środa, 30 października 2013

Radykalne zmiany ?

Ostatnio dość często myślałam o zmianie otoczenia, w sumie od kilku miesięcy rozmawialiśmy o tym z Tomkiem, od wczoraj myślę już bardzo intensywnie. Moje otoczenie zaczyna być dla mnie drażniące, wieś zaczyna bardziej przypominać obrzeże miasta niż wieś a ludzie zachowują się coraz złośliwiej. Przeszkadza im mój styl bycia, moje zwierzęta. Nie są to  już tylko słowa rzucane ukradkiem jak na plotkarstwa przystało lecz zaczynają się złośliwości, chamskie ataki na mnie i ataki na zwierzęta. Od wczoraj zaczęła się ostra wojna z sąsiadem, kiedyś o nim wspomniałam jak jego psy przychodzą na moje podwórko i zabijają mi drób. Kilka razy zagoniły koźlęta i dobrze że byłam na miejscu bo nie wiem co by się stało. Tym razem moje dwie kozy upatrzyły sobie lasek na podwórku sąsiada gdzie zawsze znajdą sposób by się tam przedrzeć pod linką czy znaleźć słaby punkt w ogrodzeniu. Na mój pech od wczoraj coś nie działa mi pastuch i czasem kopnie czasem nie , musze to naprawić dziś z Tomkiem bo inaczej nici z wypasania. Ja wszystko rozumiem , wiem że to jest  mój obowiązek zabezpieczyć wypas by sąsiedzi nie mieli strat ale żeby do mnie takim chamskim językiem rynsztokowym wyskoczyć? Żeby mnie od dziadów, komuchów i idiotów wyzywać ? Na to chyba sobie  nie zasłużyłam. Ja nie wyzywałam na niego jak pozabijał mi jego pies w ciągu tygodnia 30 sztuk drobiu, człowiek poszedł rozmawiał prosił i mimo wszystko rozumiał bo to tylko zwierzęta. Niestety ja jestem tym dziadem co nie zrozumie kulturalnej rozmowy więc obuchem prędzej do mnie niż ludzkim szacunkiem i rozmową. Groził mi, że będzie szczuł swoje psy na moją zwierzynę i szybko mi to dziadostwo wytępi. Całość zaczyna mnie tu drażnić, ludzie są oschli traktują nas jak odczepieńców a w dodatku nie potrafią uszanować pewnych spraw. Zaczyna mi być tu za głośno za ciasno. Nie o metraż lecz o oddech i przestrzeń mi chodzi. Czuję że jestem ograniczona, że nie mam możliwości rozwoju. Od wczoraj szukam domu wszędzie gdziekolwiek byle by na uboczu gdzieś blisko natury bez nadmiernej ilości sąsiadów. Na razie orientuję się, szukam. Musze także skontaktować się z bankiem i zapytać czy byłaby możliwość przeniesienia kredytu hipotecznego na inną nieruchomość. Nie wiem czy podejmę się tego na razie dość intensywnie o tym myślę ale więcej jest na tak niż na nie. Oglądałam mnóstwo ogłoszeń ze zdjęciami i jestem w szoku  jakie są domy za niską w miarę cenę. Kiedyś 25 km od miasta było dla mnie maksymalne i wystarczające teraz już jest dla mnie za blisko i za ciasno. Martwię się o wszystko i czuję że jak czegoś nie zmienimy będziemy później żałować.

58 komentarzy:

  1. Monika strasznie to przykre co piszesz - sąsiad skończony idiota !!!!
    ja mam sąsiadów do przełknięcia, tylko jeden jest upierdliwy - chamski i traktuje mnie właśnie jak dziada ... bo przecież mam kozy !!!
    Trzymam kciuki za Wasze plany i głowa do góry !!!
    najważniejsze to znaleźć swoje miejsce na Ziemi.
    buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie MY BIEDAKI MY MIEĆ KOZY heheheh

      Usuń
  2. Biedna .........wiem jak to trudno musi Ci być ale pamiętaj,że gdzie indziej może być podobnie.
    Z prostakami trzeba jak z jajkiem.....Czy to w bloku w samym centrum handlowym gdzie ja mieszkam podobnie bywa.
    znowu gdzie indziej w domkach awantury o grilla albo ujadanie psów w nocy.
    Trzymaj się

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh ile ja już się nasłuchałam że mój pies ujada pod bramą że powinna iść na łańcuch!!! Ja mam swój spokój ale za stodołą przed domem zaczyna się robić miejskie życie albo ja już zaczynam przesadzać.

