinnym, w spokoju.

Sake ma się już dobrze jeszcze tylne nogi są obolałe, utrudnia mu to chodzenie (chodzi jak na szczudłach) ale odzyskał chęci na głaskanie i wreszcie zaczął jeść :)))))
Od wczoraj na polu grasuje pies, duży, czarny.Zerwał się z łańcucha bo ciapnie się za nim. Bardzo agresywny podchodzi pod domostwa, ludzie strzelają w niebo ze śrutówek bo ktokolwiek wyjdzie za ogrodzenia on atakuje. W takich sytuacjach niestety ale pomoc z gminy nie nadchodzi chyba że kogoś pogryzie. można dzwonić, prosić .....NIC
Ja na razie go nie widziałam choć strzały słyszę, sąsiedzi przychodzą pytają czy wiemy czyj to pies. Skąd można wiedzieć, obawiam się że może mieć wściekliznę bo z ich opowiadań nie zachowuje się pies racjonalnie.Chodzę co jakiś czas i obserwuję jak go zobaczę trzeba będzie zadzwonić do Straży Gminnej może wreszcie coś z tym zrobią.Jak nie szaleniec porywający dzieci ( u nas anestetysty taki grasuje , jeździ mimochodem typu transit i nakłania dzieci by wsiadły do samochodu) to wściekłe psy dużo w tym naszym kraju trzeba zmienić bo czasem mam wrażenie że nadal żyjemy w prawnym średniowieczu...
Pozdrawiam

poniedziałek, 11 lutego 2013

Nieszczęście


Nieszczęście spotkało dziś Sake :( Nauczony życia w domu , życia z psami. Wyszedł na spacerek po południu coś go natchnęło by odwiedzić podwórko sąsiada ..... Niestety dorwały go dwa psy puszczone z łańcuchów.... Na szczęście urazów wewnętrznych  nie ma ale weterynarz musiał pozszywać brzuszek, dać antybiotyki i leki przeciw wstrząsowe do jutra okaże się czy przeżyje :( Wiem... kota nie utrzymam w domu i też świata nie zna bo wychowany w harmonii bez agresji ale co go podkusiło tam pójść ? Dobrze, że sąsiadka zobaczyła co się dzieje i jej syn wparował  na sąsiada posesje i wyrwał z pysków mojego kotka :(((((
Nie wygląda za dobrze, nie ma siły chodzić, nie je :(

niedziela, 10 lutego 2013

Zaległe filmy

Witajcie, smutna i nudna niedziela już za nami :) Nie wiem jak wy ale ja nie cierpię niedzieli, nic zrobić nie można a w tv same nudy heheh :) Za to dziś zaczyna się normalny dzień kiedy ja mogę działać. Znów naszły chłodne zimowe dni i noce ale jeszcze kilka dni temu było w miarę fajnie i pogoda trochę nam przypomniała wiosnę. Wybrałyśmy się więc na spacer :)

video

video


Jednak człowiek uczy się całe życie, ostatnio poznałam interesującego człowieka który bardzo dużo wie o hodowaniu drobiu. Prowadząc rozmowę prywatną na pewnym forum dowiedziałam się, że moje jaja nadały by się tylko do konsumpcji gdyż kaczor którego posiadam to brojler i jest bezpłodny. Kaczuś musi trafić zatem do gara na obiadek lub na sprzedaż a trzeba zakupić nowego piżmowego dorosłego kaczorka. Możliwe że od marca- kwietnia znów zaczną się nieść to może z nowym partnerem będzie szansa na małe kaczusie. Zatem każdy brojler jest bezpłodny i teraz przynajmniej wiem co robić i jak to robić by nie doznać kolejnej porażki heheh. Widać ręka człowieka nie jest wstanie stworzyć zwierzę idealne by rosło i mogło się rozmnażać szybciej jakbyśmy tego chcieli. Ja tam stawiam na naturę więc i teraz trzeba poszukać dobrych gatunków indyków, gęsi i kaczorka.... o nim nie zapomnijmy :) Dowiedziałam się także, że indyki brojlery padają po 8 miesiącu na zawał :-/ no a ja mądra chciałam zostawić na rozród :-/ Dobrze że jest możliwość poznawania tak interesujących ludzi którzy służą radą :)
Od wczoraj wciąż dręczą mnie myśli co zrobić i jak, by mieć tą swoją upragnioną krowę? Kwestia pastwiska nie jest nieosiągalna ponieważ sąsiad ma hektar i sam prosił bym te swoje kozy tam puszczała. Kwestia utrzymania prędzej wchodzi w grę ale siano mam od znajomego po dość dobrej cenie a krowa po wycieleniu zacznie na siebie przecież zarabiać. Mleczko, sery, cielęta zawsze można zarobić tym bardziej że w mojej okolicy na mleko krowie jest dużo chętnych, za to na kozie nie ma wcale. Obliczając sobie tak wszystko w głowie wychodzi mi, że musiałabym dwie kozy sprzedać i tegoroczne koźlęta. Dołożyć parę groszy i zakupić młodziutką kilku tygodniową jałóweczkę. Sprzedaż kóz tyczy się rogatych które dość waleczne mają charakterki i muszą być w osobnych boksach gdyż biją dotkliwie inne kozy bezrogie. Zostałabym więc na 4 kozach i krówce. W takich realizacjach zawsze jest ziarno niepewności, czy się uda? Czy na siebie zarobi ? Czy warto ryzykować ? Tylko ta myśl o własnej krasuli jest tak silna, że nie daje mi spokoju.....

