niedziela, 24 lipca 2016

Jodła

Jodła to dla nas najlepsze co mogło się przydarzyć. Jodła to nazwa nie tylko agroturystyki czy serów to także przyszłość i wizja czegoś do czego tak dążyłam. Ostatnio często łapię się na tym, że wspominam dawne lata jak miałam gospodarkę w Borownie. To ile miałam wtedy zwierząt jak sobie dawałam radę (mimo trudności) i przede wszystkim to jak wtedy to kochałam. Myślę że powodem było  to co robiłam dla siebie i dzieci i na pewno w dużej mierze że po prostu była to moja pasja. Chciałabym znów tak funkcjonować i tym razem mam coś więcej bo mam wsparcie a to dużo daje. Gdy byli u nas ostatnio moi rodzice tato przy kawie słuchał jakie są plany i jak będziemy się realizować w nich,skomentował to bardzo krótko : "Gdybyś tego nie chciała i nie robiła tego co lubisz nie byłabyś sobą..." Fakt przez prawie dwa lata byłam wieloma osobami, pracowałam w wielu miejscach i robiłam to co trzeba ale nigdy nie czułam się sobą w tym czasie. Łapię się ostatnio na tym własnie rozpamiętywaniu. Nie dlatego, że nie umiem iść naprzód- raczej to myśli ku przestrodze by nie popełnić kolejnego błędu. Czasem widzę jak ludzie słuchają jak mimo chodem się rozgadam i opowiadam. Wiem, że czasem mogę uchodzić za mądralę która opowiada o tym co niby nie robiłam ojjj a wszystko do tego wiem. Nie wiem, jestem jeszcze tak mało rozwinięta w tym czym chciałabym być i mieć jeszcze większą wiedzę. Nic szczególnego nie ma w tym, że człowiek stara się robić coś, działać i przede wszystkim nie zasiadać na laurach lub po prostu chce dążyć do marzeń. Mogłabym napisać, że jak się tylko chce można osiągnąć wszystko. Oczywiście to prawda ale za wszystko trzeba płacić wysoką cenę także za realizację marzeń. Na tym świecie nie ma nic za darmo.Oczywiście chciałabym opowiedzieć Wam gdzie będzie to nowe nasze życie pod nazwą Jodła....

Dom znajduje się w Masywie Śnieżnika, w przełęczy Puchaczówka. Piękne Sudety Zachodnie - Karkonosze. Do wyciągu narciarskiego samochodem dokładnie 4 min. W miejscowości Stronie Śląskie Wieś. Dom położony na uboczu gdzie droga prowadzi przez mostek nad strumieniem, w pięknym lesie jodłowym. Całkowicie w nim schowany kryje się od oczu turystów. Zapewnia absolutną ciszę i dyskretność. Czuję że na agroturystykę to perła.Dom przedwojenny, poniemiecki w bardzo dobrym stanie. Widać gospodarz dbał o to by nie zmieniać jego uroku. Zachowane stare elementy jak wędzarnia w domu czy piwnice które idealnie nadają się na dojrzewalnie. Jeszcze nie jeden post przede mną by móc wraz ze zdjęciami opowiadać o naszej Jodle.

Jeśli chodzi o moje leczenie- przerwałam je. Nie dało się wytrzymać. Fizycznie czułam się jak rupieć. Postanowiłam że wolę czuć ból rąk i niż tak się źle czuć po lekach. Choć nie powiem od czasu gdy nie mieszkam w Ściborzu moje zdrowie uległo poprawie i to znacznej. Oby tak dalej. Życzę Wam miłej niedzieli.

Aaaaaaa i zapomniałam o najważniejszym!!! Rodzinka nam się powiększyła o pięć kociaków. Wszystkie z nami zostają :) Bo kto jak kto ale my kochamy te nasze koty tylko sporo będzie do kastracji.


