wtorek, 7 stycznia 2014

O sensie życia na wsi

Życiowa prawda , jak bywa czasem trudno mówić o tym co nas przytłacza.
Moje i mojej rodziny życie na wsi wypełnione jest radością z naszej decyzji ale czy zawsze było tak kolorowo? Pamiętam zakup domu, ogromne plany radość i krzywe miny rodziny która łapała się za głowę co za ruinę kupiliśmy. Pamiętam krzątanie się po domach z małym dzieckiem będąc w ciąży z Borysem bo dom nie był gotowy a ja nie miałam gdzie mieszkać i Tomka śpiącego przy -20 stopniach w tej naszej ruinie bez ogrzewania. Pamiętam przeprowadzkę i męczący remont przez który o mało bym synka nie straciła. Pot, brud i ciągle za kierownicą samochodu wożąc pracowników i rodzinę która starała się nam pomóc w tym całym bałaganie. Pamiętam także pierwsze dni w domu  niedokończonym remoncie i pierwsze 3 lata łazienkę z gołymi ścianami i zimnem przeszywającym przez dziurawe ściany, grzyb i brak finansów na remont. Pamiętam także ciągłe męczące nas długi które do dziś staramy się zakończyć w spłacaniu , ciągłą tułaczkę i bieg za regulacją rachunków. Tomka pracę która była tak dobrze płatna a na złość od czasu przeprowadzki zaczęła się uszczuplać, zmęczenie od ciągłej pracy i brak czasu dla siebie dla rodziny w tym całym wariatkowie. Pamiętam o chorobie która zbiła mnie z nóg uniemożliwiając samodzielny ubiór, picie kawy i ciągły ból nie dający nawet w nocy się wyspać, pierwszą naukę dojenia i płacz z bólu dłoni. Ciągłą poranną walkę, że musze wstać by iść nakarmić kury i Melę. Pamiętam pierwsze nauki uboju, płacz po nocach i te sny które mnie przeszywały. Mimo wszystko dużo mnie to kosztowało. Później nadszedł dzień w którym obudziłam się i poczułam że od tego dnia może iść mi życie z górki. Niestety wraz z planami przyszły kolejne dołki, przekonywać wokoło ludzi że to co robię i co chcę Bardziej Mocniej Rozwijać nie jest idiotyzmem. Rozmowy z Tomkiem by mnie wspierał bo nawet on czasem wątpił w to co robię i sens. W tych czasach jak człowiek nie ma etatu i co miesięcznej byle jakiej ale jednak pensji regularnej mało ma do powiedzenia i mało jest warty. Ja szłam do przodu na prawdę wierzyłam w to co robię, że ma to sens że przyniesie mi wreszcie dochód i nie tylko będzie cieszyć ale także da się z tego utrzymać. Szło ciężko w przekonywaniu, batalie o kupno kolejnego balotu siana czy worka zboża. Nie ma co się dziwić jedna mała wypłata męża mnóstwo długów i rachunków dwójka dzieci a na dodatek wciąż szukanie dodatkowych pieniędzy na żywienie zwierząt. Nie zapomnijmy o remontach stajni czy ogrodzeniu. Grosz do grosza.... Do głowy nie przychodziło nam o wakacjach, o wyjeździe do rodziny bo po prostu nie było nas nigdy stać na to. Ok! kupmy baloty siana Ja nie potrzebuję butów te się sklei a kurtkę cóż z tego że ma 10 lat i ten rok się nada. I tak było w kółko, nie wiem czemu tak bardzo w to wierzyłam czemu aż tak się upierałam odmawiałam sobie wszystkiego byle by iść do przodu. Nie traciłam wiary mimo że było ciężko. Jasne na blogu piszemy o radościach czasem wspomnimy o smutkach ale nigdy nie otworzymy się do końca. Może to wstyd może tutaj mamy prawo żyć w swojej bajce. Pamiętam jednak najbardziej o tym jak podnosiłam się i szłam do przodu mimo że bolało że nauka była ciężka ja szłam do przodu. Zaczęłam pisać blog jak już przeszłam całe to pasowanie na gospodarza i upartego człowieka. Ja nosze swój "garb" przeżyć na plecach, odcisnął on na mnie swoje piętno jednego mnie nauczył BY NIGDY NIE REZYGNOWAĆ DLA PIENIĘDZY ZE SWOICH PLANÓW I ŻYCIA W KTÓRYM JESTEM SZCZĘŚLIWA". Wolę tylko latem jeść swoje pomidory niż cały rok objadać się sklepowymi. Tak samo jest z pieniędzmi... wolę raz w roku mieć ich więcej i cieszyć nimi gdy sobie coś kupię czy dzieciom niż cały rok wydawać je i nawet nie zauważyć, że sensu mi nie dają ani radości żadnej. Oby mój post nie był zbyt nabity wolę by w prostocie dał coś do myślenia. A jaki ja chcę dać komentarz pod swoim postem ? A taki że niczego nie żałuję i z radością noszę tego swojego garba bo dzięki tym przeżyciom wiem że nic w życiu nie jest wstanie mnie  złamać jeśli tylko uśmiechnę się prosto w twarz przeciwnościom losu. Pozdrawiam

