środa, 13 marca 2013

Podsumowanie dnia w koziej zagrodzie

I tak.... wciąż pada śnieg jakby nam było mało zimy...... Mimo tak zimnej aury moje kozule radośnie biegają po całym okólniku jakby się szaleju najadły :))))

Obgryzanie klatek dziś było ich najlepsza zabawą :)

Misia rośnie jak na drożdżach, szybko przerośnie swoją małą mamę...

Po wygłupach na zimnie najlepiej wygrzać się przy mamie .


Już nie jesteśmy tacy mali by się w trójkę zmieścić!!! :)

Piękne mam pończoszki !!!
Dobrze pojeść i iść spać ....

Dobrej nocy !!!!

18 komentarzy:

  1. Ech... Cudnie jest gdy w zagrodzie hasają maluchy! Zawsze tak jakoś człowiekowi lepiej się robi na duszy! Jak zwierzęta się rodzą to znaczy że dobrego mają gospodarza, a Tobie w tym roku obrodziło :-)
    Gratuluję!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrodziło pięknie i zdrowo :) A jak tam twoje koźlęta i kózka ? zdrowe ?? :)

      Usuń
  2. uwielbiam wejść do Ciebie po całym dniu;) Tyle dobrej energii, spokoju i ciepła;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wyobraź sobie jak mi sielsko co dzień siedzieć z nimi i wyciszać się, bawić z maluchami, głaskać je do snu i zmywać ślinę bo koza upodobała sobie moją twarz do lizania hahah :D

      Usuń
  3. boże jakie te małe są piękne :) takie ślicznoty szare, po prostu cud miód i orzeszki :)
    U mnie śniegu już ze 20 cm i ma padać do niedzieli :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszmy się że od poniedziałku ma wrócić wiosna !!!

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy fotoreportaż i aż miło się ogląda taką fajną gromadkę. Za dwa tygodnie prawdziwa wiosna, to dopiero będzie się działo! Zwykły?(niezwykły) dzień a tyle radochy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczności.
    Moja Babcia Teodozja byłaby zachwycona.
    Niech zdrowo rosną w ciepełku (ma być w weekend jeszcze -10 !)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają tam cieplutko :) stajnie są docieplone :) Dba się o nie dba :)

      Usuń
  6. Aż się serce raduje od takiego widoku:))
    Maluchy cudne:))
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. I takie maleństwa juz tak szybko na dworze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  8. Najważniejsze jest hartowanie, czyli stopniowe przyzwyczajanie.Najgorsze jest przegrzewanie, ja staram się by żyły zdrowo. Oczywiście są hodowcy większego kalibru co trzymają maluchy pod lampami by im było ciepło, ja tego nie stosuję i jak dla mnie jest to nienaturalne. Później występują przeziębienia, zapalenia płuc u zwierząt.Jak na innych blogach możną wyczytać o przegrzewaniu koni które od potu są aż mokre i brudne.....Szkoda zwierza, to moim zdaniem bez sensu tak jak ich przekarmianie nadmierną ilością zboża. To nie trzyma się sensu. Mam nadzieje że nikogo nie urażę kto w taki sposób trzyma zwierzę gospodarskie ale takie jest moje zdanie. Moje maluszki pod lampą bynajmniej nie są, a już w drugim dniu otwarte były drzwi na okólnik i co jakiś czas wychylały się, to matki zdecydowały kiedy małe wypuścić na dwór i trzymam się ich instynktów. Pierwsze dni jak maluchy zrobiły krok na dwór matka przeganiała do stajni. I tu cała mądrość ludzka by uczy się od mądrzejszych. Instynkt jest instynktem a człowiek działa już dawno za jego granicą. Przegrzewając dzieci w czteroskładowym beciku lub co gorsza w nieprzewietrzonym domu by przypadkiem maleństwa nie przegrzać. okrzyk rodziców: "jejku ona ma zimne stopki!!!"- doprowadzały mnie do obłędu ;) Tak więc trzymam się tego co natura mówi, nakazuje i wskazuje a odpukać w niemalowane jeszcze żadne przez ostatnie lata zwierze u mnie nie chorowało na żadne dolegliwości przeziębieniowe hehhehe :) Dlatego też spójrzcie na Misię okryta jest puchem jak owca, biega jak szalona całą zimę przy -10 C jakby było lato, bo jest zahartowana, nieprzegrzana, nieprzejedzona... po prostu zdrowa :)))) Pozdrawiam serdecznie i przepraszam Dorotko że pod twoim postem taki mój długi wywód ale jakoś mnie tak natchnęło :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dokładnie tak jak z dziećmi,nie ma nic gorszego jak przegrzewanie ...ja swoich synów hartowałam od niemowlaka ,teraz starsze moje "chłopy" mają już po naście lat i może w swoim całym życiu byli chorzy z 2-3 razy(nie przesadzam).

      Usuń
  9. Przecudowne!!!:)Jestem zaskoczona tym jak one już urosły ,jak na drożdżach!
    Dużo pracy Moniko wkładasz ale taki widok pewnie rekompensuje cały trud!:)
    Wszystkiego dobrego.
    Agnieszka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pobiegały,poszalały,,,i wróciły do domku.Nie ma jak u mamy.Jak dzieci.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.