      Usuń
  3. Witaj Monika nie zazdroszcze takich sasiadów, ja mam spokój, choć rodzina sie dziwi,
    że mam kozy przecież to oznaka biedy, my tez czasem z mężem zastanawiamy się zeby domu
    nie sprzedac i kupic coś w innym wojewodztwie całkiem na uboczu, a ceny naprawde czasem śą smiesznie niskie ale człwoeik boi się na nowo wszystko zaczynać
    trzymaj się ciepło pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już od dawna o tym myślałam tylko mój mąż hamuje moje zapędy. Jakbym miała działać nie zastanawiałabym się ani chwili.

      Usuń
  4. Po tym wszystkim co napisałaś myślę, że to będzie dobre rozwiązanie. Nic na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  5. ech uciekaj stamtąd dziewczyno, szkoda zdrowia. Dzieci szybko się aklimatyzują a na debili nic nie poradzisz.
    Ech podesłałabym Ci miejsce fajne u mnie, ale tam dom to niestety ruina a całość za 95 tysięcy tylko, że nieduże bo jakos wszystkiego 63 ary chyba. Ale fajni ludzie i nad samą rzeczką pod lasem. Cisza i spokój w sumie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby Tomek usłyszał że kolejny dom do generalnego remontu uciekł by aż by się kurzyło ehhehe

      Usuń
    2. :D Pewnie by uciekł i to chyba daleko do Ciebie bo południowe Mazowsze :D
      Ale szukaj, może trafi się jakaś ładna perełka

      Usuń
  6. Moja "końska" koleżanka uciekła spod miasta, kiedy miasto zaczęło się rozrastać i wioska została niemalże wchłonięta. Przechodziły panie drogą i komentowały że im gówno końskie smierdzi i źle wygląda na posesji mej koleżanki! Przeniosła się więc dziewczyna z mężem i córeczkami na zadupie i jest szczęśliwa.
    Działaj, zmieniaj, do odważnych świat należy, a zresztą co ja ci to mówię, dobrze sama wiesz...!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie odwagi nie brakuje lubię działać i pokonywać przeszkody ale nie jestem sama i tu jest pies pogrzebany. Osobiście uważam że nic w życiu nie jest nieosiągalne a jeśli tylko jest chęć można osiągnąć to co się chce. Tylko jak wytłumaczyć to bliskim ? Sama muru nie przebiję.

      Usuń
    2. Znajdź argumenty. Rzeczowe, dobre argumenty, które trafią do twoich bliskich. Powoli ich przekonasz, jestem tego pewna!

      Usuń
  7. Z chama nie zrobisz "Pana" w tym przypadku czytaj normalnego sąsiada. Jak jego pies zagryzł Ci kury to trzeba było porządną, karczemną awanturę zrobić i o odszkodowanie wystąpić- wtedy by widział, że z Tobą nie przelewki są, a jak poszłaś i prosiłaś- to dla niego znaczy,że miętka jesteś i może sobie pozwalić i... sobie pozwala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. chyba trochę się z tym zgadzam... byłam grzeczna, mówiłam dzień dobry, prosze przepraszam i ledwo mnie zauważali na podwórku... aż tu razu pewnego słyszę jak do męża mówią: dzień dobry panie sąsiedzie... miły sąsiedzie itp... i pytam skąd ta odmiana. Otóż mąż jak się wkurzył to zrobił karczemną awanturę za obelgi niezasłużone i powiedział, że jeśli jeszcze raz coś takiego się powtórzy to psem poszczuje. A pies choć to był rottweiler to gryzł tylko sznurowadła i czasem moje buty... ale tego sąsiedzi już nie wiedzieli.
      To była moja pierwsza lekcja dobrych manier sąsiedzkich.... zapamiętałam. Teraz tez jestem grzeczna i uprzejma.... ale.....