  Pozdrawiam

poniedziałek, 18 lipca 2016

Nowe miejsce

Wybaczcie, że była tylu dniowa cisza. Przez ten czas stało się na tyle dużo, że trzeba było to ogarnąć i jeszcze odespać.Jak zauważyliście na blogu zniknęły zdjęcia ze Ściborza. Otóż chyba to był wystarczający znak dla Was, że nas tam już nie ma. Wyprowadziliśmy się. Na razie na okres wakacji wynajmujemy sobie lokum. Od września będziemy już na swoim. A oto nasze nowe miejsce:

Koniec z wynajmem koniec z dzierżawą, będzie już to miejsce całkowicie nasze. Zapytacie skąd tyle mamy pieniędzy na tak duży dom... Oczywiście nie jest to kredyt a pieniądze znalazły się z wygranej sprawy sądowej o odszkodowanie za ziemię Kamila dziadka przejętą przez miasto w latach 70-tych. Taki o to traf i szczęście że po tylu latach sądzenia się własnie teraz sprawa  została zamknięta i przyznano Kamilowi odszkodowanie. Wydaje się to tak piękne że aż nie możliwe. A jednak :) Oczywiście była by też możliwość sprzedania ziemi i domu które posiada ale na ten czas to nie taka szybka sprawa i nie taka łatwa. Ludzie nie mają pieniędzy a banki utrudniają otrzymanie kredytów.

Wyprowadziliśmy się ostatniego dnia czerwca. Nawet nie chce tego wspominać bo to nie było nic przyjemnego. Mamy to wreszcie za sobą. Spokojnie sobie żyjemy teraz realizując swoje plany. W miejscu w którym wynajmujemy lokum  nie było warunków dla zwierząt, szukaliśmy więc miejsca które moglibyśmy na te dwa miesiące wynająć. Pomogli nam ludzie ze Ściborza, to niezwykłe że jeszcze w tych czasach są tacy ludzie pomocni. Praktycznie połowa wsi pomogła nam ze wszystkim , wspierali nas i mogliśmy na nich liczyć. Nadal możemy bo absolutnie nie straciliśmy z nimi kontaktu. Z taką społecznością aż grzech nie utrzymywać kontaktu. Kozy mają ładną obórkę i spory plac na wypas. Dojeżdżam do nich 3 razy dziennie dojąc je i pilnując. W czasie przeprowadzki dzieci były nad morzem z dziadkami więc było nam łatwiej wszystkie rzeczy przenieść. Przyjechali moi rodzice z dziećmi siostry na 5 dni w odwiedziny oraz by uczcić mojego taty 60-te urodziny. Wczoraj moje dzieciaki wyjechały na kolonie do Turawy dziś za to rodzice wrócili do Częstochowy a my znów zostaliśmy sami. Pracy nam nie brakuje. Już nie długo więcej zdjęć z placu remontu. W następnym poście opiszę gdzie położony jest dom i cóż za atrakcje się z nim wiążą. Pozdrawiam :)

sobota, 18 czerwca 2016

Odwiedziny w Winnicy Hople Paczków i obiecująca współpraca

Wybraliśmy się do Wałbrzycha na wycieczkę, przede wszystkim po rowery dzieci do dziadków. Po drodze jednak zahaczyliśmy o Szczawno-Zdrój i Zamek Książ. W drodze powrotnej odebralismy telefon od kierownika Winnicy Hople Paczków. Miłe było zaskoczenie że zostaliśmy zaproszeni na degustację wina.Poproszono nas byśmy przyjechali z naszymi serami które idealnie mogłyby się z tak wspaniałym winem komponować. Nie myliliśmy się, idealnie pasowały. Rozpoczyna się dla nas bardzo ważna współpraca :) Cieszymy się ogromnie, że nasze sery są tak zachwalane i doceniane. Myślę że współpraca może być bardzo owocna.




Zamiłowanie właściciela do samochodów






 Pozdrawiam

wtorek, 7 czerwca 2016

Miłe uczucie docenienia



Dzięki zaangażowaniu Stowarzyszenia Polsko-Francuskiego i gminy gościliśmy u nas 31 maja uczestników pleneru malarskiego z Francji,Czech oraz Polski. Całość organizowała gmina, przyjechało kilka Pań które zajęły się przygotowaniami, w naszych obowiązkach było przygotowanie miejsca na ognisko.Pieczony dzik z kaszą przywiózł catering z Trzeboszowic gdzie wcześniej był pieczony w piecu chlebowym i powiem Wam kochani smakował wyśmienicie. My upiekliśmy dużą ilość chleba i przygotowaliśmy deskę serów na poczęstunek dla gości. Cieszyły się dużym powodzeniem co nas ogromnie ucieszyło.   Po kilku dniach tuż przed wyjazdem uczestnicy francuscy zawitali znów w naszych skromnych progach chcąc zakupić nasze sery. Jak powiedzieli: " Nie mogliśmy wyjechać bez tych pysznych serów". To wczoraj słuch o naszych serach przywiódł do nas Pana Roberta Makłowicza . Choć krótkie było to spotkanie jednak wyjątkowo miłe, oczywiście nie mogłam pozwolić by wyjechał bez serów w oliwie które mam nadzieje będą mu tak smakowały jak francuskiej stronie stowarzyszenia. Pozdrawiamy serdecznie i bardzo dziękujemy za tak miłą wizytę. Dla nas to ogromne wyróżnienie, że nasze sery tak smakują.Tylko ta moja choroba wciąż zabiera mi radość z życia.......Pozdrawiam





