niedziela, 10 lutego 2013

Zaległe filmy

Witajcie, smutna i nudna niedziela już za nami :) Nie wiem jak wy ale ja nie cierpię niedzieli, nic zrobić nie można a w tv same nudy heheh :) Za to dziś zaczyna się normalny dzień kiedy ja mogę działać. Znów naszły chłodne zimowe dni i noce ale jeszcze kilka dni temu było w miarę fajnie i pogoda trochę nam przypomniała wiosnę. Wybrałyśmy się więc na spacer :)

video

video


Jednak człowiek uczy się całe życie, ostatnio poznałam interesującego człowieka który bardzo dużo wie o hodowaniu drobiu. Prowadząc rozmowę prywatną na pewnym forum dowiedziałam się, że moje jaja nadały by się tylko do konsumpcji gdyż kaczor którego posiadam to brojler i jest bezpłodny. Kaczuś musi trafić zatem do gara na obiadek lub na sprzedaż a trzeba zakupić nowego piżmowego dorosłego kaczorka. Możliwe że od marca- kwietnia znów zaczną się nieść to może z nowym partnerem będzie szansa na małe kaczusie. Zatem każdy brojler jest bezpłodny i teraz przynajmniej wiem co robić i jak to robić by nie doznać kolejnej porażki heheh. Widać ręka człowieka nie jest wstanie stworzyć zwierzę idealne by rosło i mogło się rozmnażać szybciej jakbyśmy tego chcieli. Ja tam stawiam na naturę więc i teraz trzeba poszukać dobrych gatunków indyków, gęsi i kaczorka.... o nim nie zapomnijmy :) Dowiedziałam się także, że indyki brojlery padają po 8 miesiącu na zawał :-/ no a ja mądra chciałam zostawić na rozród :-/ Dobrze że jest możliwość poznawania tak interesujących ludzi którzy służą radą :)
Od wczoraj wciąż dręczą mnie myśli co zrobić i jak, by mieć tą swoją upragnioną krowę? Kwestia pastwiska nie jest nieosiągalna ponieważ sąsiad ma hektar i sam prosił bym te swoje kozy tam puszczała. Kwestia utrzymania prędzej wchodzi w grę ale siano mam od znajomego po dość dobrej cenie a krowa po wycieleniu zacznie na siebie przecież zarabiać. Mleczko, sery, cielęta zawsze można zarobić tym bardziej że w mojej okolicy na mleko krowie jest dużo chętnych, za to na kozie nie ma wcale. Obliczając sobie tak wszystko w głowie wychodzi mi, że musiałabym dwie kozy sprzedać i tegoroczne koźlęta. Dołożyć parę groszy i zakupić młodziutką kilku tygodniową jałóweczkę. Sprzedaż kóz tyczy się rogatych które dość waleczne mają charakterki i muszą być w osobnych boksach gdyż biją dotkliwie inne kozy bezrogie. Zostałabym więc na 4 kozach i krówce. W takich realizacjach zawsze jest ziarno niepewności, czy się uda? Czy na siebie zarobi ? Czy warto ryzykować ? Tylko ta myśl o własnej krasuli jest tak silna, że nie daje mi spokoju.....

10 komentarzy:

  1. a to biedne te indyki :(

    a takie mleczko i masełko od krówki to zapewne wspaniała sprawa, ja z miasta to tylk oczasem mam szanse jajeczka od kurek dziadka kosztowac ale jajka te mają oprócz smaku swój urok poniewaz sa zielone :) musze się upomniec żeby mi na wielkanoc podrzucił nie trzeba ich malować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaja zielononóżek mają taki kolor i są wyjątkowo smaczne :)

      Usuń
  2. Krowa zawsze jest cennym nabytkiem , ale jeszcze więcej Ci przybędzie roboty , ja mam tylko ptactwo ozdobne , ale aby się gdzieś wyrwać trzeba pokombinować , kto ma do nich zaglądać ,kozy też bym chciała ale .....no właśnie .
    Pozdrawiam Ilona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracy mi zawsze mało :) ale tak na poważnie to taka praca jest dla mnie ogromną przyjemnością, z chęcią bym kogoś najęła na prace w domu byle by tylko uciec do prac na dworze i do zwierzaków ehhehehe

      Usuń
  3. Wiesz, nie każdy się w niedzielę nudzi! Myśmy przetransportowali belkę siana z Zaprzyjaźnionej Stodoły przez ten śnieg, świeżo spadły - przekopując się miejscami - i już nam było na cały dzień wesolutko.

    Taka kilkutygodniowa jałóweczka to wielkie ryzyko. A jak Ci padnie..?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego miała by paść ? Ogólnie z doświadczenia znajomych hodowców wiem że młode są oddzielane od matek i pojone mlekiem z wiader. Najczęściej podaje się mleko zastępcze dla cieląt po odkarmieniu przez matkę siarą.Starsze jałówki bo już bardzo duża kwota jak dla mnie na razie nie osiągalna :) Oczywiście krówka paszportem bo ja mam rejestrowane stado i nadany numer gospodarstwa :)

      Usuń
  4. ja tam optymistycznie w przyszłość patrzę!kurcze skoro kóz,kur i królików tyle masz i radzisz sobie doskonale to i z cielakiem dasz radę!moja babcia od zawsze ma krowę i po ocieleniu małe zawsze są chwilę na dojkach a później z wiadra-tak jak piszesz.wiec naprawdę bierz się z życiem za rogi-wierzę całym serduchem że Twoje serducho ogarnie i to;)POWODZENIA!!!

    ps.jak tam rzucanie palenia??

    OdpowiedzUsuń
  5. Monika oby sie wszysko udało:) Jestem dobrej mysli bo z tego co czytam na Twoim blogu to jesteś juz doświadczoną "hodowczynią". Ja wczoraj leniuchowałam bo ostani tydzień byłam w pracy od 7.00 do 19.00 więc mam juz dosyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu inaczej jest \pracować u kogoś inaczej jak u siebie swoim tempem i w tym co się lubi. Dlatego dobrze że (wy)leniuchowałaś wolne!!!

      Usuń
  6. Sama sobie odpowiedziałaś - czy trzymać krowę: są chętni na mleko, ser i masło! Ktoś mi kiedyś powiedział, że krowa je tyle, co cztery kozy, jeżeli zmniejszysz ilość kóz, to docelowo może się okazać, że pracy Ci troszkę ubędzie. Skoro to Twoje marzenie, to jego realizacja z Twoimi umiejętnościami i pasją powinny Ci przynieść wiele satysfakcji i korzyści. Tego Ci zresztą życzę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.