      Usuń
    3. macie trochę racji, człowiek chciał żyć z ludźmi w zgodzie bo to przecież sąsiedzi na całe życie mieli być. Po wczorajszej awanturze chyba jednak dowiedział się że taka miła nie jestem. Krzyczał że mnie zgłosi że dostanę karę a sam ma nielegalny staw za który nie odprowadza podatku i psy wielkie co latają gdzie chcą. Chyba czas na wojnę by mieć jakieś prawa i o nie walczyć.

      Usuń
    4. rożnie bywa.... nie wiadomo czy traktują nas z lekceważeniem czy naprawdę mamy odczynienia z awanturnikiem.
      Mi się udało... przetrwałam różne szykanowania i udowodniłam, że w kaszę nie dam sobie dmuchać. Miła i uprzejma a jak trzeba to i zrzuceniem ze schodów zagrożę (hi hi... sama nie wiem skąd miałam odwagę aby to powiedzieć) ... teraz to by mi sprawę założyli za groźby karalne.
      Obecnie chyba nie zamieniłabym swoich sąsiadów na innych.
      Przynajmniej na razie (aby nie zapeszyć)

      Usuń
    5. Tu się dopiszę w zgodzie z poprzednimi wypowiedziami, niestety, niestety, czasami uprzejmością można sobie zaszkodzić u chama. Natomiast mocna wiązanka przekleństw donośnie wywrzeszczana( tym bardziej że masz rację i Twój sąsiad doskonale o tym wie ) mogłaby pomóc. Bo nawet jeżeli zdecydujecie się na przeprowadzkę, to przecież nie uciekniecie w 5 minut, i może warto ustawić sąsiada, żeby chociaż końcówkę pobytu mieć niestresującą.

      Usuń
    6. haha dobrze napisane, z oszołomami trzeba rozmawiać językiem, który rozumieją :D

      Usuń
  8. Przykre są takie sytuacje, człowiek nie chce zrozumieć człowieka i byle powód potrafi przerodzić się w zaciekłą wojnę :( Jak masz jeszcze siły i chęci- przeprowadzaj się. Człowiek musi mieć swoje miejsce. Jeśli tu gdzie jesteś nie czujesz się dobrze, a masz możliwość- działaj. Wiem, że jak się za dużo myśli, analizuje, żałuje tego co się włożyło już w to miejsce to decyzja staje się coraz trudniejsza, ale po latach, niestety można bardzo żałować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko tej pracy tutaj żal naszego wkładu siły zaangażowania ale przecież nic straconego można osiągnąć więcej jak się ma większe perspektywy.

      Usuń
  9. Wszystko się zgadza kochana... Tylko pamiętaj o jednym- nie ważne jak daleko się wyprowadzisz i na jakim odludziu zamieszkasz, zawsze możesz trafić na palanta... Wiem co mówię... z własnego doświadczenia! Ale faktycznie- im mniej ludzi dookoła tym oddech lepszy :-)
    Powodzenia Ci życzę!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Codziennie dziękuję Bogu, że wokół nas jest tylu życzliwych ludzi. Wrośliśmy w te nasze dwie wsie nie wiadomo kiedy Może na nasze Żuławy sie przeniesiesz? Tu nawet domu zamykać nie trzeba:-)))
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I w takim miejscu bym chciała żyć, gdzie człowiek ma przestrzeń poczucie bezpieczeństwa i oddech z każdej strony domu. Myślę że jest to osiągalne muszę tylko przekonać Tomka i działać bo życie się ma jedno i warto się rozwijać. Nie wiem co będzie tutaj za 5 lat może będzie to miejsce ciągłych wojen bo mam zwierzęta bo będzie im śmierdzieć i przeszkadzać. Już teraz zaczyna a co będzie dalej ?

