Moja przygoda z koza mi miała zatrzymać się na jednej sztuce.... na dzień dzisiejszy jest ich cztery sztuki. Tak miało zostać, ale na szczęście moje plany się zmieniły. Otóż kilka dni temu odwiedził mnie pewien pan z mojej wsi. Przyprowadził do mnie chętnych na mleko kozie. Ludzie konkretni od razu zamówili ode mnie 6 litrów mleka chcieli także ser ale niestety mając jedną kozę dojną aż tyle mleka to nie mam. Po rozmowie z nimi,że chcą ode mnie kupować tak 8 litrów tygodniowo plus możliwe że nawet do 3-4 kg sera postanowiłam, że nie ma co się zastanawiać trzeba dokupić kozę. Gdyby oni brali tylko dla siebie może bym tak szybko nie reagowała ale część mleka idzie do ich znajomych w pracy więc jest duża szansa, że zdobędę kilku stałych klientów na czym mi tak zależało.Poszukałam w ogłoszeniach, podzwoniłam i kupiłam :) Pojechałam po nią 50 km do Olsztyna malowniczej wioski z ruinami zamku z 1306 roku. Niestety zamek w czasie potopu w 1656 roku został zrujnowany przez szwedów i tak ruiny zamku przetrwały do dziś.
Hmm wracając do kozy na imię ma Myszka ( tak ją nazwaliśmy ponieważ nie miała imienia) i myślę, że ten początek zmieni coś w mojej hodowli na lepsze. Przecież na tym mi zależy nie tylko pasja ale i możliwość zarobku :) Nie ma co się oszukiwać ciężko było by inaczej żyć z własnej pasji wciąż dokładając do interesu.A tak wilk syty i owca cała :) Jest troszkę wychudzona ale doprowadzę ją do ładu i składu :) Jest bardzo spokojna i przyjazna jedyne co nie umie pasać się na pastuchu i mimo kopania prądem przebiega między linkami. Goniłam ją dziś dwa razy po polu sąsiada no ale tradycja musi być bo przecież naganiam się za tymi moimi zwierzakami nie raz :) Ma w fatalnym stanie racice ale i to się wyprowadzi powoli :) Przyjdą ciepłe dni to się ją wykąpie :)
W ogrodzie wszystko rośnie :) Skończyły się upały przyszły chłodne dni i łatwiej jest pracować w nim.
Ostatnio wzięłam się za malowanie ogrodzenia,prawie już skończyłam hehehe :)
Spodziewam się gości na dniach a po nich następnych pewnie i czasu będzie jeszcze mniej niż jest to możliwe :) No ale przecież to w życiu lubię najbardziej, wykorzystanie każdej wolnej chwili na prace.
Jak okres letni to i remonty, piach już zakupiony, palety cementu i klei także. Czekamy tylko na urlop Tomka od przyszłego tygodnia i zaczyna się remont na całego. A co dokładnie ?? Oczywiście mój nieszczęsny taras na którego czekam by na sam koniec podjąć działania dekoracyjne. Mam już cały plan ale trzeba czekać zamiast sadzonek wpierw wylać beton, zrobić zadaszenie i oczywiście ściany :)
Mój wierny stróż domu :) Pięknie wygląda prawda???
Komputer nadal szwankuje ale w miarę możliwości (jego oczywiście!!) staram się do Was zaglądać, gorzej z pisaniem komentarzy, no brak mi cierpliwości zanim się to wszystko otworzy mijają minuty i jakoś ciężko wytrzymać heheheh :) Nie mówiąc o tym że ten post skończyłam po 5 godzinach heheh
Pozdrawiam WAS serdecznie z pochmurnego Borowna :)