piątek, 4 października 2013

W pędzie...

ostatnio żyję, brak mi dnia, brak światła. Nie mogę się przyzwyczaić nie tylko do krótszego dnia ale i do tego zimna które mnie dosłownie paraliżuje. Ubieram się już jak Eskimos przy pracach na dworze. Po trzy pary skarpet, trzy bluzy i nadal mi zimno. Nie wiem chyba szoku termicznego dostaje mój organizm. Pracy na dworze za to dużo a ja w tym wszystkim jestem sama. W raz z nową pracą Tomka ja zaczęłam wstawać w nocy, zawożę go co drugi dzień i jego kolegę do bazy na zmianę z żoną kolegi. Wstaję więc długo przed świtem a kładę się późno by nadrobić obowiązki domowe i wyrób serów. Mam szczerze już dosyć jego nowej pracy, no nie mam chłopa w domu. Wraca bardzo późno nie raz nawet po dwudziestej a ja biegam i biegam. Brak mi już tchu, zawsze wspólnie działaliśmy teraz Tomek nie ma na nic czasu bo wciąż w pracy a jak nadchodzi weekend w tym samym biegu nadrabiamy to co trzeba na dworze zrobić. Ok! ja mam dużo obowiązków ale co ma on powiedzieć ? Serdecznie mi go żal, spadł z deszczu pod rynnę i widzę że mimo jego twardego stąpania po ziemi i zaparcia brakuje już mu siły. Mimo wszystko cieszymy się, że ma ta pracę bo w tych czasach znaleźć ją tak szybko to dar szukającego i szczęście. Mimo pędu mam spokój psychiczny ze względu na dzieci, ziołowe leki pomagają. Niestety 3/4 przedszkola od 2 tygodni choruje a moje się trzymają. I niezmierny spokój psychiczny daje mi to że moja córka ma koleżanki ( wreszcie ją zaakceptowały!!!) i nauka dzięki temu idzie jej jak z płatka.  Pisałam jakiś czas temu co się działo w przedszkolu jak jej dzieci dokuczały, szczypały ją i popychały ale po całej akcji gdy zaprosiłam przedszkole do nas na wizytę w zagrodzie ich stosunek do niej się zmienił radykalnie. Niestety dzieci wynoszą z domu zdanie rodziców a zdaniem rodziców my byliśmy brudasami i dziadami bo przecież mamy gospodarkę i  zwierzęta a mimo że nikt u nas nie był i nie widział stwierdzono że pewnie u nas syf całkowity. Na szczęście dzieci są mądrzejsze i chłonniejsze i po radosnej wizycie wypitej szklance mleka i zjedzonym kawałku sera zmieniły zdanie i zaprzyjaźniły się z moją córką. Najśmieszniejsze jak rodzic może wpłynąć na dziecko, moja córcia zawsze jest czysta, schludnie i ładnie ubrana , nie mówiąc o pasji kupowania ubrań mojej teściowej córa ma przepiękne ubranka a nazywały ją brudasem. No nic taki paradoks :))) Ja za to byłam mądrzejsza , awantur nie robiłam wiedziałam z której strony zadziałać. Wracając do prac, jestem na etapie stania na drabinie na wysokości 5 metrów i przybijania desek do uszczelnienia stodoły przed zimą, sąsiadki pukają się w głowę jak mnie widzą ale ja mam to w nosie. Na co mam czekać na śnieg? Musze zrobić to co mój mąż nie może a zwierzęta muszą mieć ciepło. Ku mojej uciesze zawitał u mnie wczoraj mój tato i pomógł mi przy paśnikach bo pewnie bym je dwa dni sama robiła. We dwoje jednak praca idzie sprawniej.

 
 
 
Jestem na etapie robienia projektów rozbiórki stodoły i z otrzymanego materiału zrobienia nowej koźlarni i osobnego budynku dla drobiu wodnego. Stodoła w swojej budowie ma zdrowe deski i krokwie ale jest za wysoka i ciepło ucieka, jeszcze w tym miesiącu będziemy robić zaniżony sufit w boksach by było im ciepło ale od marca ruszamy z budową wiaty na pastwisku na okres wypasowy a w tym czasie rozbierzemy stodołę i będziemy budować nową piękna stajnię. O to projekty które podpowiedziała mi książka "Hodowla kóz" Helmut Kuhnemann :)

 
Dziś zaczynam prace przy budowie paśnika na zewnątrz, w okresie zimowym moje kozy cały dzień chodzą po dworze. Nawet w mroźne  dni nie chcą siedzieć w stajni, są hartowane stopniowo każdej jesieni po prostu nie są zamykane a dzięki temu zimą nie chorują. Dlatego co roku mam problem z marnowaniem siana na dworze , dotychczasowo dostawały siano w kastach teraz będzie na to specjalny paśnik którym dziś mam zamiar zrobić.
Nie pytajcie jak mój kręgosłup i ręce na to reagują, nie jest łatwo ale daję radę :))) Tylko pozytywne myślenie i jedna koncepcja, że zimą odpocznę. Ups!!! robi się późno lecę zaprowadzić dzieci do przedszkola i znów doi pracy. Trzymajcie się ciepło i zdrowo! Pozdrawiam

