poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Mimo wszystko warto

Cały wczorajszy dzień zbierałam się do napisania tego posta. Był to dzień pt: "Nie chce mi się...". Kompletnie nic mi się nie chciało, po tygodniu ciężkiej pracy taki dzień "Nie chce mi się" należy mi się jak psu buda heheheh. Jednakże chcę napisać co u mnie więc zmobilizowałam się przy kawie. Co u mnie ? Dużo pracy, bardzo dużo niekończącej się pracy. Szkoda tylko, że bardziej okupiona jest bólem niż radością. Niestety wiele złego do mnie wróciło. Znów ruszył RZS na co kompletnie nie mam wpływu jak i lekarze. Tak więc puchną mi stawy, ręce aż ból wykręca a ja muszę zagryźć wargi i robić swoje. Na dodatek coś uszkodziło mi się w kręgach szyjnych więc ból kręgosłupa promieniuje na ręce. Poranki najczęściej witam ze łzami bo rwą tak bardzo że dosłownie nie można wytrzymać. Nieustannie w tym moim życiu idzie ze mną za pan brat ból....Ale nie narzekam, pracuje zaciskam wargi i daje radę. Zaczęłam robić sery z mleczka krowiego, masełko i wiele wiele innych smakołyków. Jeżdżę po szkołach po sklepach i daje próbki moich serków na spróbowanie by podchwycić chętnych. Powoli się to rozwija, w Borownie było łatwiej. Wielu znajomych w Częstochowie tu nikogo nie znam więc idzie to trudniej. Może ktoś z czytających ma chęć na serki to zapraszam na priv. Sielskie zapachy i smaki. Sery z czosnkiem niedźwiedzim, kozieradką, czarnuszką, trawą cytrynową z różnymi ziołami i przyprawami. Sery dojrzewające w winie. Serki topione, jogurty i oczywiście smaczne masełko. Do tego wypiekany chleb w piecu i wszystko jest dopięte na ostatni guzik by poczuć co znaczy życie prawdziwe na wsi. Takie jak za dawnych lat, bo teraz komu cokolwiek się opłaca i chce? Oczywiście nam się chce i chcemy dalej się w tym rozwijać, wraz z tymi smakami przypomina nam się dzieciństwo

 Oczywiście nie narzekam na nadmiar serów bo sami bardzo lubimy a ja mogę robić z nadmiarów mleka sery dojrzewające które potrzebują czasu. Ostatnio zabrałam się za sery typu BRie dojrzewają sobie a na wierzchu pokrywa ich już lekka biała pleśń. Nie mogę się doczekać jaki będzie rezultat :) Część serów leżakuje w winie a część serów dojrzewa na Gouda. Zakupiłam ostatnio bakterie na jogurty i czekam na przesyłkę jogurtownicy by móc i w tym się spróbować. Bawi mnie takie eksperymentowanie z mlekiem ale jest to dość czasochłonne. Świetnie sprawuje się nowa wirówka która oddziela mi mleczko od śmietany, tyle litrów dziennie ile ja przerabiam to taki wynalazek to cud. Moja krówka jest wyjątkową mleczną krową że karmi swoją Basię to jeszcze ja zdajam około 8-10 litrów dziennie nadmiarów. Jak na pierwiastkę wynik ma cudowny ale cóż się dziwić jak jej matka ma prawie 6 tyś litrów laktacji udokumentowanej ponieważ pochodzi ze stada z kontrolą mleczności. Kózki też działają na tyle by móc robić sery. czekam na czas wolny by jechać po koziołka i dwie kózki AN by rozwinąć stado o te trzy sztuki. Mam też do odbioru wie kózki 50% An w Krośnie Odrzańskim. Kiedy ja się z tym wyrobię to nie mam pojęcia jednak licząc razem to około 1600 km !!A mnie ogranicza czas. Na Majówkę przyjeżdżają turyści trzy małżeństwa i jedno z maleńkim dzieckiem. Będzie więc sporo pracy na te dni. A tu miedzy czasie koszenie 2 hektarów trawy, rabaty kwiatowe, ogród warzywny, kurnik ( który na szczęście już zakończyliśmy budować i nie będę skromna bo dach wraz z Łukaszem kładliśmy sami !) jeszcze szklarnię musimy skończyć w tym tygodniu by móc posadzić pomidorki paprykę i wiele innych szklarniowych przysmaków. Dużo dużo pracy już za nami jak czyszczenie rynien. Praca na wsi przy tak dużym domu i obejściu to jednak nie lada trud dla jednej czy dwóch osób. Jednak ja bardzo się cieszę z tego co robię mimo bólu, robię to co kocham i nikt mi tego nie może zabrać. Wklejam więc kilka wiosennych zdjęć by odgonić te moje marudzenie :)