 

czwartek, 2 czerwca 2016

Sake

Dawno nie widziałam mojego przyjaciela. Za długo musiał na mnie czekać. Niestety został sam w Borownie kilka miesięcy temu gdy były mąż wyprowadził się do rodziców. Od tamtej pory cały czas o nim myślałam. I przy pierwszej możliwości wróciłam po Sake gdy byłam wczoraj w Częstochowie. Bałam się że mnie nie pozna, że nie da się złapać i będę musiała odjechać bez niego. Jednak myliłm się i kolejny raz intuicja mnie nie zawiodła. Sake od wczoraj jest już z nami a ja cieszę się ogromnie że mogłam odzyskać kolejne zwierzę które z takim bólem serca musiałam opuścić. Zawsze wierna jestem tym którzy są mi przyjaciółmi.Pozdrawiam Was bardziej pozytywnie.





wtorek, 24 maja 2016

A miało być kolorowo

Wokół mnie wszystko kwitnie, ptaki śpiewają, drzewa się zazieleniły, zapach roznosi się wokoło. Można powiedzieć żyjesz w bajce, otacza cię natura, znów zaczęłaś przygodę z wsią i jej urokami. Jednak życie nie jest takie kolorowe, czasem jedna decyzja może zaważyć na całym życiu. Podjęta decyzja kilka miesięcy temu o przeprowadzce do Ściborza była mimo wszystko dobrą decyzją. Wyrwałam się z miasta, przestałam się dusić. Nasz związek z Kamilem zacieśnił się mocniej, facet który spędził parę lat w małym pokoju przed komputerem ( bo zawód informatyka zamyka ich w czterech ścianach) otworzył go na świat i zaczął żyć naprawdę. Jego zdrowie jest coraz lepsze, samopoczucie i nie można powiedzieć pokochał życie na wsi. Poczuł smak swojskich smaków. Dlatego też nie mogę absolutnie żałować tej decyzji, pewnie w mieście wszystko by poszło w złą stronę. Tylko zawsze w takich decyzjach jest jakieś ALE. Zawsze! Bo nic nie może być w tym cholernym życiu normalne. Jak mam zdrowe dzieci, kochającego partnera który wspiera mnie psychicznie i fizycznie w moim sposobie życia, to musi coś wyjść na przekór. Wiele osób nie rozumie naszej tutaj współpracy z właścicielem posesji. Nazywają go moim pracodawcą. Jednak tak nie jest, umowa była prosta w zamian za prowadzenie Agroturystyki mieszkamy tu i dbamy o swoją cześć, my zarabiamy na zwierzętach i na gościach z wyżywienia a on za noclegi. Tylko niestety gości z noclegami jest więcej niż tych co też chcą posiłki. Doszli pracownicy od samego początku którzy pracują w Dolinie Ulgi wzmacniając wały. Mieli także jeść i tak było przez tydzień, następnie zrezygnowali. Podsumowując pracujemy za nic, musimy jeszcze się utrzymać płacić tu makabrycznie wysokie rachunki, płacić makabrycznie wysokie kwoty za ogrzanie ( ponieważ ponad 200m2 domu ogrzewa jedynie kominek z płaszczem wodnym tylko na drewno) a ogrzanie to kosztowało mnie od października do końca kwietnia prawie 6000 zł ! Niestety więcej inwestujemy tu niż zarabiamy, my tu praktycznie w ogóle nie zarabiamy. Doszedł od jakiegoś czasu problem z porozumieniem z właścicielem. Niestety wyobraził to on sobie kompletnie inaczej, na tyle inaczej że zaczynam czuć się jak jego sługa i czuję bat na plecach. Usiądź choć na chwilę przed domem , zrób sobie choć jeden dzień wolnego poczujesz od razu jakie to dla niego nie wygodne. Stres w jakim jestem od jakiegoś czasu i wilgoć w domu ( bo zanim go ogrzaliśmy minęło dużo czasu) doprowadziła do bardzo drastycznego powrotu choroby która tak