poniedziałek, 15 października 2012

Ta czarna strona mojej małej hodowli

Ten czas nadszedł i bardzo tego nie lubię. Choć musiałam się tego nauczyć psychicznie i oczywiście fizycznie ale i tak nie należy to do przyjemności. Czas przygotowań zaczyna się tak około 3 dni przed, musze się nastawiać myślami, stawać się kimś innym i twardo bić się w myślach że to nic takiego. Jak zawsze mówię sobie- "jesteś twarda" i gdy nadchodzi ten dzień staje się zimna, nerwowa i zdecydowana. Po wszystkim trochę sobie zawsze psychicznie pochoruje ale przecież po coś się hoduje zwierzęta. Zawsze tłumaczę sobie, że przez te kilka miesięcy miały u mnie cudowne życie, wypasy całodniowe na łąkach i traktowane były z szacunkiem nie tak jak w tych halach trzymane w klatkach i tłuczone śrutą na siłę. Godne ale krótkie no cóż.....


21 komentarzy:

  1. ..ja tez nie potrafię...mam w uszach jeszcze krzyk świni zabijanej jakieś 10 lat temu...nie chciało mi się jeść tego mięsa....pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja muszę bo mój mąż wtedy chętnie ucieka do domu a ja odrabiam brudna robotę ;)

      Usuń
  2. Kiedyś chciałam mieć hodowlę strusi ale jak sobie pomyślałam.............to mi przeszło:(Pozdrowionka cieplutkie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak mówi mój Tomek " do takiego życia trzeba być żelaznym człowiekiem"

      Usuń
  3. Podziwiam Cię za odwagę i determinację, silna kobietka z Ciebie!!!!
    Ja jak widzę krew to mdleję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To identycznie jak mój Tomek :) Pamiętam nasze badania na grupy krwi w trakcie jak byłam w ciąży. Otworzyły się drzwi, dwie pielęgniarki trzymały Tomka pod pachą on blady jak ściana ciągnął nogi . Jedna pielęgniarka do mnie : "bierz pani sobie tego byczka " hahahhahaha myślałam że padnę ze śmiechu hahahah :D

      Usuń
  4. ja właśnie dlatego nie mam nawet kur i prawie mięsa nie jem...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. dobrze to wszystko sobie tłumaczysz i masz w tym rację !!!
    pozdrawiam silna kobieto!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Również mam z TYM problemy.
    Na szczęście mąż mnie wyręcza.
    Tobie życzę odwagi i siły. Bądź twarda!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bo w życiu twardym trzeba być, nie miękkim. Tak trzymaj. Brawo! Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie dałabym rady. Również nie lubię krwi i wiem,że zwierze czuje, co je czeka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Żeby nakarmić dzieci (motywacja wewnętrzna) zabiłabym każdego ptaka. Z ssakami może miałabym problem (psychiczny), chociaż pewnie wytłumaczyłabym sobie konieczność. Jedyne co dla mnie trudne do wyobrażenia to praktyczna strona zagadnienia - jak sobie poradzić z takim silnym ptakiem jak gęś (albo indyk)- bo przecież nie czeka cierpliwie na koniec? U mnie w domu kaczki zabijała babcia, resztą = łącznie z królikami zajmował się tato. Ktoś musiałby mnie nauczyć - i kwita. To chyba Ewa z Kresowej Zagrody pisała, że mrozi mięso po uboju, a zjada je jak zapomni i emocje opadną. Jest to jakiś sposób...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nad gęsią jest łatwo zapanować ja robię to w taki sposób że trwa to sekundę nigdy nie miałam takiej sytuacji bym się z gęsią szarpała i przysparzała jej kolejnych stresów. Na uspokojenie głaszczę ją gadam do niej nawet nie wie co ja czeka.Nawet sąsiedzi pytaj kiedy ja ubijam bo nigdy nie słyszała kiedy się to dzieje. Staram się by nie cierpiały, nie cierpię tych wszystkich metod ubijania gęsi od podcinania potylicy do podcinania gardła ja mam ogromna maczetę jest to tylko sekunda bez cierpienia zwierzęcia.

      Usuń
  10. Drastyczne sprawy ale takie jest życie.
    My nie mamy inwentarza "hodowanego na mięso" i mamy to szczęście, że nie musimy podejmować decyzji o zabijaniu. Podziwiam Twój upór i konsekwencję, wiem, że nie jest Tobie łatwo.

    Pozdrawiam, Tomek.

    OdpowiedzUsuń
  11. Moniko, prawdę mówiąc oczy trochę przy tym poście mi się zaszkliły, ale wiem, że takie jest życie. A to, że masz jakieś wątpliwości i nie przechodzisz nad tym - ot tak - lekko bez emocji, to znaczy że masz uczucia i jesteś po prostu człowiekiem z sercem, sumieniem, czy jak to tam nazwać. Pozdrawiam ciepło i dużo siły Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja zawsze uciekałam z podwórka jak moja babcia zabijała kaczki albo kury ale jak zobaczyłam kiedyś jak mój dziadek zabija królika to prawie zemdlałam. Nie rozumiałam jak można to zrobić. Jak dorosłam to zrozumiałam...w końcu coś jeść trzeba i po to się je hoduje. Bardzo ważne (i cieszę się,że Ty Monika tak robisz) aby zabijać zwierzęta nie przysparzając im dodatkowych cierpień. Samo zycie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. p.s.wysłałam dzisiaj paczuszkę dla Ciebie:))

      Usuń
  13. No, ja uważam, że kupowanie mięsa w markecie jest grubym przegięciem - jeśli potrafisz zabić - ok, jedz... Jeśli nie potrafisz - nie jedz. Kupowanie opakowanego kawałeczka bez kropelki krwi i udawanie, że to nie było żywe jest hipokryzją, w jakiej żyjemy... Odpowiedzialny hodowca kocha swoje zwierzęta i robi wszystko, by nie cierpiały, ale ja wiem, że zabiłabym tylko w stanie wyższej konieczności. Póki zatem jej nie ma, a mam nadzieję, że nigdy nie będzie, cieszę się, że nie muszę tego robić i że już nie jem mięsa;) To już tak jest, że czasami trzeba być twardzielką, chyba, że nagle sobie uświadomisz, że już nie trzeba, bo i bez mięsa można żyć;)
    Nie dziwię się, że masz z tym problem, dziwię się, że niektórzy go nie mają;)
    Bicie zwierząt kosztuje każdego zdrowego na umyśle człowieka, trzymaj się...

    OdpowiedzUsuń
  14. A u nas wszystko na dożywociu :-) Nawet Capek bez jajek :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nieraz myslalam o tym jakby to bylo hodowac drob i konczylam te dumania myla ze pewnie "schodzilyby" u nas ze starosci.(Poki co drob hoduje i ubija tata)Dalas mi wspanialy obraz tego jak moze to wygladac w praktyce.
    Mam pytanie do Kretowatej;jestes wegetarianka czy weganka,czy twoi bliscy tez? Wybacz to taka ciekawosc carnivora;).Choc moja corka od dwoch lat nie je miesa to wciaz mam problem z wymyslanim menu no i to odrebne gotowanie!?Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy wegetarianami, Książę Małżonek też (on był pierwszy!), Mała dostaje mięso na żądanie, ale coraz rzadziej żąda;) Muszę w końcu zrobić u siebie posta, jak to u nas było z tym wegetarianizmem, bo to cała story, więc chyba będzie w odcinkach;) A menu jest proste: im prostsze tym lepsze, a najlepiej na surowo;)Pozdrawiam!

      Usuń

Dziękuję za komentarz.