sobota, 9 lutego 2013

Babka majonezowa



Moja ulubiona wilgotna i elastyczna z dodatkami ulepszającymi smak. Można ją robić w formie zebry , białej , cytrynowej lub nawet czekoladowej. 
Główny przepis :
1/2 szklanki maki pszennej
1/2 szklanki maki ziemniaczanej
1 i 1/4 szklanki cukru pudru ( ja daję normalny jak nie mam)
4 jaja (czasem daję 5 )
3 łyżki majonezu kopczaste
cukier waniliowy
1 łyżeczka proszku do pieczenia
aromat cytrynowy lub kilka kropel soku z cytryny jeśli babka ma być biała cytrynowa dać sok z połowy lub nawet całej cytryny jak ma być mocno cytrynowa

Białka ubić na sztywno, ubijając nadal dodawać stopniowo cukier, żółtka, obie maki wymieszane z proszkiem do pieczenia, cukier waniliowy i aromat lub sok z cytrynowy.
Ciasto wlać do formu z kominkiem uprzednio wysmarowanej tłuszczem i obsypana bułka tartą. Piec 45 min w 180 stopniach do tzw. suchego patyczka.

I tu zakończył się przepis główny :) Ja dodaję czasem kakao gorzkie by była czekoladowa dodając pokrojone w drobną kostkę czekoladę mleczną lub gorzką tylko nie mieszam w cieście tylko posypuje na wierzch ciasta by znalazła się w środku ciasta a nie na dnie ( górze). Wtedy najczęściej się przypala lekko i jest chrupka zamiast rozpływająca się w ustach. Na wierch robię polewę czekoladową.Polewam już na chłodne ciasto, na gorącym gorzej się ścina.
Pół szklanki wody 
3 łyzki kakao
1 łyżka cukru
łyżka masła

Wszystko razem mieszamy i zagotowujemy jak zawrze zmniejszyć gaz i na małym ogniu gotować do wyparowania połowy wody. Polać na ciasto i odczekać.

Co do babki naleśnikowej - uśmiałam się w komentarzach kochani gdybym ja to zapisywała co jak robię miałabym wielką księgę :) Nie patrze ile czego dodaje, robię to na oko i po prostu wychodzi :) Do ciasta naleśnikowego dodałam około 200 g mąki trochę ziemniaczanej, cukier waniliowy, kakao, proszek do pieczenia tak około pół łyżeczki szczypta sodki w cieście ogólnie było około 5 jaj. Często do ciast za gęstych dodaje mleko kozie a oliwy czy masła też daje na oko ehehhehe ciężko mi powiedzieć co ja piekę ale wychodzi :)
Pozdrawiam :)

czwartek, 7 lutego 2013

Nienaturalne ale normalne :)

Pani?długo "To" będzie ujadać ?
Tak długo jak Pani będzie stała przy płocie ! Cholera miało "To" nie szczekać wcale ! :)

