Cóż to był za dzień. Rano gdy wszyscy spali ( a była u nas w gościnie rodzina Tomka) ja przygotowałam śniadanie z jajecznicy z perliczych jaj i wybrałam się do zwierząt. Poranna kawa obudziła wszystkich i postawiła na nogach. Trzeba było szykować dzieci do wyjazdów gdyż pojechały do dziadków do Wałbrzycha na 2 tygodnie. Gdy już uporałam się z pakowaniem zajęłam się przygotowaniami do obiadu. Dziś były naleśniki z serem i truskawkami. Pierwsze truskawki zbierane dopiero drugi raz po miseczce ale już rozpieszczają smakiem. Pojedliśmy a ja poszłam zobaczyć jak tam u zwierzaków, wybiegłam na dwór i krzyczę po córkę, że mamy pierwszą kaczuszkę na świecie!!!! :)))) Cóż była za radość :)))
Bałam się, że zostanie przygnieciona jajami a kaczka zamiast na nich siedzieć stała chyba także ze strachu by malucha nie zgnieść zabrałam więc ją nosiłam cały dzień w chuście przy serduszku :)
Po tych radościach przyszła chwila smutku, troszkę łez poleciało po policzkach córki ale radość, że jadą do dziadków wzięła górę :)
Pomachaliśmy, zamknęliśmy bramę i nastała cisza. Dudniła ta cisza dominując. Jaki był jej efekt ?? ja spałam z kaczuszką na hamaku , Tomek w domu przed telewizorem hihihi :))))
Po dwóch godzinach obłędnego lenistwa w ciszy bez słów MAMO MAMO MAMO stwierdziliśmy, że coś zrobić trzeba .Wykapaliśmy więc Lunę heheeh
A koty jak zawsze lenistwo po całości :)))
Przyjęłam reklamacje braku zdjęć owieczek heheheh hmmm wiecie jak ciężko je napotkać??? Widuje je rano i wieczorem cały czas na pastwisku nawet nocą wychodzą. Małe dzikuski hehhehhe. Postaram się je złapać na małą fotkę :))) Miłego tygodnia !!! Pozdrawiam
poniedziałek, 17 czerwca 2013
piątek, 14 czerwca 2013
Odwiedziny przedszkolaków.
Dziś odwiedziła nas grupa przedszkolaków.
Szkoda, że nie było Tomka robił by zdjęcia.Chociaż panie przedszkolanki robiły to może uda mi się te zdjęcia zdobyć i dodać do kolejnego posta :) Ja nie miałam kiedy dzieci zajęły mi całą uwagę.Opowiadałam im co jedzą kozy, zadawałam pytania na co chętnie odpowiadały. Wpierw dzieci doszły do okólnika, dałam im pokrojone marchewki by mogły kózki nakarmić, jak już przestały się ich bać, że niby je kozy ugryzą (heheheh) pozwoliłam im wejść na okólnik, co wykonały jak to dzieci szturmem :) Między nimi Tola biegła jakby poczuła zew stada :)))) Dzieci pognały głaskać kozy a ja mogłam w tym czasie przygotować zboże do karmienia ptactwa. Zapytałam dzieci : -Chcecie zobaczyć owieczki ??-TAAAAAKKK!!!!
Ludzie okrzyki były na pół wsi taką miały radochę :) Owieczki przerażone stały z boku-małe tchórze hihi. Dałam dzieciakom zboże i zaczęły karmić gąski, trzymając w piąstkach zboże. Kurki, pisklęta i gąski zbiegły się z całego okólnika. Mogły je pogłaskać ( bo u mnie gęsi pogłaskać można bez problemu). Później razem zagoniliśmy owce i kozy na pastwisko. Na zielonej trawce opowiedziałam dzieciom co jedzą kózki, jakie są mity co do smaku mleka koziego. Trochę o koziołku Matołku i zjedzonej miotle :))) Poszliśmy na taras gdzie stało przygotowane mleko (w ilości 5 litrów) i krążek sera pokrojony w plasterki. Rozlałam dzieciom po troszeczku do plastikowych kubeczków. Ich minki wykazywały ogromna niechęć, ale jak jedno dziecko spróbowało i krzyknęło -"Ale pyszne " reszta wypiła duszkiem. W sekundzie wszystkie kubeczki były skierowane w moją stronę i z ledwością dałam rade by nalać jeszcze każdemu dziecku mleka. Cały serek został ze smakiem zjedzony a dzieci z pełnymi buziami i lecącymi okruchami im z buzi krzyczały, że pyszne. Nie pamiętam kiedy czułam taka radość z hodowania kóz i możliwości pokazania drugiemu człowiekowi co to znaczy dobre i zdrowe jedzenie. Mleko zostało wypite, ser zjedzone a dzieci wróciły uśmiechnięte do przedszkola. Chłonne młode umysły !Widać było pierwszy raz na twarzy mojej córki dumę z tego co ma i jak żyje. Takie chwile są bezcenne. Tylko Tola pytająco na mnie spojrzała stojąc przy mnie gdy machałam dzieciom. To już koniec??