      Usuń
    2. Ja tylko wiedziałam, że chcę mieszkać w pewnym oddaleniu od sąsiadów.Nawet tych najsympatyczniejszych. Bo jakbym nie potrzebowała tej przestrzeni wokół siebie - wolałabym już mieszkać w mieście. Bo i do sklepu blisko, i do kina, i dziecka nie trzeba wozić. U nas zwierzeta nikomu nie przeszkadzają - wszyscy coś hodują, zresztą załozyliśmy przecież wieś tematyczną "Żuławska wieś tradycji " - a hodowla to jakby nie było wiejska tradycja. Wiesz dlaczego po obejrzeniu kilkudziesięciu domów zdecydowaliśmy się właśnie na ten? Bo ten stał pusty, na środku pola i nie zginęło stąd nic przez dwa lata. Nawet żeliwna wanna w sadzie jak została tak stała. Zamki w drzwiach były żadne - mocniej popchnąć i się drzwi otwierały, okna ledwie się trzymały, a jednak miejscowi uszanowali cudzą własność. Dlatego zamieszkaliśmy właśnie tu. Jesli zdecydujecie się na przenosiny - szukajcie czegoś " na kolonii". Gospodarstwa na uboczu, ale w pobliżu wsi. Pogadajcie w sklepie, z sołtysem, w gminie. Trzymam kciuki
      Asia

      Usuń
  11. No to niewesoło :( ....my z kolei, dopiero jak przeprowadziliśmy się na wieś( oczywiście to nie jest taka prawdziwa wieś, bo są tutaj zaledwie dwa prawdziwe gospodarstwa) odetchnęliśmy. Tu mamy na prawdę wspaniałych sasiadów. A w mieście, w bloku, mieszkaliśmy obok alkoholiczki, która wiecznie tłukła swoje dzieci. Byliśmy wykończeni. Jak się aż tak bardzo meczysz to nie ma na co czekać, bo życie i tak jest bardzo ciężkie na gospodarstwie a tu jeszcze sąsiad idiota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak kupiliśmy ten dom pewna kobieta w PKS-ie powiedziała do mojej mamy że nie za dobre miejsce wybraliśmy do życia. Że ludzie z tej wsi są zawistni i ciężko się tu żyje. Myślałam wtedy że jakaś ta kobieta nawiedzona chyba wiedziała co mówi.

      Usuń
    2. Widzisz sama, sąsiedzi najważniejsi. Mój pewien znajomy powidział mi, że on wybierał dom pod kątem sąsiadów, rozmawiał z ludźmi, rozmawiał, i dopiero kiedy stwierdził, że sąsiedztwo mu odpowiada, osiedlił się. I nie narzeka do tej pory, a Niemcem jest więc różnie mogłoby być. Ale jest dobrze.

      Usuń
  12. My mamy to szczęście, że nasz dom jest nieco na uboczu. Możemy dosłownie robić co nam się podoba, hałasować, palić ogniska, pracować do późnej nocy itd.
    Jednak z drugiej strony, zwłaszcza o tej porze roku gdy dni są krótkie to moja żona nie lubi być sama w domu. W takich momentach przydałaby się obecność sąsiadów żeby czuć się nieco pewniej.
    Każda sytuacja ma swoje plusy i minusy, jednak z perspektywy czasu i z tego co słyszę od innych ludzi o sytuacjach między sąsiadami to chwalę sobie nasz dom i jego położenie.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia,
    Tomek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomku ja chyba teraz bardziej obawiam się sąsiada niż twoja zona bycia samej w domu. Tym bardziej że jedna kobieta strzegła mnie że ten człowiek jest nie obliczalny i żeby mi przypadkiem stajni ze zwierzętami nie podpalił :/