A tak rundki wzdłuż płota i szczeka jak poparzona!
Terroryzuje swoją walecznością całą wieś choć tylko w szczekaniu :)
"Luna Dom!!!" - i tak całymi dniami!!! :)
Czy mnie to denerwuje ?- trochę., czy mam jej dosyć? - NIGDY W Życiu!!!
Wspominam czasem jej pierwsze tygodnie u nas, o zgrozo nawet nie chce myśleć bo patrząc teraz na jej uśmiechnięty pysk gdy biega wokoło mnie na podwórku jakbym
niosła najlepszy kasek mięsa nie widzę jej taką jaka była.
Kocham ta psinkę choć czasem działa mi na nerwach ale taki ze mnie już człowiek - wszystko czasem gra mi po nerwach hehehhe
Skacze mi łapami na klatkę piersiową i domaga się drapania za uszami, taka z niej menda :) w dobrym znaczeniu oczywiście heheheh.. Takie u mnie komplementy dostaje :)
Czy boi się jeszcze czegoś ? Obcych ludzi na podwórku czyli typowych rzadkich gości i oczywiście kóz więc żaden z niej pies pasterski. Raz Mysza z "bańki" jej dała i do dziś panicznie się kóz boi.
Najśmieszniej wygląda to gdy małe koźlę przyprawią ją o pisk i ucieczkę hehehhe. Spokojnie dopuścimy i jedne szczenię zostanie u nas to i łatwiej będzie wytresować na pomoc przy
zaganianiu kóz :)
Chociaż czy to jest mi potrzebne jak kozy reagują na imiona i chodzą przy mnie jak psy ? hehhe Najpierw trzeba było by znaleźć reproduktora bo u nas nie ma w okolicy, jest w Częstochowie ale krycie 300-500 zł
i nie uśmiecha mi się za krycie tyle dawać. Ewentualnie sterylizacja i to będzie na pewno bo kolejnych nieszczęśliwych psów w świat nie puszczę. I tak ludzie na wsi  tego kompletnie nie kontrolują, kastracja mojego kocura przyprawia ludzi o ironiczny uśmiech. Wracając do Luny z kłębka nerwów, strachu i niepewności uformowała się pełna radości psina, wierna i kipiąca miłością do innych zwierząt. Koty na niej śpią, kury chodzą koło niej wyjadając okruszki przy łapach. Sielanka nienaturalna. U mnie coś te moje zwierzaki są okradzione z instynktów. Kwoki z pisklętami chodzą po podwórku przy psach i kotach i żadne nawet nie pomyślało zapolować czy  złapać zębami.
Pewnie dlatego, że wszystko wychowuje się razem ale żeby moje koty broniły piskląt przed innymi kotami to już jest dla mnie niezrozumiałe, choć mnie to raduje :)
Raz latem widziałam gdy obcy kot nastawił się by upolować pisklę indycze moja kotka od razu zaatakowała
i przepędziła intruza :) Tak uratowane zostało maleństwo a ja odwdzięczyłam się długimi pieszczotami kotce :)
Ciężko zrobić jej zdjęcie jest w ciągłym ruchu heheheh




Kolejna tona siana dziś została dowieziona i jak zawsze atrakcja na wsi, że ta "Miastowa" znów coś kombinuje bo po co jej tyle siana hehhehe. Sąsiad zaglądał za bramę, ze sklepu wyszła ekspedientka spoglądając z zaciekawieniem a po południu setki pytań co ja tyle tego siana kupuję. W szczegóły nie wprowadzam bo co tu się rozgadywać jak kozy żrą siano jak opętane hehehehhe.
Teraz piszę listę ciast i tortów z cennikiem dla pewnego zainteresowanego moimi wypiekami, może i zamówienia będą a co z tym się wiąże parę groszy wskoczy. Tym bardziej, że ów Pan prowadzi gospodarstwo agroturystyczne dość dobrze prosperujące więc może szczęście się do mnie uśmiechnie :) Zamówienia na torty od marca, napływają projekty tortów które sobie klienci wybierają a ja czekam by ruszyć z pracą. Lubię piec i z zadowolonych min klientów i rodziny widzę, że mi to dobrze wychodzi. I tu ukłon dla mojej babci która od małego uczyła mój chłonny umysł gotować. Wpoiła wiele cennych zasad których już nie ma w nowych przepisach i może dlatego z byle czego jestem wstanie upiec coś co smakuje wszystkim. Jak ostatnio z ciasta naleśnikowego babkę z czekoladową polewą heheh. Zostało mi surowe ciasto z dnia poprzedniego z naleśników które robiłam dzieciom na podwieczorek. Dodałam resztkę mąki, trochę jaj, kilka innych produktów i majonez . Część ciasta zarobiłam z kakao i tak wyszła pyszna wilgotna babka która została zjedzona w 5 min. Pieczenie jest czymś co wiem, że robię dobrze i zawsze jestem zadowolona. Chyba mało czego jestem tak pewna :) Oj ale ze mnie skromnisia jak cholera ale czy czasem nie warto głośno samemu się docenić ? No bo przecież jeśli robi się coś dobrze to znaczy DOBRZE :) I niech tak zostanie :)
Pozdrowionka na kolejne chłodne dni :)
Ps. Dziś skromnie obchodzimy Tłusty Czwartek bo od poniedziałku nic nie robię tylko piekę i chyba nam się przejadło :) Miał to być jeden dzień grzechu ojjjjj wiosną spalę kalorie :) 

