czwartek, 23 stycznia 2014

W mroźne dni wpadam w nałóg.

Nadeszła wiekopomna chwila.... no mamy wreszcie zimę. Mocno przymroziło, śniegiem troszkę sypnęło  chociaż wciąż odczuwam niedosyt na wzgląd ogromnej skąpości natury! O lepieniu bałwana więc na razie mowy nie ma ale przynajmniej ziemię skuło na beton co ułatwia pracę przy zwierzętach i nogi tak nie bolą od napięcia by się przypadkiem nie rozjechać. Od razu lepiej się czuję, mimo mrozu. Opatulam się w podwójne spodnie , podwójne skarpety dwie ciepłe kurki czapkę i rękawiczki i mogę działać. Wraz z rozwojem pracy krew lepiej krąży w ciele i ciepło aż pulsuje w żyłach. Aura sprzyjała porządkom więc zabrałam się za prace w stajni bo trochę zaległości w postaci obornika składowanego przy drzwiach zewnętrznych się nazbierało, niestety taczka już swoje przeszła i odmawia posłuszeństwa przy błocie. Teraz mogłam wywieść na ogród kilka taczek i oczyścić wokoło bo aż lepiej się zbiera słomę przed budynkiem jak lekko zamarznięta. Kilka zaległości odrobiłam. Po pracy miałam wracać do domu ale widok taplających się gęsi w krystalicznych kałużach mnie zatrzymał. Ziemia zmarznięta na kamień ale już słońce wyżej świeci więc śnieg z dachu zaczął się topić spływając rynnami tworząc ogromne czyste kałuże które jak wyszło okazały się dobrym miejscem na toaletę dla gęsi. Z brudnych od błota wręcz szaro czarnych znów ukazały się moim oczom śnieżnobiałe gąski szczęśliwe i trzepotające skrzydłami w wodzie. Widok dość bajeczny :))) Co do gąsek ukazały się ostatnio dwa piękne gniazda w ich boksach a wśród słomy znalazłam 6 ogromnych jaj !!! Zaczęły się nieść, niestety jaja nadają się tylko do spożycia gdyż zarodki nie mają szansy wytrzymać przy takiej temperaturze. Gęsi widać nieszczęśliwe i bardzo agresywne gdy zbliżam się do gniazd a ja mogę tylko je przeprosić i zjeść smaczną jajecznicę nad ranem. Pierwszy raz widziałam gęsie jaja, na prawdę nie wiedziałam że są aż tak duże :)) Widać w wielu kwestiach nadal wychodzi ze mnie mieszczański laik !! Odbiegając od prac w obejściu a kierując się w stronę duchowości i umysłu chciałam zaznaczyć że znów wpadłam w ten wspaniały jednak tak czasochłonny nałóg. Czyli książki!!! Nie mogę czytać  ale jak już czuję wewnętrzne napięcie i jakąś wypożyczę z biblioteki tak wchłania mnie to w otchłań nałogu. Tendencyjne zatracam się ;) Będąc w mieście wpadłam do Biblioteki Miejskiej wypożyczyłam kilka romansów historycznych ale przede wszystkim to co mnie totalnie wciągnęło czyli Chirurgia Weterynaryjna, Anatomia zwierząt i Rozród zwierząt gospodarskich. Wszystkie te księgi są szczegółowe aż do bólu wraz z fotografiami co koi moją ciekawość. Ja już obsesyjnie podchodzę do tych spraw, obiecuję sobie że teraz zbieram informacje uczę się ale kiedyś jak już dzieci podrosną a ja będę mogła zainwestować dla siebie trochę czasu pójdę na te studia. Nie dla papierka, nie dla zawodu dla siebie samej!
Pozdrawiam

11 komentarzy:

  1. Studia w Polsce stoją na duzo wyzszym poziomie niż w Anglii, więc z pewnością coś ci dadzą ;-)) Ja miałam weterynarię studiować ale za duzo się napatrzyłam w szpitalu koni na Słuzewcu lata temu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam znajomą weterynarza i bardzo sobie chwali, ale wiem,że bardzo mało ośrodków w Polsce...ostatnio u nas w Poznaniu otworzyli- zapraszam! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na bałwana zapraszam do mnie. Tutaj śniegu dużo i mróz -22 dziś akurat. Co do nałogu, to chyba jedyny dobry nałóg, co niesie same pozytywne skutki. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. przyjeżdżaj na Podlasie Moniko... u mnie śniegu pod dostatkiem
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  5. Weterynaria to moje niespełnione marzenie. Też liczę,że kiedyś...może?
    P.S.
    U mnie na tapecie parazytologia weterynaryjna, hehe....:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Monika weterynaria to studia dzienne, a jak masz gospodarstwo i dzieci to ciężko byłoby to pogodzić. Chyba, że gdzieś jest coś zaocznie?? Ja też zdawałam na weterynarię, nie dostałam się i poszłam na zootechnikę. Nie polecam. A poza tym Ty masz taką wiedzę praktyczną, że nie potrzebujesz pobierać tych nauk. Pozdrawiam!
    P.S. Korzystaj z tego nałogu, bo za chwilę czasu na to już nie będzie. Wiosna=praca.

    OdpowiedzUsuń
  7. uczyć się trzeba, co się lubi, wtedy to się samo dzieje;)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie mrozisko i wiatrzysko.Śniegu też brak i już mam dosyć zimy.Pozdrówka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Witaj,od jakiegoś czasu już czytam twojego bloga,i bardzo mi się podoba po za tym jesteśmy troszkę do siebie podobne,Ja od niedawna właściwie od lipca mieszkam na wsi także niedaleko częstochowy,rzuciliśmy życie w mieście i podążyliśmy za marzeniami,ja kocham konie i mam nadzieje że już wkrótce zagości u mnie na stałe konik,jak na razie jeżdżę do stajni i tam spędzam czas w towarzystwie koni,kozy też mam zamiar mieć twoje są śliczne,my na razie poszukujemy kózek,dom jeszcze w całkowitym remoncie ale do wiosny niedaleko więc remont będzie na całego,mam póki co króliczka zyzia i dwa koty,przymierzaliśmy się do gęsi ale nie wiem jak to z ich hodowlą jest,co do kur sprawa oczywista że będą,na razie zgłębiam wiedzę robienia serów z mleka koziego,chleby także wypiekam,więc jesteśmy torszkę do siebie podobne,ale się rozpisałam.Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.