24 komentarze:

  1. Bardzo prawdziwie to napisałaś, my jesteśmy właśnie na rozdrożu, którą drogę wybrać i wiem, że ta o której piszesz będzie trudniejsza, ale życie chyba prawdziwsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tym co już zdążyłam przejść na wsi jako mieszczuch uczący się wszystkiego od początku wiem że ta droga nie jest łatwa wiem ile jeszcze przede mną ale czy życie nie polega na tym by żyć prawdziwie normalnie i zgodnie samym ze sobą nie ważne że trudniej ale prawdziwie. Tą drogę którą wybrałam wybrałam najtrudniejszą mogłam przecież kupić mieszkanie w bloku , dzieci posyłać do przedszkola i żłobka pracować 8 godzin dziennie i niczym się nie przejmować. Tylko czy byłabym szczęśliwa ? Czy poczułabym smak warzyw owoców jaj serów i mięsa jaki mają na prawdę smak, czy byłabym tym samym człowiekiem ? Myślę że byłabym bardziej próżna i małostkowa i niczego bym się w życiu tak na prawdę nie nauczyła.

      Usuń
    2. To wszystko teraz przede mną...Dziękuję Bogu ze dał mi tą szansę...Wierzę że jej nie zmarnujemy!

      Usuń
  2. Mieszkam na wsi dwa i pół roku. Piszę bloga od początku od momentu przekazania kluczy. Piszę o złych sprawach z przymrużeniem oka, bo nie chcę się użalać, ale czasem jest naprawdę źle. Mamy oboje pracę (ja od niedawna, a jeszcze w tym czasie miałam wypadek) i też jest nam ciężko. Ja bardzo lubię to co robię i dobrze mi z tym, ale mam również zamiar działać na wsi. Bardzo wierzymy w to, że się uda. Też był pot, łzy, choroba, bezsilność i bezradność. Właściwie wciąż te stany powracają, kiedy np. nie ma czym ogrzać domu, albo kiedy deszcz pada nam na głowy w sypialni. Jednak mimo wszystko nie żałujemy naszej decyzji. Nie chcemy kisić się w mieście w bloku. Chcemy walczyć o swoje marzenia i o to, żeby może za parę lat udało się stworzyć cudne, wymarzone gospodarstwo. Chociaż uboju nigdy u nas nie będzie - to już dziś jest pewne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie rezygnuję z Górnej Chaty dla pieniędzy lub przez ich brak. Górna Chata to miejsce gdzie zrozumiałam co jest dla mnie najważniejsze. MOJA RODZINA. Mąż i dzieci. Tutaj na Górnej Chacie pojęłam że to nie jest ścieżka mojej rodziny. Zawsze będę wdzięczna Kasi i Leszkowi za to że dali mi możliwość aby to zrozumieć. Nie znam słów, które mogłyby wyrazić podziękowanie za to, że odnalazłam na nowo cel. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Izo raczej miałam na myśli rezygnację ze względu na problemy finansowe a nie dla pieniędzy. Jeśli to jest twoja droga i masz cel nie ma nic ważniejszego w życiu jak bycie pewnym ! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rezygnuję bo ja Górnej Chaty nie czuję. To nie jest moje miejsce. Podziwiam wytrwałość, sam nie jestem lekkoduchem i zawsze byłam silna. Jednak jeżeli nie czuję, że moje wysiłki składam w odpowiednim miejscu to muszę wyjechać. Jest wiele zależności życiowych przez, które wyjeżdżam i zapewniam was wszystkich, że problemy finansowe to pikuś :)