Szkoda, że nie było Tomka robił by zdjęcia.Chociaż panie przedszkolanki robiły to może uda mi się te zdjęcia zdobyć i dodać do kolejnego posta :) Ja nie miałam kiedy dzieci zajęły mi całą uwagę.Opowiadałam im co jedzą kozy, zadawałam pytania na co chętnie odpowiadały. Wpierw dzieci doszły do okólnika, dałam im pokrojone marchewki by mogły kózki nakarmić, jak już przestały się ich bać, że niby je kozy ugryzą (heheheh) pozwoliłam im wejść na okólnik, co wykonały jak to dzieci szturmem :) Między nimi Tola biegła jakby poczuła zew stada :)))) Dzieci pognały głaskać kozy a ja mogłam w tym czasie przygotować zboże do karmienia ptactwa. Zapytałam dzieci : -Chcecie zobaczyć owieczki ??-TAAAAAKKK!!!!
Ludzie okrzyki były na pół wsi taką miały radochę :) Owieczki przerażone stały z boku-małe tchórze hihi. Dałam dzieciakom zboże i zaczęły karmić gąski, trzymając w piąstkach zboże. Kurki, pisklęta i gąski zbiegły się z całego okólnika. Mogły je pogłaskać ( bo u mnie gęsi pogłaskać można bez problemu). Później razem zagoniliśmy owce i kozy na pastwisko. Na zielonej trawce opowiedziałam dzieciom co jedzą kózki, jakie są mity co do smaku mleka koziego. Trochę o koziołku Matołku i zjedzonej miotle :))) Poszliśmy na taras gdzie stało przygotowane mleko (w ilości 5 litrów) i krążek sera pokrojony w plasterki. Rozlałam dzieciom po troszeczku do plastikowych kubeczków. Ich minki wykazywały ogromna niechęć, ale jak jedno dziecko spróbowało i krzyknęło -"Ale pyszne " reszta wypiła duszkiem. W sekundzie wszystkie kubeczki były skierowane w moją stronę i z ledwością dałam rade by nalać jeszcze każdemu dziecku mleka. Cały serek został ze smakiem zjedzony a dzieci z pełnymi buziami i lecącymi okruchami im z buzi krzyczały, że pyszne. Nie pamiętam kiedy czułam taka radość z hodowania kóz i możliwości pokazania drugiemu człowiekowi co to znaczy dobre i zdrowe jedzenie. Mleko zostało wypite, ser zjedzone a dzieci wróciły uśmiechnięte do przedszkola. Chłonne młode umysły !Widać było pierwszy raz na twarzy mojej córki dumę z tego co ma i jak żyje. Takie chwile są bezcenne. Tylko Tola pytająco na mnie spojrzała stojąc przy mnie gdy machałam dzieciom. To już koniec??
wtorek, 11 czerwca 2013
Jak to było u mnie ostatnio!
Na trochę znikłam, niestety złośliwość rzeczy martwych ! Komputer mi siadł a dokładnie cały system , długo to trwało ale na szczęście już działa. Nie wiem jak inni ale ja jestem absolutnie uzależniona od internetu i nie w kwestii głupot ale czasu wolnego przy kawie i wieczorami gdy wszyscy śpią.Poczytać wasze blogi , przypilnować forum i nauczyć się czegoś nowego. Maniaczką jestem ciągłych poszukiwań nowych informacji na temat hodowli i zgłębiania wiedzy w tematach o których jeszcze nic nie wiem. Nie umiem ominąć tematu, jeśli jest wspominane w telewizji czy przez kogoś na jakikolwiek temat o którym nie mam bladego pojęcia od razu szukam i zgłębiam wiedzę.
