sobota, 13 lipca 2013

Cała historia

Pomyśleć, że przed wczoraj byłam załamana i zapłakana stanem dziecka, że przygotowywałam się na jego długi pobyt w szpitalu i rekonwalescencję. A tu synek już w domu :)
Jak ta cała historia się zaczęła? Zbliżał się termin zdjęcia gipsu, w poniedziałek pojechałam do chirurga.Lekarz zlecił na środę rentgen i wizytę. Po prześwietleniu rączki w gipsie wyszło na jaw, że rączka nie tyle że się nie zrosła ale kość przesunęła się o 40 stopni.Skierował nas na drugi dzień do szpitala. Nie umiem opowiedzieć co czułam gdy zdjęli mu gips. Byłam przerażona i zrozpaczona, Borysek miał tak krzywą rączkę, że nie dało się tego nie zauważyć.Lekarz zlecił operację.Chciał nas przyjąć tego samego dnia ale poprosiłam o jeden dzień zwłoki.Musiałam ogarnąć wszystko, pomyśleć co z córką jak ze zwierzętami. Pojechałam do domu. W domu tylko płacz i aż mnie ściskało na samą myśl o szpitalu w Częstochowie. Nie gnę do modlitwy ale jedną osobę którą szanowałam i uwielbiałam był Jan Paweł II w myślach poprosiłam go o pomoc. Po godzinie przyszło mi na myśl by zadzwonić do Kliniki prywatnej w Częstochowie i poradzić się w znalezieniu dobrego chirurga dziecięcego. Byłam w szoku jak pani z recepcji powiedziała, że właśnie dziś przyjmuje na ul. Worcella lekarz który jest ordynatorem Ortopedii w Chorzowie. Zaznaczyła że lekarz jest jednym z najlepszych w Polsce i do niego zawsze tłumy czekają pod gabinetem.Nie zastanawiałam się ani chwilę ubrałam synka, zabrałam całą dokumentację leczenia i pojechałam do Częstochowy. Była godzina 20.30 gdy czekałam już pod gabinetem. Wiedziałam, że nas przyjmie ponieważ ten lekarz przyjmował tego dnia tak długo aż do ostatniego pacjenta.Po godzinie byliśmy już w gabinecie, lekarz obejrzał prześwietlenie i od razu dał skierowanie na oddział w Chorzowie do natychmiastowej operacji. Zapytał tylko czy dam rade dojechać już dziś, nie zawahałam się. Od razu zadzwonił i powiadomił pielęgniarkę oddziałową, że mamy się tam pojawić i Borysek ma być do rana przygotowany do operacji.Powrót do domu 21.30 szybkie dojenie karmienie i pakowanie. 23 wyjechaliśmy na miejscu byliśmy o 1 w nocy. Przyjęcie na odział trwało dosłownie 5 min!!! Noc przespaliśmy na podłodze pod łóżeczkiem syka który spał błogo nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji. Rano już pobrano krew na badanie i o 10.10 rano trafił na blok operacyjny.  Dwie godziny stresu , chodzenia w kółko.... Gdy wyjechał z sali zobaczyłam jego uśmiech. I te słowa zostaną w mojej pamięci: -Mamo miałem operację, wiesz?? :) Poczułam jakby z pleców mi zlazło coś ciężkiego, czułam że jest już bezpieczny, że nic mu nie grozi.Tomek został z Boryskiem na oddziale ja wsiadłam w samochód i wróciłam do domu. Była godzina około 18 jak dotarłam na miejsce. Po 36 godzinach na nogach miałam wrażenie, że lunatykuję. Zabrałam się do pracy, trzeba było wydoić kozy które rano nie były dojone, nakarmić i zrobić sery.Wieczorem siedziałam do późna, nie mogłam zasnąć czułam jak adrenalina jeszcze krąży w mojej krwi. Jak się położyłam po 23 zasnęłam od razu.Rano zajęcia jak co dzień plus kastracja koziołków z pomocą znajomego  które są przeznaczane na ubój. Przed godziną 12 Tomek zadzwonił informując mnie, że Borysek dziś będzie wypisany.Musiałam szybko nadgonić zajęcia , zjadłam coś na biegu wsiadłam w samochód i pojechałam do Chorzowa. I tak o 19 byliśmy w domku. Cali i zdrowi i przepełnieni radością, że synek już jest z nami. Jak można było do tego doprowadzić? Jaki lekarz zakładał mojemu dziecku gips bez nastawienia i i kontroli po 5 dniach gdy zeszła opuchlizna? Jak mógł doprowadzić i nie powiedzieć tego dziadkom, że powinno się gips zmienić po 5 dniach by nie było luzu w gipsie i kość nie miała by pola manewru?? Ja mu tego nie popuszczę, nie jestem mściwa ale tym razem przejdę jak tajfun po jego życiu, nie dam mu odetchnąć za to co zrobił mojemu dziecku!!! Druga sprawa w Częstochowie to istne średniowiecze medyczne!!! Chcieli kroić mu rączkę, łamać kość i składać ją śrubami!!!! Takie zabiegi wykonywano ostatni raz 4 lata temu!! Na izbie traktowano mnie jak rozhisteryzowaną mamuśkę, jak tłumoka który nie wie jakie są następstwa przemieszczenia kości!! W tych szpitalach nie pracują ludzie tylko znerwicowane, zadufane snoby. Zero współczucia jakiejkolwiek empatii dla chorego i rodziców. W Klinice Pediatrii i Onkologii w Chorzowie jest inny świat, ludzie są mili, pielęgniarki mają wspaniałe podejście do dzieci i rodziców. Oddział wygląda jak przyjazne przedszkole a lekarze są profesjonalni. Szczerze polecam Dr.Pileckiego, jeszcze nie spotkałam tak dobrego lekarza , nie tylko potrafił normalnie z człowiekiem porozmawiać ale i wesprzeć. Osobiście operował mojego synka. Zabieg polegał tylko na ustawieniu kości drutem , ranka jest tak mała jak łebek od szpilki.Nikt mu kości nie łamał ani rączki nie ciął. Jest ustawiona na szynie bez gipsu a synka raczka nie boli wcale!! Za dwa tygodnie czeka nas wizyta u doktora a po 7 tygodniach zdjęcie pod narkozą drutu w klinice. Teraz czas odpocząć, odetchnąć, wyzbyć się stresu i cieszyć się dziećmi. Pozdrawiam, dziękuje za wsparcie Wam  oraz rodzinie. Każdy bardzo przeżywał tą tragedię która na szczęście skończyła się dobrze.