środa, 6 lutego 2013

Negatywnie i Pozytywnie

Męczy mnie pewna myśl, tak chodzi mi po głowie od soboty. Jestem dziwna..... szczerze tak o sobie myślę, chyba coś ze mną jest nie tak. Jeszcze parę lat temu otaczałam się wśród ludzi pełna wariackich pomysłów, roześmiana, wciąż dowcipkująca tonęłam wśród znanych mi osób. Wtopiona byłam w życie towarzyskie. Teraz NIC. Znajomych straciłam, pewnie na swoje życzenie ale nie było w spólnych tematów, narastała gęsta atmosfera milczenia i jakoś rozeszło się miedzy palcami. Pochłonęłam się w macierzyństwie, w byciu żoną a po jakimś czasie w realizacje marzeń w nowym domu. I tak jakoś zaprzestałam być wśród ludzi. W sobotę byłam na urodzinach chrześniaka, sporo ludzi małe mieszkanko i JA. Co uciekałam do kuchni na chwilę oddechu zaraz ktoś przychodził, tak dużo osób-  nie umiałam scalić własnych myśli.Co chwilę zapominałam się mówiąc znów o swoim życiu co jak widać i rodzinę i znajomych nudziło lub było powodem do żartów. I tak w sumie ich rozumiem bo przecież to moje życie, moje realizacje, moja pasja nie Ich, więc czemu mieliby rozumieć ONI MIASTOWI PEŁNĄ PARĄ co ja widzę w swoim życiu wiejskim. Wracając samochodem myślałam już nad tym, że ja przestałam i pasować i należeć do tej społeczności. Tak jakby ktoś wytarł moje imię gumką z ewidencji. Tęsknie za tym by mieć przyjaciółkę obok która żyje podobnie i marzy podobnie lub chociaż mnie rozumie. Kilka znajomych i to dobrych (takich podobnych do mnie) mam ale niestety odległość nas dzieli i zostają tylko e-maile i telefony. A czasem tak posiedzieć przy kawie i poplotkować o byle czym, pomyśleć jakie będą wykoty w tym roku i szukać nowych przepisów na przetwory bym chciała. Zebrało mnie na sentymenty i zwierzenia ale komu mogę to powiedzieć ? Kto na tyle mnie słucha by moje słowa do niego lub niej dotarły ?? No właśnie,,, więc na barki blogu zrzucam swoje samotności i radości. W sumie od zawsze kocham samotność ale czy to nie powinno być naszą chwilą która wybieramy ? O tak, wychodzę i chce pobyć sama a nie, że jesteśmy na to skazani bo nikt wokoło  do nas nie pasuje ? 



Rozjechało mi nogi, but ugrzęzł w błocie a ja lecąc do przodu jak kłoda łapałam się ogrodzenia. To mój początek dnia gdy wyszłam nakarmić zwierzęta. Kozy uradowane ze mnie były widząc jak bezwładnie staczam się w stronę błota. Nieuniknione takie przygody ale jakie zabawne!, bo sama się z siebie nie raz śmieję. Tym razem na zimę dostałam od taty  super buty robocze w których mogę chodzić ale rok temu w swoich gumowcach "wywijałam orła" na lodowych taflach. Jak nie nogi w górę to na boku i tak latałam, raz to prawię pękłam ze śmiechu jak  szłam z wiadrami wody poślizgnęłam się i starając uratować sytuację  machałam rękami ( z tymi wiadrami oczywiście) i oblałam się cała wodą. heheheh.... Tak jakoś mnie wzięło na wspomnienia z upadków.

Pozdrawiam was serdecznie ......