U nas od piątku padało czasem z przerwa ale drobny deszczyk nas nie opuszczał, zimno było i pochmurno na co dzieci reagowały szaleństwem domowym i okropną upierdliwością hahah :D
Dziś już słoneczko czasem wychodzi za chmur i temperatura wzrasta, powoli bo powoli ale dobre znaki nas nie opuszczają. Kurka kwoczka chodzi ze sowimi 7 pisklętami po podwórzu, wspaniale tak usiąść i popatrzyć :)
Kaczuszki, indyczki,gąski i perliczka ( jedna niestety uciekła mi i trafiła do brzucha kota sąsiada buuu) mają się dobrze wcinają tak dużo, że nie nadążam im szykować. Jestem przeciwniczką sztucznych pasz ze sklepu więc sama im robię pyszności jak krojona zielonka z gotowanym jajkiem śrutą i witaminami.
Dziś były prace przy ogrodzeniu okólnika dla kóz, no niestety ale rogi Kubusia i ich racice powyginały siatkę na dobre ale tego już nie zniszczą. O to prace wstępne :
Koniec prac jak na dziś :) a o to efekty ciężkiej pracy męża i mojego taty :)Jutro będziemy kończyć ;)
Wzdłuż płotu mam zamiar posadzić pnące róże tak by dodały uroku :)
Za pomocą Kubusia narwałam młode pędy sosny. Kubusiowi zaczepiłam o rogi gałązkę poprosiłam by trzymał i narwałam koniuszki. Nie, nie, nie wymyślam :) Kubuś pomaga w wielu sytuacjach nawet do wyciągania słupków, kieruje jego rogi i mówię pchaj :) Kubuś jak się nie nudzi i może w czymś pomóc to mniej szkudzi :)
narwane pędy trafiły do słoiczka a teraz robi się syrop dla dzieci na zimę :)
Ciesze sie niezmiernie, ze z kozka juz wszystko ok!
OdpowiedzUsuńpozdarwiam :)
ja tez się cieszę, że sytuacja powoli się prostuje
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci, pogodnego dnia
OdpowiedzUsuńwypełnionego zapachem wiosny,
w majowej szacie...
Niech Ci życie płynie
pośród tęczowych barw.
Pozdrawiam kolorami tęczy...
Super!
OdpowiedzUsuńWitaj:)
OdpowiedzUsuńTrafiłam do Ciebie dzisiaj i przejrzałam całą blogową historię.
Jestem pod wrażeniem Twojej determinacji i wytrwałości w dążeniach do celu.
Masz cudowny domek i wspaniały zwierzyniec (chociaż ja się kóz boję, nie wiem dlaczego. Nigdy żadnej nie głaskałam nawet ale chyba mnie te rogi przerażają...;).
Tak czytałam te Twoje posty i zamarzył mi się ten ser domowej produkcji i to masełko... pyszności.
Też mieszkam na wsi, do miasta trzeba mnie ciągnąć siłą;) Więc chyba mamy coś wspólnego!
Cieszę się że Mela dochodzi do siebie. Oby tak dalej!
Pozdrawiam ciepło i do napisania:)
Bardzo się ciesze że "przypadki chodzą po ludziach" i do mnie wpadałaś i ci się spodobał mój blog :) Zapraszam :) Pozdrawiam
UsuńBardzo mi miło :)
jesteś cudowna..nie poddajesz się pomimo tylu trudności..ja choć mieszkam od urodzenia na wsi i w dzieciństwie pomagałam dziadkom w gospodarstwie ..to tak naprawdę teraz zamarzyłam o moim gospodarstwie;marzą mi się kózki,kurki i taka sama krówka jak Twoja....pracy się nie boję tylko tego,że moje marzenia o gospodarzeniu się nie spełnią...
OdpowiedzUsuń..a Tobie życzę wytrwałości:)
Dziękuję ci z atak miłe słowa w komentarzu :) Wierzyc znaczy chcieć i móc :) spójrz na mnie :) to jest możliwe !!!!
Usuń