Co u mnie ? Ręce dokuczają jak dokuczały, do tego dorobiłam się anginy przez te zmiany pogodowe ale nie kładę się bo dla mnie łóżko nie jest do chorowania tylko do spania :) Nie cierpię leżeć, mogę się ciepło ubrać ale leżenia nie znoszę. W sobotę odbył się festyn u nas na wsi zorganizowany dla dzieci i rodziców. Były pokazy straży pożarnej która gasiła palący się wrak samochodu. Oczywiście chłopcy nie mogli się powstrzymać i strumień wody poleciał na ludzi. To było orzeźwienie w ten upalny dzień, jednak długo się słońcem nie nacieszyliśmy i burza wszystkich rozgoniła do domów. Były pieczone kiełbaski i kaszanki, mój chleb ze smalcem i ogórkiem kiszonym zrobił furorę za co teraz płacę bo gdzie się nie udam tam ktoś zamawia u mnie chlebek a ja muszę odmawiać. Nie opłaca mi się piec chleby na zamówienie bo rachunki za prąd mnie zabiją czekać muszę na kuchnie letnią która jeszcze nie powstała. Brakuje nam jeszcze materiału choć piach już zakupiony trzeba jednak dużo jeszcze zakupić a to nie małe koszty. Zarobek z festynu został przeznaczony dla przedszkola na wyremontowanie sali dla dzieci. Przedszkole przeznaczone jest na 40-sciorga dzieci a na przyszły rok przyjętych zostało ponad 70-ŚCIORGO!!!Dlatego też taka akcja szkoły i rodziców :)Prócz jedzenia były też zawody dla dzieci, córa z chęcią brała udział :)
Były także występy dla mamy i taty :)
Jeśli chodzi o to jak u mnie "hodowlanie", bardzo spokojnie i do przodu :) Sielanki nie ma bo wciąż albo leje całymi dniami albo nadchodzą przerażające burze. Mimo wszystko były dwa dni upalne i słoneczne dzięki temu mogłam poczuć zapach kwitnącego bzu i akacji :) Zapach aż odurzał rozmaitością :)Zrobiłam już słoiczki z miodem z kwiatów bzu i akacji. Zapach roznosił się po całym domu !!!
Wyległy się kolejne pisklęta zielononóżki, choć miałam tym razy nie mały problem. Kwoka po wylężeniu 7 piskląt zeszła z jaj i poszła sobie na dwu godzinny spacer jakby nigdy nic. Szybko pisklęta zabrałam do kartonika i do domu ,resztę jaj podłożyłam kolejnej kwoce która już siedziała na 10 jajach od kilku dni. Między czasie kwoka oprzytomniała i zaczęła maluchy szukać więc szybko do domu po pisklaki i podsadziłam ją do gniazda z nimi. Trzeba było pilnować wylęgów pod kwoką zastępczą by nie zeszła z tych na których już siedziała jakiś czas. Co się wylęgło szybko pod właściwą kwokę. Uśmiałam się przy tym bo już zgłupiałam miedzy czasie które pisklę do której kwoki i które jaja będą się wylęgać jeszcze heheheh Na szczęście przygoda z maluchami skończyła się pozytywnie :)
Dziś dotarły do mnie kurki i kogutek rasy Sussex :)
Trochę przemoczone w trakcie podróży ale jak na teraz bardzo mi się podobają :)
Gąski rosną jak na drożdżach a ich powroty do domu co wieczór pierunem :)
W tak pochmurne i deszczowe dni spędzam czas na serowarstwie, sery wędzę doprawiam i to wszystko na zamówienia. Dziś jednak stwierdziłam, ze jeden ser wreszcie musi być dla nas bo jaki sens miało by hodowanie kóz jeśli my sami sera byśmy nie jedli? Rozważam zakup chociaż jednej kozy mlecznej ale to jeszcze kwestia przemyśleń niż działań. Tola jest na antybiotyku chociaż uwierzcie mi na chorą nie wygląda :))) Ostatnio sąsiad zapytał mnie przy bramie :" sąsiadka a co tak za tobą chodzi? to pies?" Trzymajcie się ciepło !!