      Usuń
    2. może wiedziała co mówi... strach

      Usuń
  13. Monia, tam gdzie jesteśmy My to i jest dom Nasz i to jest prawda, więc nie zastanawiaj się jak na coś sensownego natrafisz, moze gdzieś w mojej okolicy hihihhihi.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeśli Cię miasto dogania uciekaj tylko dobrze miejsce wybierz bo na uboczu nie zawsze miejsce jest dobre zobacz jak się Indianka szarpie i ile problemów ma z sąsiadami...Poszukaj na Podlasiu było coś do sprzedania nie tak dawno w okolicy Kresowej zagrody.. A swoją drogą ucieczka z własnego domu nie zawsze jest rozwiązaniem i zmierzły sąsiad powinien znać swoje miejsce bo Ty masz prawo żyć jak chcesz a jemu nic do tego jeśli tylko żyjesz w zgodzie z prawem. Ja bym go po prostu miała w nosie bo zależna od niego nie jesteś.... Trzymaj się

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kur bym mu nie darowała bo dobro sąsiedzkie stosunki nie nie oznaczają, że masz się zgadzać na straty. On powinien je wyrównać...

      Usuń
  15. Nie wiem czy to kewstia bliskości miasta czy po prostu chamów sąsiadów/sąsiada. Ja mieszkam 4 km od granic Łodzi i sąsiedzi są bardzo pozytywni. Część prawdziwych rolników, część mających po prostu domy pod miastem. Jeden z takich sąsiadów ostatnio przyszedł mi powiedzieć nawet, że kozy mi zwiazły, bo widział przez okno i nawet chciał ze mną je łapać. Ale fakt takie siedlisko na Podlasiu to marzenie. Jednak z kredytem do spłacenie ciężko tam będzie, bo wiadomo jest taniej, bo nie ma pracy i ludzie opuszczają domy...smutna rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podlasie piękne miejsce ale chyba ze względu na brak pracy nie dla nas, za to ostatnio trafiłam na coś niesamowitego w miejscowości Pacanów a przecież wszystkie kozy i tak zmierzają do Pacanowa :D

      Usuń
  16. Trudna sytuacja a najgorsze jest to że może byc jeszcze gorzej.Życzę znalezienia tego wymarzonego miejsca i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  17. A w ogóle to powodzenia niezależnie od tego, gdzie Was życie poniesie. Węża naszykuj, strażackiego, znaczy. Abo gaśnicę. Jak się nie przyda, to dobrze, a jakby sąsiadowi jednak odwaliło konkretnie, będziesz przygotowana.

    OdpowiedzUsuń
  18. U as spokojnie, wojen nie ma, ale już dwa domy dalej - są. Ale kobieta tam jest psychiczna i dzieci nią straszą;) Wszyscy wiedza, że wariatka, współczują sąsiadom. My dziękujemy Bogu za naszych;)

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja kocham swoje Podlasie :) Sąsiadów mam fajnych, zaakceptowano nas dość dobrze, mimo, że jesteśmy "odmieńcami". Co do pracy - to zależy jaka. Specjaliści i tutaj są poszukiwani, wszelkiej maści: elektrycy, budowlańcy, hydraulicy. A mając już takie doświadczenie, moglibyście zostać rolnikami całą gębą i żyć z tego, co sami9 wyhodujecie i zrobicie. Ewa wspominała, że znaleźli chętnych na sery i inne ekologiczne produkty. wiem, że w Białymstoku ekologiczne warzywa są poszukiwane. A tereny u nas (na północnym Podlasiu), jak i na południowym - piękne, ziemia tania i łatwo znaleźć gospodarstwo na uboczu. Tam, w pobliżu Hajnówki, tworzy się już niezła kolonia "odmieńców" - Ewa, Kamphora, Iskierka i kilku innych. U nas tylko my, ale za to silni! Też mieszkamy na uboczu, robimy, co chcemy, a gębę potrafię drzeć bardzo malowniczo i jeszcze grozić rzucaniem uroków! Po co masz się szarpać, stresować, kiedy można żyć jak w bajce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie ja mam takie podejście, po co się męczyć? Po co ograniczać swoje możliwości? W wielu miejscach za o wiele niższą cenę można kupić dom drewniany w dobrym stanie ( o takim marzę!!!) z dużą ilością ziemi wokoło. To po jasną cholerę tutaj ściubać męczyć się i wciąż tkwić na tym samym poziomie ?

      Usuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. Oto coś w bliskim sąsiedztwie, nawet bardzo mi się podoba http://allegro.pl/show_item.php?item=3643580714, Możecie sami przyjechać i się rozejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę ale miejsce i ile ziemi i lasów !!!! Ja bym już jechała tylko jak dobrać słowa by przekonać i namówić rodzinę na zmiany?? Ludzie się boją dla nich to od razu remanent generalny życia dla mnie to tylko przejście o krok do przodu. Chyba tak szybko nie dam się zniechęcić i może uda nam się wreszcie zmienić swoje życie na lepsze, bo by było lepiej tylko brak ziemi nas ogranicza i cisza która jest dobrym atutem do działań. Bo przecież jeśli nie będę miała więcej ziemi i możliwości np. w tym że sąsiedzi zaczną się buntować to co więcej będę mogła osiągnąć? Żyje się raz i raz tylko można zrobić coś więcej by móc zmienić swoje życie, później będzie jeszcze trudniej i jeszcze ciężej zmienić miejsce. Póki dzieci małe można działać.

      Usuń
    2. Jesli czujesz, że miejsce nie to, czujesz się skrepowana i ograniczona. A dokładnie czujesz, że to nie to i oboje z mężem chcecie zmiany, to nie ma się nad czym zastanawiać (bank powinien być otwarty). My przez 8 lat nie poczuliśmy się dobrze w UK, mieliśmy dobre prace, przyjaciół ale to nie było to i nie żałuję zmiany, chociaż bym chlem z wodą, a raczej kozim mlekiem miała żyć to postaram się do UK nie wracać.

      Usuń
    3. I dom drewniany tam jest w dobrym stanie i od ludzi daleko... A są inne podobne propozycje, to tylko przykład. A do jezior augustowskich raptem kilkanaście kilometrów... Mąż może po prostu zobaczyć coś takiego, nie zobowiązująco. Może się zakocha?

      Usuń
    4. o rany.. u mnie tyle to hektar kosztuje a gdzie jeszcze budynki...
      Gdybym miała podobną sytuację i możliwość to pewnie bym się długo nie namyślała. Ładne toto no i sporo ha