26 komentarzy:

  1. Chopak dzielny, wyssał odwagę z mlekiem matki ;) Ściskam Was oboje bardzo mocno!!! :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Zuch mamuśka! Zuch synek!
    Kurcze jak się cieszę, że tak ładnie się to wszystko poukładało. A temu konowałowi nie odpuszczaj. To trzeba być skończonym draniem, żeby tak dziecko zaniedbać!. A przecież mógł mu spierniczyć całe życie.
    Dokop kolesiowi, może następnym razem ruszy głową i pomyśli zanim coś zrobi oszołom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak właśnie zrobię!! nie popuszczę , trzeba mu dać nauczkę!!

      Usuń
  3. Śmiem przypuszczać,że ta wojna trudna będzie ... Wiesz jak to jest "kruk krukowi oka nie wykole" ale będę Ci kibicować (najwyższy czas żeby "konowały" przestały się czuć bezkarne).
    PS. ...tak na marginesie
    Jaka jest różnica między Bogiem a lekarzem ?
    Bóg nie wie ,że jest lekarzem.
    ... a lekarzowi wydaje się,że jest Bogiem.
    Cieszę się,że tak dobrze się to potoczyło. Trzymam kciuki i ślę ciepłe myśli żeby rączka dobrze się zrosła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuję z całego serca! Nie ma gorzej, niż cierpieć za dziecko. A że wśród lekarzy i pielęgniarek pełno inkwizytorów średniowiecznych to już dawno wiadomo. Fajnie, że dało się trafić do tego INNEGO. Gratuluję takiego zakończenia i życzę szybkiego powrotu do zdrówka i równowagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem ci że jak przypomnę sobie moje operacje, (a miałam ich już trochę) to pamiętam tylko straszny ból. Nigdy nie wyjechałam z sali operacyjnej uśmiechnięta. Te wszystkie komplikacje po operacyjne jakie mi zafundowali lekarze w szpitalu w Częstochowie to się w głowie nie mieści. Najbardziej bałam się że syn odziedziczył po mnie alergię na narkozę.To byłby już dramat, sama przechodziłam to wszystko, bałam się że i on to przejdzie. Na szczęście nie odziedziczył tej fatalnej przypadłości po mamuśce :) Na śląsku szpitale są na poziomie współczesności.Jeśli ktokolwiek z nas miałby kiedykolwiek przejść operację to tylko tam.