Co u mnie ? Ręce dokuczają jak dokuczały, do tego dorobiłam się anginy przez te zmiany pogodowe ale nie kładę się bo dla mnie łóżko nie jest do chorowania tylko do spania :) Nie cierpię leżeć, mogę się ciepło ubrać ale leżenia nie znoszę. W sobotę odbył się festyn u nas na wsi zorganizowany dla dzieci i rodziców. Były pokazy straży pożarnej która gasiła palący się wrak samochodu. Oczywiście chłopcy nie mogli się powstrzymać i strumień wody poleciał na ludzi. To było orzeźwienie w ten upalny dzień, jednak długo się słońcem nie nacieszyliśmy i burza wszystkich rozgoniła do domów. Były pieczone kiełbaski i kaszanki, mój chleb ze smalcem i ogórkiem kiszonym zrobił furorę za co teraz płacę bo gdzie się nie udam tam ktoś zamawia u mnie chlebek a ja muszę odmawiać. Nie opłaca mi się piec chleby na zamówienie bo rachunki za prąd mnie zabiją czekać muszę na kuchnie letnią która jeszcze nie powstała. Brakuje nam jeszcze materiału choć piach już zakupiony trzeba jednak dużo jeszcze zakupić a to nie małe koszty. Zarobek z festynu został przeznaczony dla przedszkola na wyremontowanie sali dla dzieci. Przedszkole przeznaczone jest na 40-sciorga dzieci a na przyszły rok przyjętych zostało ponad 70-ŚCIORGO!!!Dlatego też taka akcja szkoły i rodziców :)Prócz jedzenia były też zawody dla dzieci, córa z chęcią brała udział :)
Były także występy dla mamy i taty :)
Jeśli chodzi o to jak u mnie "hodowlanie", bardzo spokojnie i do przodu :) Sielanki nie ma bo wciąż albo leje całymi dniami albo nadchodzą przerażające burze. Mimo wszystko były dwa dni upalne i słoneczne dzięki temu mogłam poczuć zapach kwitnącego bzu i akacji :) Zapach aż odurzał rozmaitością :)Zrobiłam już słoiczki z miodem z kwiatów bzu i akacji. Zapach roznosił się po całym domu !!!
Wyległy się kolejne pisklęta zielononóżki, choć miałam tym razy nie mały problem. Kwoka po wylężeniu 7 piskląt zeszła z jaj i poszła sobie na dwu godzinny spacer jakby nigdy nic. Szybko pisklęta zabrałam do kartonika i do domu ,resztę jaj podłożyłam kolejnej kwoce która już siedziała na 10 jajach od kilku dni. Między czasie kwoka oprzytomniała i zaczęła maluchy szukać więc szybko do domu po pisklaki i podsadziłam ją do gniazda z nimi. Trzeba było pilnować wylęgów pod kwoką zastępczą by nie zeszła z tych na których już siedziała jakiś czas. Co się wylęgło szybko pod właściwą kwokę. Uśmiałam się przy tym bo już zgłupiałam miedzy czasie które pisklę do której kwoki i które jaja będą się wylęgać jeszcze heheheh Na szczęście przygoda z maluchami skończyła się pozytywnie :)
Dziś dotarły do mnie kurki i kogutek rasy Sussex :)
Trochę przemoczone w trakcie podróży ale jak na teraz bardzo mi się podobają :)
Gąski rosną jak na drożdżach a ich powroty do domu co wieczór pierunem :)
| I nasza Zosia :) |
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Wreszcie słońce!!!!!!!!!!