13 komentarzy:

  1. Jak masz czas pisac, to jeszcze nie jest źle ;-)) A na powaznie, nie zahetaj się na amen, uwazaj na zdrowie!
    Fajnie że dzieciaki po wizycie zmieniły stosunek do córki, niefajnie ze dorośli im głupoty do głowy wbijają, głupoty bo nawet nie stereotypy...
    Ja zaraz jadę po baranka ;-))

    OdpowiedzUsuń
  2. wpadam tak tu do Ciebie od czasu do czasu :) taka miła odskocznia od miasta w którym żyje :). Bardzo dobrze wymyśliłaś z dziećmi i dobrze, że już Twojej córeczce dobrze w przedszkolu. Z pracami ciężko, więc trzymam kciuki i ciepło pozdrawiam w ten mroźny (nawet umnie) poranek .

    OdpowiedzUsuń
  3. Monika, na zdjęciu zobaczyłam Twoje owieczki, no i chciałam zapytac co z nimi??? Bo nie pamiętam...one są młode czy kotne czy do zjedzenia? Tak mi się myśl o kilku swoich pląta po głowie. Fajny pomysł z paśnikiem

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj, w październiku będą dopuszczone do tryka , są na rozmnożenie .W tym roku nie mam swojego tryka więc jadą do tryka Jakuba na ruję.Za rok na pewno kupię nie spokrewnionego , chcę rozmnożyć je na ubój.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za odpowiedź, u nas facet sprzedaje tzn ogłasza się o jagnięcinę ( ubój na życzenie) w cenie 230 zł za szt. około 4o kg...ale sama nie wiem...a jak mięso będzie nie dobre to co??

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam za Ciebie mocno, mocno kciuki, żebyś miała duuuuużo siły i samozaparcia, by to wszystko udźwignąć. Przesyłam też od siebie troszkę energii, by wspomóc Cię choć wirtualnie w tak wielu obowiązkach. Trzymaj się ciepło! I zdrowo! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. jak zawsze głowa pełna pomysłów i REALIZACJA w toku !!
    :)
    projekty zapowiadają się świetnie :)
    a to, co napisałaś o przedszkolu...PODOBA mi się Twoja POSTAWA i to jak problem rozwiązałaś :)
    to Ty się zdrowo trzymaj!! :)
    pa pszczółko!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Moniko, ja pozostaję w nieustannym podziwie dla Twojego zapału i pasji z jaka podchodzisz do każdej pracy i swoich planów. Musi Ci byc bardzo trudno, bez pomocy męża a i On z pewnością sie martwi, że praca zabieram mu tyle czasu. Mimo to sie nie poddajesz, robisz kolejne plany. Brawo! Pan Bóg błogosławi tym, którzy sie nie poddają. - tak mówi moja Mama. I tego Wam życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję ci Ewo za dobre słowo! Nie jest łatwo tym bardziej że prócz pracy na dworze mam obowiązki jako matka i pani domu, to wszystko nakłada się ze sobą tak w czasie ( bo przecież dzień taki krótki już) że ciężko to ogarnąć. Mimo wszystko robię to w pełni z pasją i radością pewnie inaczej bym dała sobie z tym spokój.

      Usuń
  9. Dzieci potrafią być okrutne i podłe - to tak jest jak dorośli gadają o kilka słów za dużo;))) Fajnie jednak, że mała ma kupele, może tym razem to dzieci dadzą rodzicom do myślenia;)))
    Uważaj na siebie, ale co ja piszę???? - i tak mnie nie słuchasz, robisz, co chcesz;))))...
    Twój mąż ma trudny teraz czas, bardzo mu kibicuję, bo robota ciężka, a jest przy tym ambitny i akuratny to i pewnie się nie oszczędza. Obyście byli zdrowi wszyscy, i Wasze kozy takoż;))) Całusy Wam zasyłam, Kochani, nie dajemy się i radzimy sobie - to nasza dewiza;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj je u nie jest łatwo , nie raz widziałam jak układają kostkę brukową i nie zazdrościłam chłopakom teraz tak mojemu Tomkowi nie zazdroszczę, ciężka praca a jak dobrze ujęłaś sprawę Tomek się nie oszczędza. Dokładnie ile to osób mi gada , zwolnij daj sobie odpocząć a ja uparty człowiek ciężko mi do rozumu przemówić :DDDDD Trzymaj się także zdrowo, trzeba trzymać gardę bo by nas stres pochłoną :DDD

      Usuń
  10. Co sie z tymi dziecmi dzieje...? Smutne to bardzo, ale mysle, ze dzieci zle sie nie rodza, niestety wynosza wszystko z domu. A Ty na genialny pomysl wpadlas! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj bardzo cię podziwiam za twój zapał do pracy, którego mi czasem brakuje, ale musze sie zmobilizowac bo jak Mela i Nela się okocą to bedę miała więcej pracy.Bo przy owcach nie ma aż tak dużo choć myślałam też czy ich czasem nie doic .
    U nas w przedszkolu dzieci nawet nic nie mówia moim, panie przedszkolanki chętnie opowiadają dziecią o zwierzętach, nawet ostatnio byli u dziadków jednej z dziewczynek byli przy krowach, pili mleko.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.