      Usuń
    2. Sama miałam niedawno operację nogi po złamaniu i wyjechałam z sali z rogalem na twarzy, czego wcześniej nie potrafiłabym sobie wyobrazić. Że w trakcie operacji będę z szalonym anestezjologiem chichotała......
      Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę synkowi szybkiego powrotu do zdrowia. Mimo wszystko trzeba na tę rękę jeszcze uważać.

      Usuń
  5. Uff.....poryczałam się. Trzymajcie się dzielnie. Ale przejścia...dobrze, że trafiłaś na odpowiednich ludzi. Całuski dla dzielnego synka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę , że w tej całej historii nie ma przypadku.Tak po prostu musiało być, jak sobie wspomnę siebie i Tomka mam wrażenie że działaliśmy tylko ktoś nas popychał w dobrą stronę.

      Usuń
  6. Bardzo przykra sprawa ale dzięki Twojej przytomności wszystko się dobrze skończyło.Zadbaj koniecznie o Siebie bo przeżyłaś wielki stres.Synkowi zdrówka zyczę i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, niestety stresu i nerwów nie łatwo się pozbyć. Siedzi to w człowieku jeszcze.Dla moich dzieci zrobimy wszystko!

      Usuń
  7. Teraz zadbaj o siebie... synek bezpieczny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże, nie wyobrażam sobie nawet co musiałaś przeżyć...Metody leczenia to prawdziwy problem- każdy szpital ma swoje własne praktyki, a to co piszesz na temat zakładania gipsu to niestety nagminna praktyka. U nas bywa, że założenie gipsu odbywa się bez prześwietlenia, a co dopiero kontrolowanie czy kość się dobrze zrasta ;/

    OdpowiedzUsuń
  9. wierzę że cuda się zdarzają zwykłym ludziom .pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wierzę w moc naszego Jana Pawła!!!Śliczny uśmiechnięty synuś:)i wspaniała mama:)Pozdrawiam Was bardzo ciepło!!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Do dobrych ludzi dobro wraca. Nigdy o tym nie zapominaj:)) Cieszę sie,że Mały to wszystko wytrzymał a Wy razem z nim:))
    Powodzenia , trzymaj sie Monika.

    OdpowiedzUsuń
  12. Całe szczęście, ze macie już to najgorsze za sobą. Jesteście dzielni, podziwiam Cię za siłę, upór i jasność myślenia. Życzę Wam powodzenia, uśmiechu na co dzień i duuużo zdrówka.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale wszystko dobrze się skończyło i oby tak dalej pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
  14. całe szczęście że skończyło sie tak pozytywnie... pewnie pomogły nasze dobre fluidy płynące do ciebie z całej Polski...
    usciskaj synka - dzielny chłopak.... no ale jak sie ma TAKĄ MAMUSIĘ to nic dziwnego
    serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja tez się poryczałam, oj, ktoś tam w górze umoczył w tym swoje paluszki, chyba wiemy wszyscy kto;)))) Zdrowia i odsapnijcie trochę;))) A maluszek twardy gość;))) ja jego rodzice;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Trudne chwile przeszliście ale juz teraz będzie OK. Trzymaj się zdrowo i całusy dla dzielnego synka. Super Gość!

    OdpowiedzUsuń
  17. To,że będzie wszystko dobrze nie miałam wątpliwości, ale to tylko zasługa dobrych zbiegów okoliczności, które Cię skierowały w ręce odpowiednich fachowców. Szkoda, że nie może tak być zawsze. Nie martw się jesteś cudowną mamą nie żadną histeryczną mamuśką, ja też jestem taka sama, dla dziecka gardła bym podgryzała....

    OdpowiedzUsuń
  18. Moniko! nie jestem msciwa, ale temu konowalowi nie daruj. Dlaczego? - aby juz zadnego dziecka nie skrzywdzil, to powinno byc karalne.
    Wiesz, i tak sobie mysle, ze pomimo calej tragedii bylas w stanie myslec, wielki uklon w Twoja strone.

    OdpowiedzUsuń
  19. Moniko, chyba nikt nie rozumie Cię tak jak ja:) Mój Janek nie ma szczęścia do lekarzy:((( Dużo by opowiadać, powiem tylko że teraz też czeka nas operacja jego kolona, bo przez kilka lat twierdzono,że wszystko jest w normie. A teraz norma się skończyła. Niech rączka synka goi się szybko i dobrze:) Trzymaj się. Pozdrawiam cieplutko. Ania

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.