Wreszcie nadszedł wiekopomny dzień gdy słońce zechciało się pokazać na dłużej. Wreszcie nadszedł dzień kiedy można było się wygrzać na słońcu. Ten dzień dał mi trochę ulgi bo w cieple jednak czuje się lepiej. Poranek był jak zawsze trudny ale jak już doszłam w miarę do siebie nic mi tak nie poprawiło humoru jak słońce wbijające promienie w okno. Zakwitła krzewuszka, puściwszy piękne pąki różu . Dostałam ją z miesiąc temu od znajomej, Beata uprzedziła mnie że będzie chorować po tym przesadzeniu, jednak to dość duży krzak. Mimo, że gałązek nie za wiele bo trzeba było dociąć, zachwyciła mnie kwiatostanem :)
Tola mogła się wygrzać na słoneczku, radośnie podskakiwała i wcinała trawkę. Nie puściłam jej na pastwisko chodziła sobie po podwórku a ja za nią z łopatką na kupki by dzieci ślizgawki nie miały hahahha :) Nadal pokasłuje jutro będzie weterynarz, dostałam dobra radę od innego weta przez znajomą co do rodzaju antybiotyku. wciąż mam nadzieje, bo przecież jest radosna i je, a to dobry znak!.
Małe kocięta rosną jak na drożdżach i radośnie już dokazują :) Najfajniej wygląda sytuacja gdzie Luna przejmuje opiekę nad kociętami gdy nasza kotka idzie polować. Wylizuje je, zagląda, poprawia!! no cudnie to oglądać :)
Jakiś czas temu a dokładnie w kwietniu sama wybudowałam sobie taką podwyższoną rabatę :) Oczywiście naocznym świadkiem był Tomek którego to dość bawiło, że ja taka Zosia Samosia :) Wyrobiłam sobie cement wcześniej przyniosłam cegły i zaczęłam murować. Wykorzystałam stare cegły, większość to gruz nie nadający się do niczego, a ja myślę że powstało coś w miarę estetycznego i jak tylko kwiaty się rozrosną buchnie pięknem :)
Z niczego nie jestem tak dumna jak z mojego skalniaka , rok temu wyglądał jak strupek hehehhe a teraz zaczyna już cieszyć oko :) Jednak teściowa mnie przekonała do kwiatów a teraz tylko myślę co jeszcze posiać na przyszły rok :)
Rano pechowo jedna koza stanęła mi na gęś, która niestety nie przeżyła. Pękł jej kręgosłup i śmierć nastąpiła natychmiastowo. Bardzo byłam zła bo już są takie duże i odchowane. Kilka dni temu jedna zaginęła bezpowrotnie, zostało mi 18 gęsi. Niestety kupując gęsi zawsze trzeba wziąć na poprawkę że kilka może się nie odchować ale najbardziej złość bierze jak traci się dochowane sztuki w taki durny sposób.
Za to popołudniu ogromna radość!!! Z 15 jaj zielononóżek wyległy się wszystkie!!!! Pierwszy raz tak mam że nie mam straty na ani jednym jajeczku. Piękne maluszki , pierwszy raz u mnie na gospodarstwie będą te śliczne kurki. Za kilka dni będę tez mieć 10 kurek rasy Sussex.
A kozy ?? Ostatnio przez pogodę mają spadek mleczności ale prócz tego małego szczegółu cieszą się zdrowiem :) i dziś radośnie wylegiwały się na słoneczku :)
Wczoraj zawiozłam Łatkę do nowego właściciela :) Miałam ją u siebie zostawić ale jednak postanowiłam, że na ten okres zimowy dam sobie spokój z młodzieżą. W przyszłym roku będę miała koźlęta po rasowym koźle anglonubijskim to wtedy maluchy zostawię, a dokładnie kózki. Łatka pojechała wraz z Mysią która mając już ponad 7 miesięcy nie chce się oduczyć ssania matki. Dlatego też wysłałam ją do Jakuba ( o którym wspominałam we wcześniejszych postach) na miesięczne wakacje. Może to da skutek oduczenia się trzymania matki za sukienkę heheh. I tak spokojnie minęła nam ta niedziela, ja troszkę popracowałam w ogrodzie plewiąc a Tomek zajął się dziećmi i obiadem. Nie ma nic wspanialszego jak jeden dzień wolny od garów i zmywania naczyń. Podał obiad na tarasie i wtedy czułam się bardo szczęśliwa. Takie chwile dają nam zapracowanym matkom dużo wytchnienia. Taki mały szczegół a jak cieszy :) Przed nami nowy tydzień byle by był słoneczny dla nas wszystkich. Pozdrawiam
Tola mogła się wygrzać na słoneczku, radośnie podskakiwała i wcinała trawkę. Nie puściłam jej na pastwisko chodziła sobie po podwórku a ja za nią z łopatką na kupki by dzieci ślizgawki nie miały hahahha :) Nadal pokasłuje jutro będzie weterynarz, dostałam dobra radę od innego weta przez znajomą co do rodzaju antybiotyku. wciąż mam nadzieje, bo przecież jest radosna i je, a to dobry znak!.