      Usuń
  5. Witaj :) Od kilku miesięcy podczytuję już Twojego bloga, ale jest to pierwszy mój komentarz na nim. Jesteś niesamowitą kobietą, każdy Twój post czytam z zaciekawieniem i uznaniem. A ten post jest mi szczególnie bliski, gdyż moja droga jest podobna to Twojej. Już od 3,5 roku mieszkam na stałe na wsi. I tak, jak to się mówi - powoli i do przodu ;) A wraz z nowym rokiem postanowiłam założyć też bloga, aby mieć między innymi większy kontakt z osobami takimi jak Ty, rozsianymi po całej Polsce. A może i w swojej okolicy takich poznam przez internet, kto wie. Pozdrawiam i powodzenia życzę w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam więc serdecznie oficjalnie :) Nie mogę się doczekać jak założysz bloga i podasz link na pewno będę śledzić z zaciekawieniem. Myślę że ta Niesamowitość to po prostu Normalność której tak nam brakuje w ludziach w tacy czasach. Zwykły normlany człowiek cieszący się z życia i pracy blisko natury.

      Usuń
    2. W tym tygodniu założyłam. Wczoraj sprawdzałam jeszcze różne opcje i jako tako doszłam z bloggerem do ładu. W takim razie podaję link do mojego bloga http://wedrujacaradosc.blogspot.com/ :) Tak, chyba właśnie takiej Normalności szukam, rzecz rzadka w dzisiejszym społeczeństwie.

      Usuń
  6. Hej, a co ja mam powiedzieć, jak mi się związek rozpada i nie wiem czy wrócę do miasta (o zgrozo!) czy zostanę sama na wsi?
    Myśle, że prócz pieniędzy ważny jest Ten człowiek obok nas. Jeśli to, co nas ze sobą łączy jest dobre i silne, da się radę, nawet z problemami finansowymi.
    Niestety, jeśli zostaje się samej z marzeniami, to już gorzej....

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesteś wspaniałą ,mądrą i silną kobietą...cóż mogę więcej dodać...tylko to ,że od początku,poznania Twojego bloga podziwiam Cię...

    OdpowiedzUsuń
  8. ...i co tu napisać.. chyba to ze każdy z osobna ma rację. Bo każdy wybiera swoja drogę, jesli ja oczywiście odnajdzie ale tez zdarza sie ze stwierdzamy że to nie to, że wybraliśmy źle wiec nie brniemy dalej. Ty Moniko jesteś pewna ze wybrałaś dobrze. Treśc tego posta potwierdza, że jesteś silną kobietą, robisz to co kochasz pomimo że to bardzo ciężka praca. Nie idziesz na łatwiznę.Jestem pewna że Twoje dzieci maja na wsi te prostote, której brakuje teraz w miastach. Cywilizacja i pogoń za pieniądzem i posiadaniem rzeczy powoduje, że dzieciaki często sa nastawione roszczeniowo i konsumpcyjnie. nawet te kilkuletnie. Dziwny to świat gdzie gina wartości, cele. Ale wierzę, że proste życie i ciężka praca pozwala nam docenić przyrodę, zdrowe jedzenie, naturę. To wszystko ma Twoja rodzina na wsi. Wiesz że jestem waszym oddanym kibicem :) Pozdrawiam Noworocznie, Ewa

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj,każdy z nas wybiera taką drogę jaka mu odpowiada...owszem na wsi mieszka się cudownie(mieszkam na wsi od 40 lat czyli od urodzenia) ale ważniejsze od zdrowego powietrza(pod warunkiem że wieś jest mało ucywilizowana a to dzisiaj rzadkość)..ważniejsze od "swojskiego"pomidora czy mleka jest to czy jestem szczęśliwa....jeśli "tego"czego szukam nie znajduję w urokach mieszkania na wsi to rzecz jasna wybieram miasto...namawianie kogokolwiek do czegokolwiek nic nie da bo każdy swoje życie musi przeżyć po swojemu..pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękny i prawdziwy wpis. Bardzo ważne, aby ktoś nas wspierał w tych działaniach,choć jedna osoba. Ja do tej pory spotykam sie z pukaniem w czoło, ale co tam moje życie , mój wybór. Zdrowia i wytrwałości w tym Nowym Roku życzę. Pozdrawiam Monika