Pozdrawiam sielsko :)

12 komentarzy:

  1. :)
    Gęba mi się zawsze uśmiecha na Twoje wpisy, bo wiem, że pomimo, że jest ciężko jest też ZAWSZE u Ciebie mnóstwo radości i satysfakcji z tego co robisz/co robicie! Oby tak dalej.
    U nas też pomału do przodu :) i raczej z podejściem innych "że Wam się też chce?" Ależ oczywiście, że się chce! :)
    Pozdrawiam ciepło i jak najmniej bólu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moniko, Twój pracodawca powinien dziękować niebiosom, że Cię znalazł!!!
    Zdrowia i sił Ci życzę.
    Bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysztof nie jest moim pracodawcą, to dość dziwny układ który najłatwiej opisać że dzierżawię ten dom wraz z ziemią

      Usuń
  3. Dziewczyno a możę zatrudnij jakąś miłą Ukrainkę? Jej pomożesz a ona pomoże Tobie. Umowa zlecenie czy o dzieło dla formalności a za pracę rozlicza sie za faktycznie przepracowane godziny. Dziewczyny to co robią robią porządnie a bieda tam taka, że aż piszczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama ledwie zarabiam na razie więc ciężko było by mi kogokolwiek zatrudniać. Spokojnie ogarniam w sumie było by lżej gdybym tak stresów tu nie miała przez pewne niesnaski

      Usuń
  4. Pracy masz dużo ale robisz to co lubisz robić.Powodzenia i zdrówka życzę.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Monia, ale ty dzielna dziewczyna jesteś.Bardzo ci współczuję bólu, ciężko musi ci być z tym bardzo. Jestem pod wrazeniem twojej pracowitości i obrotności. Ja też kocham wiejskie zycie, pracę przy krowach, tylko doba mogłaby się rozciągać, bo mi czasu brakuje na wszystko. Do ogródka zapuszczonego po zimie to chodzę tak z doskoku, a mi się tak marzy na spokojnie i długo, aż podopieszczam te kwiatki i posieję wreszcie jednoroczne, powsadzam dalie, georginie, kany i mieczyki. Pozdrawiam i zdrówka i siły życzę :)))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Monia... ciężko masz i lżej to już chyba nie będzie; z każdym dniem starsi zaczynamy być...ale pocieszyłam... hihi
    najważniejsze, że robisz to co kochasz !
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Strasznie współczuję tego RZS. Szkoda, że żaden lek nie chce jakoś spowolnić mocno rozwój (a nawet go zatrzymać) choroby :( Nie wymyślili jeszcze takiego, a szkoda. Współczuję bólu. Znam go z autopsji, bo mój kręgosłup jest mocno nadwyrężony i ból, to mój codzienny towarzysz (zwłaszcza na wieczór i w nocy).
    Trzymam mocno kciuki, żeby sił do zagryzania warg starczyło na bardzo długo, bo z RZSem trzeba żyć i chyba to jest najgorsze. Zwłaszcza, gdy stan się zaostrza :(
    Jak najmniej nawrotów choroby życzę z całego serca!

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytam, podziwiam i cieszę się,że znowu jesteś, że Ci się ,,chce chcieć". Przy okazji- na RZS(bolące stawy rąk bardzo pomaga mi podagrycznik- co roku ,gdy wyłazi z ziemi na mojej działce zaczynam go jeść w charakterze dodatków do sałatek i kanapek - może i Tobie podagrycznik przyniesie ulgę? Pewnie gdzieś pod płotem sobie rośnie ,bo rozłazi się wszędzie-jak to chwast..Pozdrawiam serdecznie.:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.