Małe kocięta rosną jak na drożdżach i radośnie już dokazują :) Najfajniej wygląda sytuacja gdzie Luna przejmuje opiekę nad kociętami gdy nasza kotka idzie polować. Wylizuje je, zagląda, poprawia!! no cudnie to oglądać :)
Jakiś czas temu a dokładnie w kwietniu sama wybudowałam sobie taką podwyższoną rabatę :) Oczywiście naocznym świadkiem był Tomek którego to dość bawiło, że ja taka Zosia Samosia :) Wyrobiłam sobie cement wcześniej przyniosłam cegły i zaczęłam murować. Wykorzystałam stare cegły, większość to gruz nie nadający się do niczego, a ja myślę że powstało coś w miarę estetycznego i jak tylko kwiaty się rozrosną buchnie pięknem :)
Z niczego nie jestem tak dumna jak z mojego skalniaka , rok temu wyglądał jak strupek hehehhe a teraz zaczyna już cieszyć oko :) Jednak teściowa mnie przekonała do kwiatów a teraz tylko myślę co jeszcze posiać na przyszły rok :)
Rano pechowo jedna koza stanęła mi na gęś, która niestety nie przeżyła. Pękł jej kręgosłup i śmierć nastąpiła natychmiastowo. Bardzo byłam zła bo już są takie duże i odchowane. Kilka dni temu jedna zaginęła bezpowrotnie, zostało mi 18 gęsi. Niestety kupując gęsi zawsze trzeba wziąć na poprawkę że kilka może się nie odchować ale najbardziej złość bierze jak traci się dochowane sztuki w taki durny sposób.
Za to popołudniu ogromna radość!!! Z 15 jaj zielononóżek wyległy się wszystkie!!!! Pierwszy raz tak mam że nie mam straty na ani jednym jajeczku. Piękne maluszki , pierwszy raz u mnie na gospodarstwie będą te śliczne kurki. Za kilka dni będę tez mieć 10 kurek rasy Sussex.
A kozy ?? Ostatnio przez pogodę mają spadek mleczności ale prócz tego małego szczegółu cieszą się zdrowiem :) i dziś radośnie wylegiwały się na słoneczku :)
Wczoraj zawiozłam Łatkę do nowego właściciela :) Miałam ją u siebie zostawić ale jednak postanowiłam, że na ten okres zimowy dam sobie spokój z młodzieżą. W przyszłym roku będę miała koźlęta po rasowym koźle anglonubijskim to wtedy maluchy zostawię, a dokładnie kózki. Łatka pojechała wraz z Mysią która mając już ponad 7 miesięcy nie chce się oduczyć ssania matki. Dlatego też wysłałam ją do Jakuba ( o którym wspominałam we wcześniejszych postach) na miesięczne wakacje. Może to da skutek oduczenia się trzymania matki za sukienkę heheh. I tak spokojnie minęła nam ta niedziela, ja troszkę popracowałam w ogrodzie plewiąc a Tomek zajął się dziećmi i obiadem. Nie ma nic wspanialszego jak jeden dzień wolny od garów i zmywania naczyń. Podał obiad na tarasie i wtedy czułam się bardo szczęśliwa. Takie chwile dają nam zapracowanym matkom dużo wytchnienia. Taki mały szczegół a jak cieszy :) Przed nami nowy tydzień byle by był słoneczny dla nas wszystkich. Pozdrawiam
sobota, 1 czerwca 2013
Rezultat?