    OdpowiedzUsuń
  11. Aż mi się łezka zakręciła w oku, gdy to czytałam. Uczucia, które wplatasz w ten tekst są mi tak bliskie...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Na twojego bloga trafiliśmy z mężem przypadkowo,czytając widzieliśmy samych siebie,na wieś przeprowadziliśmy się w sierpniu 2013r,dom do tej pory nie jest jeszcze wyremontowany,łazienka katastrofa,a rodzina....takrze złapała się za głowę co za ruinę kupiliśmy.Mamy marzenia,plany i dążymy do nich choć jest trudno,ale przezwyciężymy to i tak sobie mówimy damy rade.Finansowo też różnie jest.W lato jest tu tak pięnie że nie wyobrażamy sobie życia już w mieście.Planujemy mieć własne warzywa sery i mięsko,mamy zamiar kupić wiosną kozy,kury,króle i oczywiście dla mnie bardzo ważne posiadać konia i mam nadzieje że latem i on zagości w mojej stajni.Jak się rozpisałam.Jesteśmy z wami.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem pełna podziwu, bo sama to i chciałabym i boję się...

    OdpowiedzUsuń
  15. Podziwiam Cię i zazdroszczę tej odwagi. Sama mam teraz tak potężny dylemat, nie umiem sie w tym świecie już odnaleźć. Cudowny świat sobie stworzyliście, myślę,że rozumiem Wasze podejście do świata.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję bardzo. dzięki takim wpisom jak Pani nabieram ochoty do działania i wiary w to, że małymi kroczkami mogę osiągnąć wiele.
    Kocham życie na wsi i nie zamieniła bym tego nigdy na miasto.

    OdpowiedzUsuń
  17. Witaj, ja niedługo też przenoszę się na wieś. Po 2-óch latach ciężkiej pracy w Anglii od której trochę posiwiałem kupiłem sobie dom z bala sosnowego i 80 arów ziemi. Mam własny sad i kawałek lasu brzozowego. Niestety zabrakło pieniążków na dokończenie remontu. Mógłbym się wprowadzić, ale chcę żyć na poziomie, więc wróciłem do UK. Co prawda mój dom był w dobrym stanie od początku, ale nie miał łazienki, a poza tym chciałem zmienić układ pomieszczeń. Miałem sporo problemów z podłączeniem wody i takie tam. Teraz liczę miesiące do powrotu z UK. Niestety, chyba szybciej niż za rok nie przeprowadzę się. Pociesza mnie tylko to, że mam 23 lata i całe życie przed sobą. Więc zdążę się nim nacieszyć na tej spokojnej wsi. Zawsze byłem trochę dziwny i pomimo młodego wieku uwielbiam spokój, ciszę i nienawidzę wyścigu szczurów. Jestem samotnikiem. Życie miejskie i chodzenie do pracy mnie wykańcza psychicznie.
    Jeżeli chcesz bardzo poprawić swoją sytuację to może też zastanów się nad krótkim wyjazdem. Ja za pierwszym razem byłem w UK 4 miesiące latem, nie znałem języka i oszczędziłem prawie 15.000 złotych. Pomyśl, kilka miesięcy męczarni i poprawa bytu na kolejne pięćdziesiąt lat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i jeszcze tylko dodam taką radę dla wszystkich. Nigdy nie wchodzić w kredyty. Zawsze jest inny sposób, aby poprawić swój byt. Z kredytami człowiek nigdy nie będzie wolny (chyba, że je spłaci po kilkunastu latach) i zawsze będzie na smyczy. Pamiętajcie, lepiej zbierać puszki na śmietnikach niż włazić w kredyt będąc osobą ubogą lub pracującą dla kogoś. Bank was wydoi a na koniec wypluje i zlicytuje. Najlepszym przykładem są teraz frankowcy

      Usuń

Dziękuję za komentarz.