dobrze spała sobie przez ostatnie  3-4 lata. Mimo, że na dawnej gospodarce pracowałam dwukrotnie więcej teraz praca wraz ze stresem doprowadziła, że mój organizm porostu nie wytrzymał. Nie tak miało to wszystko wyglądać, nie taka była umowa. Niestety sumy jakie daje ta agroturystyka jest tylko właściciela zarobkiem. Z czego więc tu żyć ? Zapachem kwiatów, szumem drzew i kolorem zieleni się żywić ? Kamil znów wrócił do ciągłej pracy przed komputerem bo co innego można robić gdy potrzebne są takie sumy na utrzymanie ? Tak więc skończyło się sielskie życie, moja radość też się skończyła dawno temu. Ja nie śpię nocami, chodzę ból momentami jest nie do wytrzymania, jestem teraz na 3 miesięcznej terapii Methotrexat-Ebewe. Niestety lek  jest z najsilniejszych na RZS, podaje się go też ludziom chorym na nowotwory złośliwe tylko w większej dawce. Biorę tylko 2 tabletki tygodniowo by mnie nie wykończył a pomógł na stawy. Badania krwi mam co 2 tygodnie bo niszczy leukocyty i wątrobę. Ciągle jestem u lekarzy, rezonanse za rezonansami. Jestem już zmęczona, wracam do domu chciałabym odpocząć psychicznie a czuje jak zawsze ktoś stoi za mną z batem i mnie pogania. To nie kwestia tylko tego, że trzeba czasem dla gości ugotować ( jak już przyjadą bo tłumów nie ma) ale przy zwierzętach zrobić, mleko przetworzyć  ( 40 litrów dziennie ) to jeszcze dbać o 3,.5 hektara parku, trawy, rabat kwiatowych i oczywiście remonty! Ciągłe remonty jak nie salon to pokój to zaraz wymyślą coś innego. Oczywiście naszymi rękoma i jakby po części z naszej kieszeni. Starałam się, długo się starałam to ogarnąć. tak! jest Łukasz jest ale on nie jest niewolnikiem nie będzie robił wszystkiego. To że ktoś stoi za mną z batem nie znaczy że ja będę nad nim tak stać. Starałam się to sobie tłumaczyć ale chyba mi się już wszystko przelało. Nie jestem leniem ale jak człowiek żyje cały czas w stresie to jaki ma to sens ? Inaczej się pracuje na swoim jak robisz coś wedle twojego uznania a co innego jak musisz dosłownie musisz o wszystko pytać, prosić i robić tak jak ktoś chce. Praca przy ziemi , kwiatach i reszcie zawsze dawała mi radość ale to było moje a nie robione pod okiem i nie daj Boże coś się popsuje zaraz jest problem i nerwy. Przecież nie tego chcieliśmy, prawda ? Czas chyba podjąć radykalne decyzje o zmianach. Tak by już cokolwiek się robiło to tylko pod własne dyktando i dla siebie. Czas chyba ruszyć do przodu. Czas by znów praca dawała zyski i radość a nie z bolączką oddawać komuś pieniądze które się samemu zarobiło.
Mam też prośbę do Was kochani, bo zawsze mogłam liczyć na Was i wspieraliście mnie tyle lat odkąd ten blog powstał.Nigdy się na Was nie zawiodłam i proszę Was roznieście wieści o moich serach, ich ilość mi rośnie w dojrzewalni. Klientów nie mam wielu bo przecież dopiero (znów) zaczynam a chciałabym choć na tym zarobić. Nie będę Wam słodzić jak to świetnie idzie biznes bo idzie ale bardzo wolno a nie oszukujmy się życie jest ciężkie i trzeba się utrzymać. Wierzę że moja prośba coś wskóra.
 Gorąco Was pozdrawiam.

piątek, 13 maja 2016

Smakowitości

Takie właśnie powstają u nas codziennie. Mała realizacja zamówienia. Oby smakowało :) I kwitnące za oknem bzy które powalają zapachem :)




Pozdrawiam