Jestem na skraju wytrzymałości! mam dosyć i tego bólu i zmęczenia! Mam ochotę sobie pokrzyczeć a na tego lekarza się wydrzeć na całego! Nie pomaga leczenie, wcale nie pomaga jest coraz gorzej.W nocy i nad ranem jestem już w takim stanie że w głowie mam słowa " Chce je odciąć!". Dosłownie marzę by się tych rąk pozbyć bo już nie daję rady!Nie pamiętam w swoim życiu takiego momentu żebym była tak sfrustrowana.W poniedziałek jadę do innego lekarza we wsi obok. Podobno jest tam cała przychodnia specjalistów. Muszę sobie pomóc bo inaczej zwariuję. Nie miałam świadomości, że ręce mogą tak boleć. Pytacie mnie o Tolę, i tu tez bezsilność mnie ogarnęła. Tola jak brała ten drugi antybiotyk było dobrze, wszystko szło w dobrą stronę. Minęło kilka dni a ona znów kaszle od wczoraj :( Dziś będę dzwonić po weta, nie wiem niech pobierze krew do badania bo ile tych antybiotyków trzeba jej dać ? Bezsilność, żal i rozpacz ostatnio u mnie. Gdzieś uciekło mi to moje życie pełne radości.Gdzieś po drodze dałam się zmanipulować bólem. Muszę znaleźć znów drogę do domu ......
piątek, 31 maja 2013
Czyja to wina ?
Dziś miałam dość nieprzyjemną sytuacje z sąsiadem. Cały dzień robiłam na podwórku przy kwiatach więc powinnam być naocznym świadkiem.Jednak nie widziałam tego zdarzenia choć mogę się mylić i w tym pechowym czasie byłam chwilowo na pastwisku. Sypałam w tym czasie wióry drzewne pod tujami gdy z rozmachem na podwórko wkroczył mi sąsiad mieszkający kilka domów dalej. Fakt faktem to dobry znajomy Tomka więc zdziwiona nie byłam. Ku zaskoczeniu ruszył w moją stronę gdy Luna stanąwszy mu na drodze zaczęła szczekać i warczeć.Krzyknął, że jeśli nie uwiąże tego psa na łańcuchu to on zadzwoni na policję. Spokojnie bez emocji zamknęłam pasa w kotłowni i podeszłam by porozmawiać.
- Czy możemy porozmawiać spokojnie jak ludzie ?-zapytałam.
Od razu przedstawił w nerwowy sposób sytuacje gdzie ponoć moja Luna ugryzła jego dziecko dotkliwie w udo.
- Ale w jaki sposób to się stało? przecież brama jest zamknięta a ona i jej duży łeb nie były wstanie przecisnąć się przez te minimalne szpary?
Sąsiad nie był wstanie odpowiedzieć mi na to pytanie i zaskoczony zamilkł.
-Panie Andrzeju z całym szacunkiem ale nie raz upominałam pana syna by nie szczuł i drażnił mi psa. Notorycznie co przechodzi szczuje go i dosłownie prowokuje agresję. Jeśli rzeczywiście to mój pies ugryzł pana dziecko to bardzo przepraszam ale musiał wejść mi na posesję lub posesje sąsiada ! Spokojnie starałam się mu przedstawić poprzez argumenty, że coś chłopak kręci. Tym bardziej, że nie ma takiej możliwości !! W sumie się Lunie nie dziwię od kilku miesięcy jest prowokowana i wydaje mi się, że chłopak chciał się zabawić jej kosztem tylko nie pomyślał, że pies może być szybszy. Dziwne, że czy to listonosz czy ktokolwiek jest obszczekany ale nigdy nie zaatakowany. To bardzo spokojna rasa i wątpię, że był to efekt agresji raczej obrony lub ze strachu. Osobiście ugryzienia na owym udzie nie widziałam ale z opowieści sąsiada jest to tylko uszczypnięcie. Przeprosiłam sąsiada a on mnie , sprawa wyjaśniona ale mam jakiś niesmak. Jeśli ktokolwiek wejdzie mi na posesję i zostałby teoretycznie zaatakowany czy ja poniosę za to odpowiedzialność? Czy mogę odpowiadać za zachowanie stróża dom,u na swoim terenie ? czy zawsze tak musi być że ludzie zamiast spokojnie porozmawiać muszą od razu krzyczeć? Mam nadzieje, że sytuacja eis nie powtórzy a owa sytuacja nauczy młodego łobuza, że psa się nie drażni dla zabawy.