      Usuń
  22. Oj tak .... Dobry sąsiad to błogosłwieństwo od Boga - wiem coś o tym. Mieszkam na strasznym zadupiu potocznie zwanym Pustkowie, to taka kolonia przy małej wiosce, jest tam 5 domów. Domy są od siebie oddalone o dobre pareset metrów, nie gwarantuje to jednak nijakiego spokoju. Mamy na tym pustkowiu taką jedną rodzinę która wojuje z wszystkimi i o wszystko, - byle tylko jakaś wojna była. Kierunek ataków zmienia się cyklicznie, my obecnie mamy spokój (od jakiegoś czasu), ale wiemy z doświadczenia,że to tylko chwilowy brak zainteresowania (przyjdzie kolej i na nas) ...
    W swoim czasie sąsiedzi dokuczyli nam okropnie, strasznymi pomówieniami, oskarżeniami i złośliwściami - ... szkoda gadać. Najgorsze jest to, że jak mówią Ci co tam mieszkają od maleńkości, sytuacja ta ciągnie się już od pokoleń. To pieńactwo przechodzi niestety z pokolenia na pokolenie, z matki na córkę, - taki obłęd udzielony, nienawiść do innych z mlekiem matki wyssana (bo to kobity tam wiodą prym), ... smutne to bardzo
    Staram się tłumić w sobie i mojej rodzinie złość i nienawiść jaka się rodzi, ucinać wszelkie pomysły na odwet - bo to nie ma sensu ... Tłumaczę im,że to chorzy ludzie, ... ale każdy ma swój próg tolerancji i wytrzymałości. My mamy na razie spokój i oby jak najdłużej ...
    Tobie Moniko życzę abyś podjęła mądrą decyzję,... i siły Ci życzę,... i cierpliwości dużo :)
    Pozdrawiam ciepło i mocno przytulam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Moniś na maila napisałam :)
    a teraz jeszcze zapraszam do mnie...oderwij się troszkę od problemów codziennych i zapraaszam po wyróżnienie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Moniko, nie jesteś odosobniona w tym zwariowanym świecie. Już nie raz słyszałam o tym, jak "jaśnie państwo" na wsi dokucza tym, co chcą coś robić.
    My may dość miasta i życia w nim, ale i ludzi, zdemoralizowanej młodzieży i tego, że lepiej nie będzie. A przecież dzieci wychować trzeba.Właśnie szukamy działki, najlepiej na maleńkiej wsi, albo z bardzo rzadką zabudową. Na zachód od Częstochowy są wymarzone miejsca za ludzkie pieniądze...
    Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zazdroszczę tym co mają i fajne miejsce, i sąsiadów fajnych....
    U mnie nie do końca to, co chciałam. Sąsiedzi ujdą, przynajmniej większość "rolniczy" mniej lub bardziej, ale ziemi nie mamy i nawet jeśli bym chciała coś hodować, to prócz kur i ze dwóch kóz nie da rady. U nas problemem jest praca. Żadne z nas nie ma wolnych zawodów, kredyt jest spory więc tzreba się trzymać pracy. O ile ja, na razie z Absorberami, to mój K. musi zarabiać na nas wiec sie nie ruszamy. A marzy mi się parę hektarów, zwierzaki i cisza....
    Jeśli możesz, to rzeczywiście zbierz argumenty i spróbuj przekonać. Twarda babka z Ciebie- dasz radę! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  26. Moniko, trzymam kciuki by udało Ci się zmienić miejsce zamieszkania. Wierzę, że Ci sie to uda. Szukaj ogłoszeń i pokazuj fajne miejsca swojej Rodzinie. Może któreś z nich spodoba im się.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. Monika, na podlasie zapraszam, już ktoś to napisał też!!! Szukam sąsiada do zamieszkania na odludziu! A rodzinę trzeba urabiać bardzo dłuuuugo! Faceci boją się tak radykalnych zmian. Wiem coś o tym. U mnie 3 lata trwa i kosztowało mnie to wiele zdrowia. Ale już coś się ruszyło... Pozdrawiam. Monika S.

    OdpowiedzUsuń
  28. Monika, mam podobne odczucia.Mieszkamy na naszej wsi 6 lat.Jak tu się wprowadziliśmy byliśy zachwyceni.Po mieszkaniu w kawalerce we trójkę to nam się zdawało że mamy wielką działkę i wielki dom, a tak naprawdę mamy małą działęczkę i sąsiadów tuż za płotem.Poza warzywami nie ma szans tu na jakąs hodowlę,za mało miejsca no i sąsiedzi by nas zjedli.Pies który czasem zawył do przychodzących pod płot dzików był już dużym problemem,a naprawdę ujadał rzadko...
    No i ciągle rozmawiamy o tym,że to jednak nie jest nasze miejsce na ziemi.Ale ciągle hamuje nas hredyt hipoteczny no i nasz syn, ma 5 lat,właśnie zaczął szkołę,ma tu kolegów,zal nam Go stąd wyrywać,bo to Jego cały świat.Ale wierzę,że prędzej czy póżniej uciekniemy na lekkie odludzie gdzie będziemy mieć swoje kury,może kozy....
    Trzymam kciuki,żeby Tobie się udało... :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Witaj, Przykre to co piszesz, ale niestety ludzie tacy są, zaściankowość, chamstwo wszędzie. Mieszkam na wsi, ale na kolonii i to jest duża zaleta, chcesz do ludzi wsiadasz na rower, do auta jedziesz. Na podlasiu jest domów na koloniach, jeśli masz możliwość szukaj i wyprowadzaj się !

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.