wtorek, 4 marca 2014

Kalejdoskop

Jak to w życiu, nie może być dobrze musi się zawsze coś sp.....ć. Już było dobrze, nawet dziś przyszła paczka od Gabrysi z bloga "Archanioły i ludzie", specjalnie przez nią uszyta szatka dla Czarnulki która miała spiąć ją w pasie. Za co jej bardzo dziękuję !!! Było dobrze do popołudniowych godzin gdy z minutę na minutę smutniała, chowała się w kątach, nie reagowała na nawołania jej córci- Malutkiej. Najeżona i markotna leżała i nie chciała wstać. Dałam jej owsa- ledwie co skubnęła, zmierzyłam więc gorączkę i tu był pies pogrzebany. Gorączka wysoka- dałam jej na zbicie i zadzwoniłam po weta- oczywiście dziś nie mógł przyjechać. Jutro mam jechać rano po antybiotyki do niego, podejrzewam że to stan zapalny macicy. Wydala z dróg rodnych biało-krwistą ciecz, normalnie powinna się oczyszczać ale to jest kremowe. Zapach niby nie ropny ale jednak sam kolor mówi za siebie. Podałam jej wapno i witaminy z domieszką magnezu, potasu, witaminy K i żelaza. I czekam do jutra. To czekanie mnie zaczyna strasznie irytować, nie wiem ale jeśli ja byłabym wetem po prostu bym przyjechała by pomóc natychmiastowo. Pewnie bym na tym nie zarabiała ale zdrowie zwierzęcia jest ważniejsze niż ilość banknotów w portfelu. Mój wet jest dobry w tym co robi ale złapać go to cud. Mam nadzieje że ją z tego wyciągnę bo nie wyobrażam sobie innego finału. A tak poza tym brakuje mi rąk do pracy, gonię za pracą jak pies za ogonem. Od rana na nogach do późnego wieczoru. Zjeść czasu nie ma a jak jestem już w domu to gotuję, sprzątam i piorę. Odczuwam brak haremowego karmidła do pojenia koźląt, jak jedno ssie butle drugie włazi mi na głowę, trzecie odganiam ręką by nie przeszkadzało temu co pije i między czasie czwarte ssie mi palce. Każde chce, każde woła a ja jedna :) Nie powiem moment karmienia maluchów jest dla mnie ulubionym , te machające ogonki mnie powalają :) Zabiera mi to sporo czasu a resztę nie da się nie zrobić. Na przykład pech spalenia się żarnika w oświetleniu w stajni , po ciemku to nie praca tylko wariacje co wynikiem było wbicie sobie ( jakim cudem? nie wiem!) wideł w udo. Oj bolało ale zmotywowało mnie wleźć na drabinę i przeciągnięcie kabla i zamontowanie lampy na żarówkę. No mam normalne światło!! :) Jak człowieka weźmie cholera to i zrobi coś na czym się nie zna hehhehe Nie powiem stracha to ja miałam, by nie spalić wszystkiego :) Ale udało się, dało radę ? Dało! Chyba powinnam zaopatrzyć sobie apteczkę w zastrzyk przeciw tężcowi,  jakiego ja mam pecha to głowa za mała :) Ze zmęczenia człowiek robi różne głupie rzeczy, a to coś walnie gdzie popadnie i szuka tego jak głupek później albo położy grabie na ziemi a później w nie wdepnie i niczym komediowy idiota zszokowany rozgląda się co go walnęło w głowę :D Takie durnoty to ja potrafię robić!!! Jednak cały dzień w pracy, jedzenie w biegu między czasie obwiązki domowe i odpoczynek dopiero przed 22 daje swoje znaki. Jednak chyba nic mnie tak nie zadawala jak dobrze wypełniony dzień pracą, brakuje mi tylko słońca i ciepła. Tego mi brak, łatwiej się pracuje w cieple i kwitnącej wiośnie niż w pejzażu jesiennym gdzie zimno mroczno i wilgotno.
Pozdrawiam

9 komentarzy:

  1. No masz Ty Babo placek. Monika uważaj na siebie dziewczyno, wiem coś o tym zabieganiu i robieniu głupot. Mój palec załatwiony przed świętami nadal spuchnięty i bolący. Musimy mieć zdrowe ręce i widły tudzież grabie niech się trzymają od nas z daleka :) Mam nadzieję, że ten wet dotrze na czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko , szybko i masz ci Babo placek :)

      Usuń
  2. A to weterynarz nie podał jej czegos przeciwzapalnego, na wszelki wypadek? Przecież tam bakterie musiały powłazić. Jeśli chodzi o tężec, to moja Kamphora się tarzała, nadziała się na coś i w rezultacie miała głęboką ranę kłutą, na łopatce, chyba do kości, a ja od razu po weta dzwoniłam, zeby przyjechał i dał zastrzyk przeciwtężcowy. Lepiej dmuchać na zimne. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście że dostała, wcześniej podał jej osłonowy antybiotyk na macicę i przeciw zapalny. Jednak to ją nie uroniło, niestety moja ingerencja była dość dosadna przez kilka godzin. Mimo dezynfekcji rąk coś pewnie się dostało. Mam nadzieje że będzie dobrze, dziś się ma lepiej chodzi nie jest najeżona. Po południu mam jechać po antybiotyki odebrać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rany. Znowu coś się dzieje. Trzymam kciuki za Czarnulkę, a Ty na siebie uważaj.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaopatrzyć apteczkę w zastrzyk?? A nie lepiej iść raz na 10 lat do przychodni, zapłacić 30 zł i się po prostu zaszczepić??
    Co do roboty to z jednej strony "głupich" robota lubi :P ale ja wiem, żeś nie głupia tylko pracowita i Ci zwyczajnie zalezy :)
    A ze wsi kogoś do pomocy się nie da nająć? Chociaż do tego gnoju?
    Co do kozy to trzymam kcikuki a weta to bym zagryzła.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uważaj na siebie :* Jak tymi widłami tylko drasnęłaś skórę, to rivanol i tribiotyk , a jak wbiłaś głębiej to śmigaj po zastrzyk i to w podskokach bo strach.
    Trzymam kciuki za czarnulkę, niech bidula wraca do zdrowia:*

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzeczywiście dzieje się...:(
    Oby Czarnulka doszła do siebie, a Ty uważaj na siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Och dziewczyno, jak ja Ci współczuję! Trzymaj się! By wszystko u Ciebie się naprawiło!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.