- Czy możemy porozmawiać spokojnie jak ludzie ?-zapytałam.
Od razu przedstawił w nerwowy sposób sytuacje gdzie ponoć moja Luna ugryzła jego dziecko dotkliwie w udo.
- Ale w jaki sposób to się stało? przecież brama jest zamknięta a ona i jej duży łeb nie były wstanie przecisnąć się przez te minimalne szpary?
Sąsiad nie był wstanie odpowiedzieć mi na to pytanie i zaskoczony zamilkł.
-Panie Andrzeju z całym szacunkiem ale nie raz upominałam pana syna by nie szczuł i drażnił mi psa. Notorycznie co przechodzi szczuje go i dosłownie prowokuje agresję. Jeśli rzeczywiście to mój pies ugryzł pana dziecko to bardzo przepraszam ale musiał wejść mi na posesję lub posesje sąsiada ! Spokojnie starałam się mu przedstawić poprzez argumenty, że coś chłopak kręci. Tym bardziej, że nie ma takiej możliwości !! W sumie się Lunie nie dziwię od kilku miesięcy jest prowokowana i wydaje mi się, że chłopak chciał się zabawić jej kosztem tylko nie pomyślał, że pies może być szybszy. Dziwne, że czy to listonosz czy ktokolwiek jest obszczekany ale nigdy nie zaatakowany. To bardzo spokojna rasa i wątpię, że był to efekt agresji raczej obrony lub ze strachu. Osobiście ugryzienia na owym udzie nie widziałam ale z opowieści sąsiada jest to tylko uszczypnięcie. Przeprosiłam sąsiada a on mnie , sprawa wyjaśniona ale mam jakiś niesmak. Jeśli ktokolwiek wejdzie mi na posesję i zostałby teoretycznie zaatakowany czy ja poniosę za to odpowiedzialność? Czy mogę odpowiadać za zachowanie stróża dom,u na swoim terenie ? czy zawsze tak musi być że ludzie zamiast spokojnie porozmawiać muszą od razu krzyczeć? Mam nadzieje, że sytuacja eis nie powtórzy a owa sytuacja nauczy młodego łobuza, że psa się nie drażni dla zabawy.
czwartek, 30 maja 2013
Pielęgniarz
Ładnie się u nas zrobiło, zakwitły kwiaty, trawa soczysta zielenią tryska.No cóż a czemu bez zdjęć??/ Bo cały czas pada!!! Jak nie deszcz to zaraz szaleje burza.Dziś zerwała nam daszek na kominie , wisi teraz i dynda obijając się o boki. W sobotę Tomek będzie musiał wspiąć się na dach i naprawić. Jeśli już jestem w temacie Tomka hehehe kobitki ten mój facet to dopiero robi zastrzyki!!! I nigdy w życiu nie pozwolę by jakaś pielęgniarka kuła mnie igłą czy nasze dzieci, bo niestety zawsze boli i zrosty ogromne. Tutaj na miejscu mam speca!!! No luksus mam doskonały :) Na razie czekam jak coś zacznie działać, bo rano to się siebie w lustrze przestraszyłam!!! Sińce pod oczami jakby mnie ktoś stłukł na kwaśne jabłko, spać nie mogę ból mnie budzi co 30 min czasem da pospać godzinę ale co to za spanie?? Tragedia wykańcza mnie już, jak ja już mówię że boli to znaczy że boli jak cholera. No to sobie pomarudziłam, a co ??!! ;) Opanowałam swoje chęci i jednak nie biorę się za sianokosy w tym miesiącu, zamówiłam sobie za parę groszy P.Ryśka ( co ostatnio u mnie dużo robi) bo wiem i czuję że nie dam rady. Wpierw poczekam na efekt rehabilitacji później mogę brać się za cięższą pracę. No fakt trochę zmądrzałam ostatnio, wydoroślałam?? hihi.Raczej to obawa przed najgorszym.Ręce to złoto! Dziś padało z rana później się rozpogodziło, słonko pogrzało z godzinkę i nadeszła burza. Jeśli w Boże Ciało pada to będzie padać 7 dni lub 7 tygodni.Teraz się okaże ile... Pozdrawiam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)